Biała czarownica – miłość na Czarnym Lądzie

Dziś wyjątkowy dzień zakochanych, więc i książka dzisiejsza będzie o miłości. Nie jest to miłość łatwa, taka, o jakiej pisze się, że jej bohaterowie „żyli długo i szczęśliwie”. Jednak kiedy Europejka zakochuje się w afrykańskim księciu nic nie jest łatwe. Sprzeczki wynikające z różnicy kultur to w ich wypadku najmniejszy problem. Prawdziwe kłopoty zaczynają się dopiero wtedy, gdy związek tych dwojga zaczyna przeszkadzać wpływowemu wujowi-czarownikowi…

Bohaterka, a zarazem narratorka „Białej czarownicy” jako młoda dziewczyna wyszła, wbrew woli rodziców, za mąż za Nigeryjczyka. Mimo, iż rozwiodła się z nim, ponieważ gdy na świat przyszły dzieci okazał się być skrajnie nieodpowiedzialnym, podróż do Lagosu przywołuje w niej wiele wspomnień. Po pewnym czasie spotyka tam miłość swojego życia. Przy okazji okazuje się też, iż jest to syn miejscowego króla. A która z nas nie marzyła o własnym księciu? : ) Jednak ten fakt okaże się największą przeszkodą w ich związku. Bo choć z pozoru ta opowieść brzmi jak bajka, to kończy się jednak w bardzo dramatycznych okolicznościach.

Autorka ukazuje nam w tej książce swoje osobiste przeżycia. „Biała czarownica” to książka autobiograficzna, która oprócz historii wielkiej miłości, która kończy się nieszczęśliwie, ukazuje piękno, a zarazem całą grozę Afryki. Jedna strona to kraj cywilizowany, wzorujący się na Europie. Druga… cóż. Nigeria, jak chyba każdy kraj Afrykański, jest krajem, w którym ludzie wciąż jeszcze wierzą w dawnych bogów i odprawiają dziwne, jak dla nas, rytuały. Klątwy, amulety, zaklinanie, nawet czary – to wszystko jest tam na porządku dziennym. By odnaleźć się w tym świecie, trzeba to zaakceptować, jednak nie oznacza to, że samemu zostanie się zaakceptowanym. Historia autorki tej książki, pokazuje dobitnie, że ten kraj i ludzie w nim mieszkający, mogą nienawidzić tylko za to, skąd się pochodzi.

Przyznam, że nie czytałam „Białej Masajki”, choć o tej pozycji słyszałam. Słyszałam też, że książki są mniej więcej do siebie podobne. I o ile o tej drugiej książce nie mogę powiedzieć, czy warto ją przeczytać, czy też nie, to zdecydowanie polecam paniom przeczytać „Białą czarownicę”. Książka jest poruszająca, przejmująca i choć nie kończy się dobrze, to napawa nas pewnym optymizmem. Pokazuje, że choć czasem los nie jest dla nas łaskawy, to jednak zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie przy nas wtedy, gdy tego najbardziej potrzebujemy.

Dodaj komentarz