Armadillo – western dla twardych facetów

O czym jest ta książka?

Do Armadillo, słynnego ghost town na Dzikim Zachodzie, przyjeżdżają już tylko ci, którzy porzucili wszelką nadzieję. Lub tacy, którzy wierzą, że są silniejsi niż zamieszkujące miasteczko złe moce.
Rudowłosa Nancy Margolis zdaje się należeć do tej drugiej kategorii. Wraz z nią do Armadillo wkraczają poważne kłopoty. Przeczuwając je Tom wyrusza w pościg za wiedźmą, która obiecała mu uwolnienie z mocy pętającej go klątwy. Jak się okaże, ta zwykła podróż do San Francisco zapoczątkuje serię dość nietypowych zdarzeń. A Toma rzuci w miejsca, których istnienie jedynie przeczuwał.

Od pierwszych zdań „Armadillo” wita nas powiewem Dzikiego Zachodu. Nieomal namacalny upał i materializujące się natychmiast przed oczami wizje przewiewanych z miejsca na miejsce tumbleweed nadają książce świetny klimat. To dość ważne, aby od początku wejść w tę westernową konwencję, ponieważ sama fabuła, jak i zasady rządzące światem przedstawionym w „Armadillo” są dość niejasne. Tym, co bez żadnych wątpliwości jest czytelnikowi wiadome, jest fakt zupełnego pomieszania najróżniejszych gatunków literackich, które złożone w powieść dają mieszankę dość wybuchową. Tak więc mamy tutaj upiora z płonącymi oczodołami. Mamy magię, wiedźmy, ale i prastare bóstwa. A także świat, który zyskał samoświadomość i teraz musi walczyć o przetrwanie, przyjąwszy postać ludzkiej kobiety. Jako, że jesteśmy na Dzikim Zachodzie, nie zabrakło również rewolwerowych pojedynków, rabowania banków, ale także i mafijnych porachunków. Akcja toczy się tutaj naprawdę wartko i z pewnością nie będzie czekać na opieszałych czytelników. Ani tolerować tych, którzy myślą, że po epilogu nic się już nie dzieje.

„Armadillo” to całkiem ciekawy eksperyment literacki. Autor zupełnie nie dba o przyjęte konwencje, bawi się zarówno formą, jak i treścią. Tworzy dzieło niezwykłe w swoim pomieszaniu. Stara się czytelnika zaskoczyć i zdecydowanie nie pozwala się nudzić. Coś, co wygląda jak zwykły pojedynek rewolwerowy, nagle przeskakuje w zupełnie inny, metafizyczny wymiar i okazuje się być potyczką w wojnie pomiędzy wyznawcami odmiennych filozofii. Główny bohater, bo i o nim wypada kilka słów powiedzieć, jest jedną z najbarwniejszych postaci, jakie można spotkać w literaturze. Upiór mający wyrzuty sumienia z powodu zjadania ludzi (łącznie z duszami). Uwięziony z powodu klątwy w widmowym Armadillo marzy o tym, by odwiedzić równoległe światy istniejące w sąsiedztwie. Kiedy więc nadarza się okazja, nie waha się wziąć udziału w przygodzie. Choćby nawet niebezpiecznej. Jedną z jego niezwykłych cech jest odnajdywanie sprzymierzeńców, jeśli nie przyjaciół, w najmniej oczekiwanych miejscach. Dzięki temu potrafi wyjść cało z każdych opałów.

Autor tej powieści nie poddaje się utartym schematom. On je wchłania, lecz po to tylko, aby ostatecznie ukazać je w krzywym zwierciadle. Z jednej strony ciężko mi oceniać tę książkę, po jednokrotnym przeczytaniu wydaje się być trudna do zrozumienia i odkrycia wszystkich niuansów. Z drugiej zaś, kiedy patrzę na nią z pewnym dystansem, jakiego nabiera się, kiedy wyjdzie się już z czytelniczego transu, zaczynam doceniać to co przeczytałam. Z pewnością jest to jedna z najbardziej niezwykłych książek, jakie zdarzyło mi się czytać. Balansuje na dość cienkiej granicy. W żaden sposób nie poddaje się zakwalifikowaniu do jakiejś konkretnej kategorii. Z pewnością jest to powieść, którą należy traktować z pewnym przymrużeniem oka, jednocześnie nie tracąc z pola widzenia tego, co chce nam pokazać autor. Szczerze polecam. Myślę, że jest to książka, która, pomimo pozornej banalności, pozostanie ze mną na dłużej.

2 komentarzy

  1. Niesamowicie mnie zaciekawiłaś. Szczególnie, że uwielbiam takie nietypowe historie no i sama książka czeka na półce, aż ją przeczytam 😀

    1. Justyna says: Odpowiedz

      Cieszę się, że recenzja zachęca do czytania. 😉

Dodaj komentarz