Angel Payne „Piorun” – elektryzujący romans

Emmalina Crist uciekając przed swoim życiem znudzonej laleczki z Orange County wylądowała w samym środku LA. A konkretniej w hotelu Brocade, w którym pracuje na nocną zmianę. Jej szef, Reece Richards, wydaje się jej uosobienie wszystkiego, co pozostawiła za sobą. I do czego definitywnie nie chce więcej wracać. Kiedy jednak pewnej nocy ich drogi się krzyżują okazuje się, że nie tak łatwo będzie dotrzymać złożonych sobie obietnic. Tak jemu, jak i jej.

Reece Richards od zawsze szedł przez życie w sposób, który miał zapewnić mu jak najwięcej przyjemności. Aż do czasu kiedy poznał Angelique La Salle. Porwanie i tortury jakich zaznał z jej ręki zmieniły jego podejście do życia. Kiedy w końcu udało mu się od niej uwolnić jego jedynym celem stała się jak najszybsza śmierć. Nim jednak to nastąpi, postanowił pokazać jej i jej wspólnikom, że nie jest taki sam jak oni. Przywdział więc maskę ukrywającą jego rysy i wyruszył na pomoc tym, którzy nie potrafią sami się obronić. Dzięki swoim zdolnościom do panowania nad energią elektryczną zyskał przydomek „Piorun”. Kiedy Emmalina spotyka go po raz pierwszy pod postacią Reeca Richardsa nie spodziewa się, że to właśnie jej szef ukrywa się pod tym przezwiskiem. Nie zmienia to jednak faktu, że od pierwsze spotkania jest nim zafascynowana. I ani trochę się go nie boi, co wprawia Reeca w niemałe zdumienie. Postanawia więc wykorzystać okazję, którą los sam włożył w jego ręce. Nie spodziewa się jednak, że transformacja w superbohatera zmieniła go nie tylko zewnętrznie, ale i wewnętrznie.

„Piorun” to zdecydowanie książka, którą czyta się tylko w jednym celu. I z pewnością nie jest nim obcowanie z wysokiej jakości literaturą. Wydawało mi się, że w dziedzinie literatury erotycznej widziałam czytałam już wszystko. Czy też prawie wszystko. Otóż okazało sie, że jednak nie. Autorka zaserwowała w swojej książce dość zaskakujące, trzeba to przyznać, połączenie erotyki (takiej zdecydowanie +18) oraz fantastyki spod znaku superbohaterów. Powiem szczerze, że nadal nie potrafię się zdecydować, czy to do mnie przemawia. Choć może moje niezdecydowanie wynika raczej z faktu, że zbyt wiele się w tej książce nie wydarzyło. W sensie fabularnym, ponieważ było bardzo wiele scen erotycznych, w których z kolei działo się chyba aż zbyt wiele. Dodatkowego smaczku dodawał im fakt, że główny bohater miał elektryczność we krwi (dosłownie), co sprawiało, że świecił się w najmniej odpowiednich momentach i miejscach. Nie wspominając o tym, że jego nasienie miało dodatkowe właściwości: w zetknięciu z ciałem partnerki wywoływało u niej natychmiastowy orgazm. Brzmi dziwnie? Cóż, to dopiero początek całej zabawy!

Ostatnio natknęłam się na artykuł, w którym ktoś bronił języka polskiego w erotyce. Ogólna teza była taka, że ludzie tacy jak ja tylko narzekają na te przekłady, a one wcale nie są takie złe. Na moje nieszczęście nie pamiętam kim był autor rzeczonego artykuł. Z chęcią poprosiłabym go o przeczytanie „Pioruna” i ponowne zweryfikowanie swojej opinii. Przez większość czasu język nie był może nawet aż tak zły. Jednak zdarzały się fragmenty, które były najwidoczniej przetłumaczone dosłownie z języka angielskiego. Ja rozumiem chęć wiernego oddania czytelnikowi treści książki, ale błagam nazywanie męskiego narządu cebulą, tudzież bardziej pieszczotliwie „cebulką” (nie, to nie jest żart) to już chyba trochę zbyt wiele. Nawet dla takich erotycznych świrów jak ja. Nasz język jest tak piękny i bogaty, że chyba dałoby się jakoś to obejść. Dajmy już jednak spokój temu. Ogólnie rzecz biorąc książka jest dokładnie tym, czego spodziewać się można po książce z kategorii hard erotyka. „Piorun” to raczej bawienie się z tematem niż poważna literatura. Czy warto przeczytać? Może po to, aby sporóbować czegoś nowego lub po prostu poczytać o erotycznych przygodach superbohatera i jego pracownicy.

  • Fabuła
  • Kreacje postaci
  • Język
2.5

Podsumowując:

Dość nietypowe połączenie: emanujący seksem superbohater.

Dodaj komentarz