Antologia opowiadań: „Fantazmaty” tom 1

O czym jest ta książka?

Antologia „Fantazmaty” to owoc konkursu literackiego organizowanego pod tym samym tytułem. 20 opowiadań pióra 21 autorów i autorek. Tych, którzy już zaistnieli na rynku wydawniczym oraz tych, którzy w tej włśanie antologii mieli okazję zadebiutować. Wielka gratka dla wszystkich fanów literatury, nie tylko fantastyki. Każdy Czytelnik z pewnością znajdzie tutaj coś dla siebie. Teksty są bardzo różnorodne tematycznie: od czasów średniowiecznych zamków i przesyconych magią światów po futurystyczne opowiadania, w których rządzi sztuczna inteligencja stworzona ludzką ręką. „Fantazmaty” to niezwykła okazja zarówno dla autorów, by zaprezentować swoje możliwości, ale również ich Czytelników, by mogli ich odkryć i zapamiętać na przyszłość. A wszystko to w ramach projektu tworzonego przez pasjonatów, których jedynym celem jest dzielenie się swoją zajawką z innymi. Wobec tego „Fantazmaty” dostępne są dla każdego w dwóch formatach: ePub (link) oraz mobi (link). Tak więc pobierajcie, czytajcie i opowiadajcie o nich wszystkim, których znacie. Nieznajomym też, jeśli macie ochotę.

Pisząc recenzję zazwyczaj przybliżam choćby w zarysie fabułę książki. Jednak piszą o antologii opowiadań wychodzę z założenia, że są to na tyle krótkie formy, że opowiadanie o nich choćby w kilku zdaniach mija się z celem i odbiera potencjalnemu Czytelnikowi całą frajdę z samodzielnego odkrywania poszczególnych tekstów, zawartych w nich światów, bohaterów i tych wszystkich ciekawostek, które umieścił w nich autor. Dzisiaj więc bez opisywania fabuł poszczególnych tekstów postaram się przybliżyć Wam efekt końcowy projektu „Fantazmaty”. A raczej pierwszą jego część, ponieważ już w momencie, kiedy tom pierwszy był przygotowywany, ruszyła druga edycja konkursu, tym razem pod hasłem „Umieranie to parszywa robota”. Wszystkich zainteresowanych bliższą znajomością z projektem odsyłam na stronę Fantazmatów, tam znajdziecie wszystkie informacje i możecie jeszcze przez jakich czas dodać chowane dotąd w szufladzie opowiadanie. Skoro wszyscy już wszystko wiedzą, przejdźmy do momentu, w którym zabiorę się w końcu za opowiadanie o książce, która jest tematem dzisiejszego wpisu. 😉

Pierwszym moim przemyśleniem podczas lektury, które zostało z resztą ze mną do samego końca, było zaskoczenie przemyślnym ułożeniem opowiadań w zbiorze. Zwróciłam na to uwagę, ponieważ bardzo spodobało mi się to, że są one uporządkowane w taki sposób, aby Czytelnik ani przez chwilę nie czuł się znudzony podczas lektury, ani też nie czytał ciągiem opowiadań o podobnej tematyce/dziejących się w podobnych czasach/mających podobny rodzaj bohaterów. Efektem tego jest sytuacja, w której opowiadanie dziejące się w czasach średniowiecza za sąsiada ma tekst na wskroś futurystyczny. Zapewnia to czytelnikowi niemałą dawkę rozrywki. Trochę jak literacki roller-coaster: nigdy nie wiesz (i nawet się nie spodziewasz), co takiego wyskoczy na Ciebie zza następnego zakrętu. Jest to także wynikiem tego, że każdy z autorów miał własny pomysł na opowiadanie, napisał je w swoim niepowtarzalnym stylu i sprawił, że nie da się go porównać z żadnym innym obecnym w tejże antologii. I dotyczy to zarówno nazwisk znanych mi już z moich czytelniczych przygód, jak i tych, z którymi miałam styczność po raz pierwszy. Jestem pod dużym wrażeniem poziomu tekstów, nawet po pewnym czasie jaki upłyną już od ich lektury. Jedne podobały mi się bardziej, inne mniej, mam nawet jedno, które nie przypadło mi do gustu wcale. Jest to jednak jedynie kwestia mojego gustu, ponieważ patrząc czystko obiektywnie literacko każde z nich było po prostu dobre.

Skoro była już mowa o sympatiach i antypatiach, to czas wywołać je do tablicy. Najbardziej ulubionego nie potrafiłabym wskazać, ponieważ kilka z nich podbiło moje serce i zostało w mojej pamięci na dłużej. Są to opowiadania: „Na obraz i podobieństwo” Krzysztofa Rewiuka, „Trupy” Pawła Majki, „Śnienie” Marcina Rusnaka, „Dzień Walpurgii” Ahsana Ridha Hassana. A więc pół na pół – dwóch autorów, z którymi już się wcześniej zetknęłam oraz dwóch zupełnie mi nieznanych. Opowiadaniem, które mnie osobiście zachwyciło najmniej jest, nomen omen, „Zachwyt” autorstwa Wojciecha Guni. Tylko proszę nie myśleć, że to było opowiadanie złe czy też odstające (w złym tego słowa znaczeniu) od reszty. Nic z tych rzeczy. Po prostu akurat nie przepadam za tego typu tematyką, to wszystko. Podobał mi się za to obecny w nim wyraźnie oniryczny klimat. Co do pozostałych opowiadań, to podtrzymuję nada swoje zdanie, że także je czytało się świetnie i nie mam im nic do zarzucenia. Po prostu nie zrobiły na mnie aż tak dużego wrażenie, jak te wymienione. Ogólnie rzecz biorąc „Fantazmaty” jako całość to świetna antologia, w którą wszyscy pracujący przy niej włożyli ogromne ilości serca i pasji. Co jako czytelnik i recenzent szczerze doceniam i cieszę się, że miałam okazję przeczytać to dzieło przedpremierowo i je dla Was zrecenzować. Z tego miejsca raz jeszcze wielkie ukłony i podziękowania dla wszystkich, którzy mieli swój wkład w przygotowanie pierwszego tomu „Fantazmatów”. Liczę na to, że drugi będzie równie dobry!

1 komentarz

  1. Sama jestem w trakcie czytania, ale najlepiej w pamięć zapadła mi historia Agnieszki Hałas czy ta o naddźwiękowym pociągu 😉

Dodaj komentarz