Badania terenowe nad ukraińskim seksem – emocjonalny kataklizm

„Badania terenowe nad ukraińskim seksem” to trudna książka. Trudna w ten specyficzny sposób, w jaki wchodzimy w czyjeś życie i zaglądam w najdalsze zakamarki. Niełatwo jest zrobić to tak po prostu, żeby nie zostawiło to w nas najmniejszego śladu. Poza tym, czasem ciężko jest patrzeć na wszystko bez choćby lekkiego zażenowania. Tak intymne zwierzenia najczęściej zachowujemy jeśli nawet nie wyłącznie dla siebie, to dla najbliższych nam ludzi. Dlatego tak bardzo otwarta postawa jaką obserwujemy w tej książce oddziałuje na czytelnika z siłą rozpędzonego pociągu. Zmiata całe nasze poczucie prywatności, tak starannie pielęgnowane.

Z drugiej strony wciąż przewija się wątek istnienia ukraińskiej literatury w świecie. Czy raczej jej nie istnienia, bo nad tym rozpacza główna bohaterka. Czemu wcale nie ma się co dziwić. Jej starania rozpowszechniania rodzimych dzieł za Oceanem nie odniosły większego skutku. Nawet ona spotkała się z lekceważącym podejściem do poezji, którą stworzyła. Dlatego też, jak mówi, tak kurczowo trzymała się swojego ukraińskiego kochanka. Bo nie musiała go uczyć. Ani literatury, ani kultury, nie musiała wprowadzać go w swój odrębny świat. Bowiem nie łatwo jest być jednocześnie kobietą i artystką pochodzącą z kraju, o którym nikt nie słyszał. Pytanie tylko, czy dwoje dwoje artystów, o dość zagmatwanych osobowościach jest w stanie ze sobą żyć. I czy dadzą radę bez siebie przeżyć.

Dodaj komentarz