Adept – nowe możliwości

O czym jest ta książka?

Olaf Rudnicki to warszawski alchemik, który, jak wielu mu podobnych, stara się wykorzystać okazję jaką stała się enklawa do swoich interesów. Czym jest enklawa w sumie to nikt nie wie. Pojawiły się one same z siebie w trzech miastach: Warszawie, Moskwie i Petersburgu. Wiadomo jedynie tyle, że wraz z ich pojawieniem się w tych miastach zawitała także i magia. Taka prawdziwa, która sprawia, że alchemiczne formuły zyskują moc, a ten, kto wie jak jej używać może stać się bardzo potężnym człowiekiem. Niemniej nasz alchemik wcale nie dąży do sławy czy innych związanych z nią przyjemności. Wręcz przeciwnie, stara się nie wchodzić nikomu za bardzo w drogę. Jednak los ma za nic jego przekonania i robi wszystko, aby wynieść go na jak najwyższy piedestał. Czy już ktoś wspominał, że z takich upadek jest najboleśniejszy?

Książki Adama Przechrzty przeczytałam niemalże wszystkie. Zaczęło się od cyklu „Demony” i dalej już jakoś samo poszło. I do dzisiaj niezmiennie zaskakuje mnie to, jak bardzo różnorodne światy wychodzą spod ręki tego pisarza. Nie inaczej jest w jego najnowszej powieści, „Adepcie”. Tym razem przenosimy się do Warszawy z przełomu wieków. Mamy do czynienia z magią, alchemią, a także demonami i innymi niezbyt przyjaźnie nastawionymi do ludzi gatunkami. A także polityką, w której, jak wszędzie, także można spotkać kilka drapieżnych gatunków. W samym środku zaś tego wszystkiego urzęduje Olaf Rudnicki, który z pozoru nie jest nikim ważnym, ani też szczególnie się nie wyróżnia. Mimo to, los wybiera za niego, stawiając mu na drodze niezwykle ważną personę w kręgach rosyjskiej wojskowości. I znów, wydawać by się mogło, że wysoko postawiony oficer obcych wojsk nie ma wielkich szans na zaprzyjaźnienie się z obywatelem okupowanego kraju. Jednak siły próbujące wydostać się na wolność z enklawy za nic mają sobie narodowościowe podziały i zmuszają broniących się do zawierania najniezwyklejszych sojuszy. Być może także którejś ze stron bardzo na rękę jest mieć blisko kogoś, kogo normalnie uważa się za wroga…

Na początku książka skrada się niczym kot. Podchodzi niespiesznie, z pozoru nieśmiało trącając nas, ot, dla zabawy. I nagle, nie wiedzieć kiedy, jesteśmy już w jej całkowitym władaniu, bo chwyciła nas za gardło i nie wygląda na to, aby miała w najbliższym czasie puścić. Autor wciąga nas w swoją opowieść w tak wyrafinowany sposób, że po prostu nie można jej się oprzeć. Tam ciągle co się dzieje, narracja płynie gładko nie dając czytelnikowi czasu na nudę. To wręcz niesamowite, jak bardzo ta książka może człowieka wciągnąć, choć na początku nic w sumie na to nie wskazuje. Jednak autor dobrze wie, w którym momencie podkręcić tempo tak, aby książka stała się jak najbardziej interesująca. Nie bez znaczenia jest tu także rola, jaką w tym wszystkim odgrywają stworzone na papierze postaci. Każda z nich jest przede wszystkim indywidualnością. Jednostką dążącą do swoich celów, stosującą własne metody i zasady działania. Dopiero później w jakimś stopniu wchodzą w interakcję z innymi – w zasadzie po to tylko, aby się nimi do czegoś posłużyć. Ma to tę jedną podstawową zaletę, że otwiera wielkie pole możliwości dla nas samych, dla czytelników. Wykorzystując swoją wyobraźnię możemy jedynie zgadywać, jakie są plany czy cele poszczególnych postaci. Na podstawie ich zachowania i rozmów z innymi mamy możliwość przyglądania się, analizowania i wyciągania wniosków. Mniej lub bardziej słusznych, co w pewnym momencie możemy zweryfikować zagłębiając się dalej w lekturę. Zabawa na prawdę jest przednia.

Nie umiem powiedzieć, dlaczego tak jest, ale w książkach Adama Przechrzty z pewnością jest to „coś”. Taki smaczek, który sprawia, że nie tylko świetnie się czyta jego książki, ale już podczas lektury nabieramy ochoty na więcej. I jeszcze więcej. Kto raz wszedł w ten świat, już się z niego tak łatwo nie wydostanie. A kto jeszcze nie miał okazji, niech czym prędzej nadrabia, tym bardziej, że „Adept” to świetna okazja do rozpoczęcia przygody z książkami tego autora. Szczególnie dla osób, które nie są szczególnie przekonane do książek z dużą dawką militariów. „Adept” to pozycja ciekawa, nieoczywista i w wielu momentach zaskakująca. Nawet jeśli ma jakieś mankamenty, to ja nie chcę o nich pisać, nawet nie czuję takiej potrzeby. Myślę, że nie są one aż tak istotne, żeby miały zaważyć na mojej ocenie tej książki. A oceniam ją dość wysoko i myślę, że wielu czytelników zgodzi się z moją opinią. Szczerze tę książkę polecam, mnie podobała się bardzo.

Dodaj komentarz