Bezsenność na Manhattanie – obyczajowa erotyka

O czym jest ta książka?

Paige ma wszystko: dobrą pracę, w której wkrótce dostanie awans, wspaniałe mieszkanie na Manhattanie, oddane przyjaciółki i kochającą ją rodzinę. Jednak wszystko to zmienia się, kiedy zamiast spodziewanego awansu… zostaje zwolniona, a wraz z nią obie jej najlepsze przyjaciółki. Jake, przyjaciel jej brata i dawna miłość Paige namawia ją, aby zamiast załamywać ręce, założyła własną firmę. Choć pomysł wydaje się absurdalny i niewykonalny, Paige postanawia się go podjąć. Ciężkie początki w branży zmuszają ją do poproszenia o pomoc właśnie Jake’a. Młoda singielka musi jednak pamiętać, że on już raz złamał jej serce i ponowne zakochanie się w nim może skończyć się katastrofą.

Przyznaję, że „Bezsenność na Manhattanie” zrobiła na mnie na prawdę bardzo dobre wrażenie. Niby zwykła obyczajówka, z fajnymi erotycznymi wstawkami, a jednak czytało się to po prostu świetnie. Myślę, że to przede wszystkim ze względu na bohaterów, wyraźnie zarysowanych i bardzo indywidualnie stworzonych. Historia sama w sobie była może nieco przewidywalna, ale czegóż się spodziewać sięgając po romans? Że na koniec się rozstaną? Nie po to się czyta takie książki, żeby się przy nich smucić. Przy „Bezsenności na Manhattanie” z pewnością nam to nie grozi. Swoją drogą tytuł nieco przewrotny – książka jest tak wciągająca, że pewnie nie jedna czytelniczka zarwie przy niej noc. Ja, kiedy już zaczęłam czytać przygody Paige, po prostu nie mogłam się od niej oderwać. Lekka, zabawna i w dodatku opowiadająca ciekawą historię miłosną. Lepszej książki na ciepłe letnie dni nie sposób sobie po prostu wyobrazić.

Podobało mi się przede wszystkim to, że główna bohaterka jest taką silną osobowością. Zdarzają się również i takie książki, w których idzie to w parze ze zbytnią pewnością siebie i przekonaniem o byciu pępkiem świata, jednak na szczęście nie tutaj. Paige jest po prostu taką postacią, którą lubi się od samego początku. Zmaga się z różnymi problemami, zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym, a pomimo to pozostaje pogodna i wciąż tak samo dobrze zorganizowana. To niesamowite wręcz, taka obserwacja jej walki z każdą kolejną przeciwnością. Miło jej się kibicuje w takich sytuacjach. Kiedy więc udaje jej się odnieść sukces radość i duma są także udziałem czytelnika. Osobną sprawą jest tutaj wątek miłosny. Paige i Jake wydają się być parą idealną, kiedy w końcu postanawiają choćby spróbować bycia we dwoje. Niemniej jednak pewne nieprzyjemne sprawy z przeszłości dają o sobie znać i mącą ten obraz szczęścia. Nie chodzi tu o to, co zdarzyło się między nimi dwojgiem, a raczej o sytuację w jakiej znalazł się w dzieciństwie Jake. Tamto wspomnienie zdeterminowało prawie całe jego dorosłe życie, czy uda mu się więc pokonać swoje lęki i wreszcie przyznać, że Paige jest dla niego tą jedyną i najważniejszą?

„Bezsenność na Manhattanie” jest prostą historią. Nie mamy tutaj wielkich zwrotów akcji, zaskakujących nas na każdym kroku bohaterów, czy innych temu podobnych zabiegów. A jednak w pewien sposób, całość zdaje się być bardziej zawiła, niż to się na pierwszy rzut oka wydaje. Właściwie do samego końca główna para bohaterów trzyma nas w niepewności co do tego, czy w końcu będą razem. Niby mamy do czynienia z romansem, a książki z tego gatunku z założenia kończą się dobrze, jednak nigdy nic nie wiadomo! W tej sytuacji na prawdę trudno było uwierzyć, że uda im się wszystko naprawić i przeżyć razem resztę życia. Tak czy inaczej ich romans był na prawdę gorący, ocierający się z pewnością o pary występujące raczej w literaturze erotycznej niż obyczajowej. Całość napisana została z wielkim wyczuciem i klasą, a język, jakiego użyła autorka, nie ucierpiał nawet podczas tłumaczenia, co jest olbrzymim plusem w tej książce. Klimatyczna, dobrze napisana i z dwóją głównych bohaterów, których lubi się od pierwszej strony. Już nic lepszego nie można chyba od książki oczekiwać. Po cichu liczę na to, że autorka pokusi się o napisanie jeszcze jednej powieści – ukazującej losy brata Paige i jednej z jej przyjaciółek, którzy wyraźnie mają się ku sobie, choć chyba nie do końca zdają sobie z tego sprawę. To byłaby prawdziwa wisienka na czytelniczym torcie!

2 komentarzy

  1. Lubię bardzo takie książki, choć może w obecnym świecie i w obecnej modzie wstyd się do tego przyznać 🙁

    1. Justyna says: Odpowiedz

      Nie ma się czego wstydzić! Czytanie to przyjemność, czemu więc jej sobie odmawiać? 😉

Odpowiedz na „Marta SzyszkowskaAnuluj pisanie odpowiedzi