Córka Wokulskiego – niecodzienna kontynuacja szkolnej lektury

corkawokulskiego

Zapewne większość z Was zetknęła się kiedyś z powieścią Bolesława Prusa pod tytułem „Lalka”. Dziś mam przyjemność przedstawić książkę, która wykorzystuje postaci tego jakże wspaniałego dzieła polskiego pozytywizmu i przedstawia je w nieco innej, mniej sztywnej konwencji. Tak więc znajdziemy tu całą galerię nietypowych postaci: począwszy od Natalki, czyli tytułowej córki Wokulskiego, poprzez brata cara z nieprawego łoża, Emila Prusa czy cudem odnalezionego męża pani Stawskiej, aż do samego Wokulskiego, a także Izabeli, która z rozpuszczonej panny z wyższych sfer zmieniła się w międzynarodową oszustkę po dość… hmm… wyczerpującym pobycie w klasztorze. Znajdziemy tu także samego pana Prusa, choć osobiście się nie ‚pokazuje’, to jednak i o nim jest wzmianka w „Córce Wokulskiego”. Ot, taki ukłon w stronę autora, od którego pożyczone zostały postaci w powieści. Jest ich oczywiście o wiele więcej, nie są jednak aż tak bardzo istotne jak te, które zostały już wymienione.

Akcja w „Córce Wokulskiego” toczy się wartko. Niemal każdy z bohaterów dąży do tego, aby zrealizować swoje prywatne interesy, które w sumie i tak sprowadzają się do dwóch opcji: zabić bądź okraść cara. Wiadomo, że Polacy pod zaborem chwytali się każdego sposobu, aby zrzucić to jarzmo niewoli. Także brat cara byłby zadowolony, gdyby mógł w jakiś sposób wkraść się w jego łaski. Cóż jednak z wielkich planów i nadziei, kiedy i tak w końcu wszystko kończy się fiaskiem. Nic to jednak dla tych przedsiębiorczych ludzi, bowiem oni na wszystko znajdą sposób i będą potrafili odnaleźć się w każdej możliwej sytuacji. Co jest wielkim plusem tej książki, bowiem nie sposób jest się przy niej nudzić. Ciągle zdarza się coś ciekawego bądź zabawnego, dzięki czemu czyta się ją lekko i przyjemnie. Tak właśnie jak powinna się czytać książka tego typu.

Nawiązując do tytułu dzisiejszego postu, trudno powiedzieć jednoznacznie, że „Córka Wokulskiego” jest kontynuacją powieści Prusa. Sądzę raczej, że jest to zabawa próba przedstawienia dobrze znanych postaci w nieco innym niż dotychczas świetle. Także wszelkie zastrzeżenia co do języka, jakim posługuje się autor, co do tego, że wiele jest tu wulgaryzmów czy dość dokładnych opisów scen łóżkowych moim zdaniem kompletnie mijają się z celem. Nie oczekujmy, że ktoś, kto zapożycza postaci z innej powieści będzie od razu pisał takim samym stylem jak on. Jak dla mnie byłoby to już zbyt duże powielenie czegoś, co już kiedyś napisano. A w ten sposób nikt nie stworzyłby nic nowego. Można powiedzieć, że „Córka Wokulskiego” pozwoliła postaciom z „Lalki” wyewoluować i pokazać się od strony, z której nie mielibyśmy szans ich poznać, gdyby w literaturze nadal panowały konwencje sprzed kilkudziesięciu lat.

Dodaj komentarz