Dom na Sycylii – przeszłość ważniejsza niż teraźniejszość?

O czym jest ta książka?

Tess jest pół-Sycylijką, która niewiele wie o swojej przeszłości i rodzinie ze strony matki. Kiedy więc niespodziewanie dowiaduje się, że odziedziczyła po zupełnie nieznanym sobie mężczyźnie dom na Sycylii jest tym faktem lekko zaszokowana. Ponieważ warunkiem wykonania testamentu jest wizyta w willi, kobieta decyduje się zostawić swoją dorosłą już córkę w Anglii i zobaczyć swój nowy majątek. To ma być krótka wizyta, po to tylko aby ocenić stan willi i wystawić ją na sprzedaż. Jednak na miejscu okazuje się, że zarówno sprawy z przeszłości, jak i te z teraźniejszości nie dadzą jej tak szybko spokoju. W końcu kto nie chciałby znaleźć zaginionego dawno temu skarbu?

Przeszłość to ważny element życia każdego człowieka. Może nie najważniejszy, ale na pewno bardzo istotny. Chcemy wiedzieć, kim byli nasi rodzice, nasi dziadkowie. Czym się zajmowali, co sprawiło, że podjęli w życiu takie a nie inne decyzje. W końcu to dzięki nim my w ogóle pojawiliśmy się na tym świecie. Są jednak społeczności, w których przeszłość zdaje się mieć większą wagę od teraźniejszości i to ze złych raczej powodów. Zadawnione waśnie i urazy prowadzą nieraz do skrajnych zachowań, które normalnie nie miałyby racji bytu. Bo czy można oskarżać i sądzić wnuka za błędy dziadka? W książce „Dom na Sycylii” historia poszczególnych rodzin staje się centrum, wokół którego budowana jest cała akcja. Dramatyczne przeżycia, dawne spory i niewyjaśnione nigdzie zagadki – wszystko to razem brzmi zarówno fascynująco, jak i nieco przerażająco. Ile jest stron w tym zadawnionym konflikcie, tyle i zdań na temat tego, co tak na prawdę się wydarzyło wiele lat temu. Choć tak na prawdę to chyba nikt nie wie, jaka jest ostatecznie prawda.

W tej powieści wyróżnia się zdecydowanie świetne budowanie jej klimatu. Niezbyt nachalnie wprowadzane opisy przepięknego morza i niewielkiej miejscowości, w której mieszka nasza bohaterka po przyjeździe na Sycylię, sprawiają, że czujemy się jak w środku lata, oddychając morską bryzą, gdzieś na należącej tylko do nas plaży. Uważam, że takie opisy są najlepsze, bo nie tylko coś czytelnikowi pokazują. One go tam przenoszą. I to w większości myślę stanowi o tym, że tak przyjemnie się tę książkę czyta. Nie ma tu bowiem jakiś dramatycznych zwrotów akcji, fabuła płynie raczej leniwie, skupiając się przede wszystkim na rozwiązaniu zagadki przeszłości. Nie jest to oczywiście w żadnym wypadku minus tej książki. Ona taka po prostu jest – spokojna i leniwa, idealna dla tych, co lubią rozkoszować się książką w hamaku w upalne letnie popołudnie, jak i tych, co chcą w zimie przenieść się w jakieś egzotyczne miejsce. Dodatkowym atutem są niesamowite opowieści z historii wyspy, które snuje jeden z bohaterów. Nieco mroczne, z wymieszaną odpowiednią dawką rzeczywistości i baśni. Świetne połączenie.

Najbardziej ogólnie mówiąc „Dom na Sycylii” to niezwykle przyjemna lektura. Lekka, z odpowiednią dawką humoru, snująca swoją opowieść powoli, lecz konsekwentnie. Autorka pokusiła się tutaj o wprowadzenie narracji z wielu punktów widzenia i był to zabieg bardzo udany, gdyż narratorkami uczyniła trzy kobiety z tej samej rodziny: matkę, córkę i wnuczkę. Ta wielopokoleniowość sprawdza się znakomicie, zwłaszcza, że każda z nich skrywa własne sekrety. Jest to trochę taka powieść z morałem, o której wiadomo, że na pewno dobrze się skończy, niezależnie od wszystkich przeszkód i nieprzyjemności, jakie spotykają nasze bohaterki. Powieść o przebaczaniu i zapominaniu o ciężkiej przeszłości. O godzeniu się z samym sobą i przyjmowaniu życia takim, jakie jest. Ale chyba najbardziej o tym, żeby nie bać się robić najbardziej szalonych rzeczy, jeśli tylko ma to sprawić, że będziemy szczęśliwi.

Dodaj komentarz