Ciało – zaufać raz jeszcze

O czym jest ta książka?

Dzisiaj Gillian Callahan jest elegancką, pewną siebie młodą kobietą. Pracuje w fundacji wspierającej kobiety w trudnej sytuacji życiowej i całkowicie spełnia się w tej roli. Jest do tego stopnia skuteczna w tym, co robi, że dostaje szanse zaprezentowania swojego wkładu na zebraniu zarządu, na którym będzie miała okazję poznać samego prezesa. Nie zawsze jednak było tak, jak dzisiaj. Sama Gillian zawdzięcza tej właśnie fundacji coś więcej niż tylko pracę. Także ona kiedyś była krzywdzona przez mężczyznę i tylko dzięki ludziom z organizacji udało jej się od niego uciec i stanąć z powrotem na nogi. Od tamtego czasu tylko raz była w związku, który jednak nie przynosił jej satysfakcji. Kiedy więc w jej życiu pojawia się mężczyzna taki jak Chase Davis, nic dziwnego, że waha się przed podjęciem tak poważnego kroku, jak związanie się z tym potężnym mężczyzną. Za namową koleżanek rozpoczyna ten niebezpieczny romans, który bardzo szybko przeradza się w coś znacznie większego.

Po sukcesie (nadal się zastanawiam, jak to możliwe) trylogii autorstwa E. L. James rynek wydawniczy został wprost zalany książkami o dość podobnej strukturze. Przystojny, koniecznie bogaty mężczyzna zarządzający własnym imperium oraz szara myszka, która zupełnym przypadkiem go poznaje. I od razu między nimi iskrzy. Ale on skrywa jakąś wielką tajemnicę (np. że uwielbia przemoc podczas seksu), więc absolutnie nie mogą ze sobą być (pomimo wielkiej miłości, jaka się rodzi między nimi). To była taka trochę rewolucja seksualna w literackim świecie, kiedy okazało się, że kobiety jednak czytają i, o zgrozo, lubią tego rodzaju literaturę. Pomijając wspomnianą na wstępie trylogię, która jest po prostu literacko zła, szczerze przyznaję, że podoba mi się to, że wyszliśmy w końcu poza fazę kupowanych/wypożyczanych w tajemnicy harlequinów (które bardzo lubię, no ale). Paradoksalnie dzięki tej literackiej maszkarze, z szafy wyszło o wiele więcej tytułów, skądinąd bardzo dobrze napisanych. I tutaj właśnie przechodzimy do sedna, czyli książki, o której jest dzisiejszy wpis. „Ciało” Audrey Carlan to bardzo dobry przykład tego erotycznego nurtu. Jednocześnie trochę się wyróżnia na tle pozostałych tytułów z tej kategorii. A to za sprawą głównego bohatera, który owszem, jest przystojny i bajecznie bogaty, ale przy tym wszystkim jest po prostu dobrym człowiekiem. Wrażliwym, opiekuńczym, kochającym. Nie ma tutaj mowy o jakiejkolwiek formie przemocy wobec partnerki. Być może momentami jego zaborczość nieco przekracza dopuszczalne normy, niemniej jednak jest to facet jakiego mogłaby sobie wymarzyć właściwie każda kobieta.

Oczywiście, jak w każdej powieści, nie wszystko jest takie piękne, żeby od razu ułożyło się idealnie. Tak więc i w związku Gillian i Chase’a pojawiają się problemy. W miarę ich pojawiania się jakoś starają się sobie z nimi radzić i, szczerze mówiąc, to mnie przekonało do tej książki. Po pierwsze, że nie są to jakieś wydumane zgrzyty, ale sytuacje, które każdemu z nas mogłyby się przytrafić. Po drugie dlatego, że dzięki temu bohaterowie stają się znacznie bardziej wiarygodni. Nie prowadzą doskonałego życia, którego nie zakłóca choćby najmniejsza sprzeczka. Jak miliony innych par mają dobre i złe dni, kłótnie i poważne kryzysy. Wszystko to składa się na życie normalnej pary, która kocha się, jest zazdrosna i generalnie odczuwa wszystkie emocje, jakie człowiek odczuć może. To mi się bardzo podobało. Jest także oczywiście kwestia dość trudnej przeszłości głównej bohaterki. Jak można się spodziewać, w pewnym momencie daje ona o sobie znać i dziewczyna zaczyna się czuć coraz bardziej osaczona. Jedna tym razem nie jest zdana wyłącznie na siebie. Oprócz wspierających ją w każdej sprawie przyjaciółek ma teraz także obrońcę w postaci Chase’a, który z pewnością nie pozwoli zrobić jej krzywdy. I ma dość sił i środków by tego dopilnować. Jednak aby się to powiodło, Gillian musi mu w końcu w pełni zaufać i przestać ukrywać przed nim zdarzenia, które w jej mniemaniu mogą zagrozić jej związkowi. Niewątpliwie będzie to trudne, biorąc pod uwagę jej przejścia z przeszłości. Bardzo mi się jednak podoba to, jaka zamiana zachodzi w głównej bohaterce w trakcie powieści i szczerze czekam na pozostaje dwie części tej trylogii.

Główną siłą napędową tej powieści są zdecydowanie bohaterowie. Choć ocierają się o schematy powielane dość często w podobnej literaturze, to jednak autorce udało się uniknąć powtórzeń i stworzyła parę dość wyjątkową. Dzięki temu o wiele łatwiej ich polubić i w którymś momencie czytelnik przyłapuje się na tym, że zaczyna śledzić ich losy z zapartym tchem. Podoba mi się także i to, że (w końcu!) pojawiła się para, która nie potrzebuje przemocy w łóżku, żeby czuć się dobrze. Kolejną sprawą zdecydowanie na plus w tej książce jest poruszenie przez autorkę problemu przemocy wobec kobiet. I tego, w jaki sposób takie kobiety mogą sobie z nią radzić. Bardzo pozytywnie to odbieram, że główna bohaterka nie jest pokazana ani jako kobieta ze stali, ani nie jako słaba kobietka, która nie potrafi wziąć swojego losu we własne ręce. Jest taka, jak większość kobiet. Popełnia błędy, daje się zwieść, boi się tego, że znów zostanie skrzywdzona. Ale jednocześnie daje sobie szansę na to, by w końcu czuć się szczęśliwa. W związku, w którym była maltretowana także zachowywała się dość typowo, czyli była po prostu zastraszona. Bała się zrobić cokolwiek w kierunku tego, aby uwolnić się spod władzy tego człowieka. A jednak znalazła w końcu w sobie na tyle siły, aby poprosić o pomoc i w końcu się od niego uwolnić. Jak już wcześniej wspominałam, autorka właśnie takimi drobiazgami wypracowała sobie wiarygodność. Nie pisze o jakichś wyidealizowanych bohaterach, którzy nie mają szans zaistnieć w prawdziwym świecie. Natomiast mistrzowsko pokazuje problemy zwyczajnych ludzi. I to właśnie sprawiło, że z wielką niecierpliwością będę czekać na kolejne książki z tej serii i z pewnością sięgnę po inne tytułu tej autorki.

  • Fabuła
  • Kreacje postaci
  • Język
3.9

Podsumowując:

Bardzo dobry romans z dużą dawką erotyki.

Dodaj komentarz