Być jak Audrey Hepburn – niełatwo być celebrytą

O czym jest ta książka?

Młoda dziewczyna ucieka od codzienności swojego niełatwego życia do świata blichtru w filmach z Audrey Hepburn. Jej ulubionym jest „Śniadanie u Tiffany’ego”, który widziała już niezliczoną ilość razy, jednak za każdym razem tak samo porusza ją przedstawiona w nim historia, a przede wszystkim sama Audrey. Pewnego dnia jej przyjaciółka, stażystka w Metropolitam Museum of Art w Nowym Jorku, pokazuje jej oryginalną suknię z ulubionego filmu dziewczyny. Pierwotny projekt sukienki od Givenchy’ego okazuje się idealnie pasować na zachwyconą Lisbeth, która za sprawą nieziemskiej sukienki, fryzury oraz odrobiny makijażu przemienia się w pewną siebie elegancką gwiazdę. Przypadkowe spotkanie z wschodzącą gwiazdką popu staje się wydarzeniem przełomowym w jej życiu. Tylko czy to wszystko na prawdę warte jest pozostawienia za sobą ludzi, którzy ją kochają?

Mówi się, że to nie szata zdobi człowieka. Jednak jak wiele przysłów, tak i to niezbyt dobrze sprawdza się w zderzeniu z ludzkimi przekonaniami i uprzedzeniami. Bohaterka książki „Być jak Audrey Hepburn” przekonała się na własnej skórze. Z pospolitej dziewczyny, której nikt nie zauważa, przemieniła się w gwiazdę, którą wszyscy chcą znać. Za sprawą przepięknej sukienki, makijażu i uczesania została uznana przez manhattańską socjetę za jedną z nich. Złoty sen Lisbeth się spełnił. Nareszcie mogła uciec od swojego życia, w którym, jak uważała, nie spotykało jej w zasadzie nic dobrego, w świat pięknych strojów i wystawnych przyjęć. A także fałszywych przyjaciół i blichtru, który ma jedynie maskować prawdziwe intencje. Oczarowana blaskiem nowego życia dziewczyna nie zauważa wszystkich tych pułapek, jakie w nim na nią czekają. A także tego, jak bardzo rani bliskich jej ludzi, których pozostawiła w cieniu swojego zwyczajnego życia.

Trudno jest jednoznacznie ocenić postępowanie bohaterki tej książki. Z jednej strony czytelnik widzi wyraźnie, że Lisbeth nie jest szczęśliwa w rodzinie, która nie daje jej miłości ani oparcia. Poza tym, to wciąż młoda dziewczyna, zaledwie dziewiętnastoletnia. A jednak nie daje spokoju myśl, że przecież powinna była się zorientować, być mądrzejsza, wiedzieć, że przecież ten świat, o którym tak marzyła, by się w nim znaleźć nie jest taki, jak jej się wydaje. Dlatego właśnie nie da się powiedzieć tak po prostu, że jej decyzje odbieram jako głupie czy nieprzemyślane, a samą bohaterkę najchętniej udusiłabym gołymi rękami za to, jaka jest i co robi. Raczej jestem w tym wypadku zdystansowanym obserwatorem, który przypatruje się jak młoda dziewczyna zamienia się w młodą kobietę. Bardziej doświadczoną, niż w momencie, kiedy ta podróż do wielkiego świata się rozpoczęła. Bardziej świadomą swoich czynów i wagi podejmowanych decyzji. Jednocześnie pozycja obserwatora daje czytelnikowi możliwość dostrzeżenia większej ilości szczegółów. Sytuacji, które umykają przy spoglądaniu z bliska. I choć wyposażeni jesteśmy w tę wiedzę, to i tak musimy pozwolić naszej bohaterce na uporanie się z problemami samodzielnie.

„Być jak Audrey Hepburn” to na prawdę świetna książka. Historia niby sztampowa, a jednak pokazuje zupełnie nowe swoje oblicze. Bohaterka, która wymyka się jednoznacznej ocenie. Droga na szczyt była łatwa, jednak co z tego, skoro spowija go mgła, przez co nie ma możliwości zobaczenia czegokolwiek wyraźnie. Podoba mi się to, że ta powieść jest jednocześnie przewidywalna i zaskakująca. Że narracja i konstrukcja bohaterki nie pozwala na zbytnie utożsamianie się z nią. To o czym mówiłam wcześniej, czyli bycie postronnym obserwatorem to zabieg w tym wypadku idealny. Przyjaźń i miłość – tylko kto nimi obdarza na prawdę, a kto wyłącznie dla swojej korzyści? Czy nasza bohaterka odnajdzie drogę do prawdy i czy jej życie w końcu będzie takie, jak być powinno? Ciekawych tego wszystkiego zapraszam do lektury.

Dodaj komentarz