Człowiek z Sankt Petersburga – inne oblicze historii

Historię obu wojen światowych każdy zna, choćby tylko w ogólnym zarysie. Wiemy, kto z kim walczył i gdzie. Ilu, mniej więcej oczywiście, ludzi w tej wojnie zginęło. Znamy także oficjalne posunięcia polityczne, bezpośrednio poprzedzające wybuch konfliktu. Czy jednak wiemy o wszystkim, co działo się na międzynarodowej scenie politycznej w przeddzień wybuchu wojny? Książka „Człowiek z Sankt Petersburga” opowiada właśnie o tych nigdy nie ujawnionych, zakulisowych rozgrywkach, o których zwykły człowiek nie ma pojęcia. Nawet jeśli pozostają one jedynie w sferze fikcji literackiej, to jednak w pewnym momencie zaczynamy zastanawiać się, czy to nie mogło wydarzyć się naprawdę. Wydarzenia, które w swojej książce opisuje Ken Follett mogą się okazać znacznie bliższe prawdy, niż kiedykolwiek bylibyśmy skłonni przyznać.

Earl Walden prowadzi zwykłe życie bogatego i utytułowanego dziedzica angielskiego. Ma piękną żonę i właśnie wchodzącą w wielki świat córkę, które kocha najbardziej na świecie. Jego świat jest spokojny i uporządkowany, zdarzenia toczą się ustalonym z góry rytmem. Wszystko to jednak trwa do czasu, kiedy odwiedza go niezbyt mile widziany członek angielskiego rządu. Składa mu propozycję, której Stephen nie może odrzucić: ma pertraktować traktat pomiędzy Anglią i Rosją, zapewniający tej pierwszej pomoc w razie wojny z Niemcami, ze swoim siostrzeńcem, księciem Aleksym Orłowem. Wydaje się być to nader prostym zadaniem, życie jednak lubi płatać okrutne figle. Najpoważniejszym problemem staje się zamachowiec, który usiłuje w każdy możliwy sposób zgładzić rosyjskiego wysłannika. I, choć służby z wysp robią wszystko, co w ich mocy, terrorysta pozostaje nieuchwytny. Ma także o tyle ułatwione zadanie, że jest ktoś z najbliższego otoczenia Aleksa, kto dopomaga mu w realizacji jego planu. Okazuje się jednak, że nawet to nie będzie wystarczające, aby pokonać wrogów proletariackiego ludu.

Powiem szczerze, że do „Człowieka z Sankt Petersburga” podchodziłam mniej więcej jak pies do jeża. Długo nie mogłam zdecydować się, żeby zacząć ją czytać, kiedy już to jednak nastąpiło, stwierdziłam, że nie jest wcale najgorsza. Napisana jest dość przyjemnym językiem, tak więc czyta się ją łatwo. Zmiana narracji pomiędzy poszczególnymi bohaterami daje nam możliwość motywów kierujących poszczególnymi charakterami. Ma to też swój minus, ponieważ książka w pewnym sensie staje się dość przewidywalna. Niemniej jednak, bardzo mi się podobało to, w jaki sposób autor przedstawił sposób życia ludzi w tamtych czasach na różnych szczeblach hierarchii społecznej. Myślę, że książka mogłaby się doskonale obyć bez tego wszechobecnego seksu, ale cóż… W tym wypadku akurat sprowadza się do tego co kto lubi.

Dodaj komentarz