Był sobie pies – kilka pieskich żyć

Recenzja przedpremierowa

O czym jest ta książka?

Pies Bailey, który przez pewien czas był też bezpańskim kundlem Tobym, ma w swoim psim życiu misję. Tak ważną, że wypełnienie jej zajmuje mu nie jedno, ale kilka żyć. Każde następne wcielenie, w którym zamieszkuje Bailey uczy go czegoś nowego, co ma pomóc mu w wypełnieniu życiowego zadania. A jest nim opieka nad ludźmi, a szczególnie jednym – chłopcem Ethanem. Po drodze ten niezwykły pies przeżyje jeszcze wiele niezwykłych przygód i uratuje kilka ludzkich istnień. Aż w końcu przyjdzie mu wrócić do swojego chłopca i z nim zostać do samego końca. Lecz czy zostanie rozpoznany i obdarzony taką samą miłością jak za pierwszym razem?

„Był sobie pies” to książka niezwykła z kilku powodów. Jednak tym najważniejszym zdaje się być fakt, że narratorem jest właśnie zwierzak, nazywany często najlepszym przyjacielem człowieka. Bailey, który rozpoczyna swoją wędrówkę poprzez różne wcielenia jako Toby, jest psem, który zdecydowanie odróżnia się od pozostałych. Nie tylko swoją inteligencją, lecz także wielką miłością do ludzi i chęcią służenia im. Może właśnie dlatego jego zadaniem jest opieka na Ethanem, do którego trafia jako szczeniak. I która, jak się okazuje, zajęła mu więcej niż tylko jedno psie życie. Oglądanie świata oczami tego niezwykłego zwierzęcia to prawdziwa czytelnicza przyjemność. Dla niego wszystko jest proste i sprowadza się w zasadzie do jednej rzeczy: okazywania miłości swojemu chłopcu. Nawet śmierć nie jest mu w stanie w tym przeszkodzić – po prostu odradza się jako Bailey, tylko w innym ciele. Czasem jest to zamiana dość drastyczna, zawsze jednak ma służyć temu, aby zdobył wiedzę i umiejętności, które będzie mógł wykorzystać w sytuacji, kiedy tylko jego pomoc może kogoś uratować.

Ta powieść to na prawdę piękna historia. Jednocześnie jest całkowicie inna od reszty podobnych książek. Ustanowienie narratorem i głównym bohaterem psa było strzałem w dziesiątkę. Dzięki temu oglądamy świat z zupełnie innej perspektywy. Takiej bardziej czarno-białej, gdzie wszystko jest albo dobre albo złe. Gdzie sens życia jasno wyznacza ścieżkę, jaką podążają nasze losy. Na prawdę wiele można nauczyć się od czworonoga, który jest naszym przewodnikiem w tej historii. Chociażby o tym, jak to jest kochać kogoś bezgranicznie i zupełnie bezinteresownie. Dbać o drugą osobę, uczynić z opiekowania się nią własną życiową misję. Tak często nie zdajemy sobie sprawy z tego, że tuż obok nas są tak niezwykłe istoty. A może właśnie Twój pies też ma swoją życiową misję i jest nią właśnie chronienie Ciebie?

Właściwie jedynym mankamentem, który mi się w tej powieści rzucił w oczy, było dość dziwne operowanie czasem. W jednej chwili Bailey jest szczeniakiem, w następnej staje się już dorosłym psem, wydaje się, że nie minęło aż tak wiele czasu a tu nasz przewodnik jest już psim emerytem. Nie wiem czy wynika to po prostu z błędu autora, czy był to zabieg jak najbardziej zamierzony. Może tak właśnie miało to zostać przedstawione, skoro narratorem jest pies… W każdym razie jest to na tyle drażniący szczegół, że przeszkadza nieco w lekturze. Jednak poza tą drobną niedogodnością jest to lektura na prawdę wspaniała.. Tym bardziej, że żyjemy w świecie gdzie z każdej strony atakowani jesteśmy złem i przemocą. Odwiedziny w świecie psa Baileya sprawiają, że i nasz wydaje się bardziej pogodnym miejscem. Ta ciepła powieść z pewnością niejednego czytelnika chwyci za serce i wzruszy do łez. Szczerze mówiąc, to czekam także i na wersję kinową tej książki, bo czuję, że to może być coś na prawdę dobrego!

Dodaj komentarz