Demony Leningradu – sekta pożeraczy serc

demonyleningradu

W ciemnych zakamarkach oblężonego Leningradu grasuje banda zjadaczy ludzkich serc. Choć kanibalizm na ulicach tego miasta jest powszechnie znany, to jednak misja majora Razumowskiego ma unieszkodliwić sektę, która wykracza ponad, nawet te wojenne, normy zachowania. Tym bardziej, że oprócz „obrabowywania” trupów zajmują się także ludźmi bardzo, bądź co bądź, żywymi, w tym także między innymi dziewczyną, która przez przypadek trafia pod skrzydła majora i jego ludzi. Całą sprawę komplikuje dodatkowo fakt, że z postępów misji trzeba zdawać relację przed najwyżej postawionym człowiekiem w całym państwie, co w Rosji z czasów II wojny światowej może być nie lada wyzwaniem. Jednak kompetentny dowódca, pomimo kłód rzucanych mu pod nogi przez towarzyszy z NKWD, rozwiązuje tę zagadkę, uwalniając miasto od groźby zarażenia świętą chorobą. Na tyle sprawnie, że dowództwo w Moskwie już szykuje dla niego kolejne zlecenie.

Adam Przechrzta w swoich „Demonach Leningradu” łączy zarówno klimat czasów reżimu ZSSR, z kawałkiem bardzo dobrej fantastyki. Niektóre fragmenty są oczywiście bardziej nieprawdopodobne niż inne, chociażby spotkania z Berią, podczas których Razumowski pozwala sobie na wiele… I mimo to udaje mu się ujść z życiem, przynajmniej jeśli uda mu się wyjść bez szwanku z misji, jaka przypadła mu w udziale. Takie już są uroki fantastyki i to jest właśnie bardzo przyjemne. Inna sprawa to zakończenie, które tak na prawdę nie rozwiązuje niczego i każe czekać w napięciu na to, co się stanie dalej. Prawie jak przy oglądaniu serialu „Lost” :D.

Jeszcze jedną z wielu zalet stylu tego autora, jest język jakim się posługuje. Pisząc o rosyjskim wywiadzie, a więc o żołnierzach, misjach, a nawet i całym tym systemie władzy, posługuje się wyrażeniami zaczerpniętymi wprost z języka rosyjskiego, co bardzo dobrze pomaga oddać tamten klimat i specyfikę czasów, o których pisze. Niektóre z tych wyrażeń są wprost nieprzetłumaczalne na nasz język, co powoduje, że opowieść brzmi tym bardziej autentycznie.

Dodaj komentarz