Dotyk Crossa – znów przystojny milioner z problemami

dotyk-crossa-b-iext12746565

Mówiłam to już wiele razy, lecz podkreślę jeszcze raz: niegdysiejsze harlequiny były o niebo lepsze od tych pisanych w ostatnich kilku latach. Nawet jeśli było w nich dużo, czy nawet bardzo dużo, scen seksu, to nie był on sprawdzany do tak hmm.. przedmiotowego traktowania. Nie dość, że główni bohaterowie nic tak na prawdę o sobie nie wiedząc od razu idą do łóżka (nikogo nie chcę urazić, ale mnie się to po prostu nie podoba i nigdy nie spodoba), to jeszcze język, jakim posługuje się autorka „Dotyku Crossa” jest wręcz obleśny. Nie wspominając już o niewyobrażalnie wręcz drętwych i sztucznych dialogach.

Jest to niewątpliwie książka na modłę „50 twarzy Greya” z tą tylko różnicą, że „Dotyk Crossa” nie jest aż tak bardzo grafomański. Haniebny styl Day można jednak znieść trochę lepiej, niż w kółko i do znudzenia powtarzanie wszystkiego u James. Nie zmienia to jednak faktu, że książka jest nie tylko mierna pod względem stylistycznym, jak i fabularnym, bo wygląda to tak, że nie mając zbytniego pomysłu co by tu zrobić ze swoimi bohaterami każe im uprawiać seks zawsze i wszędzie, niezależnie od sytuacji i ich nastrojów – po prostu zawsze mają na siebie nieprzemijającą ochotę. I nie ważne, że ona jest piekielnie zazdrosna o jego byłą i o to, że przez cały wieczór był skupiony na tej drugiej, nie poświęcając ukochanej praktycznie chwili uwagi. Za chwilę i tak będą uprawiać „dziki, ekstatyczny, megasuperhiperodjechany” seks w limuzynie milionera. Czy tam milirdera. Kto by go podliczył.

Najśmieszniejszy jest sposób w jaki autorka opisuje głównego bohatera, tytułowego Crossa. Nie dość, że koleś podobno ma penisa większego niż murzyni, to na dodatek wylewa z siebie litry nasienia, nieomal dusząc swoją towarzyszkę. Nie wystarcza już, że jest bogaty i przystojny. Musi też być nierealnie wyposażony także pod tym względem. No i oczywiście niezależnie od tego ilu już doznał orgazmów i tak jest zwarty i gotowy do dalszej akcji.

Kiedy pisałam, że „50 twarzy Greya” to chłam, ktoś powiedział, że opowiedziana tam historia jest taaaka wzruszająca. Mnie to jakoś nie przekonuje także i w wypadku „Dotyku Crossa”. No już nie przesadzajmy, że każdy musi być tak skrzywdzony przez życie, że potem nie może stworzyć normalnego związku, tylko ciągle jakieś kłótnie, wzajemne pretensje, ucieczki, łzawe rozstania i powroty w wielkim stylu. Jakoś mnie to nie porywa i nie przekonuje. Zbyt dużo jest w tym tandetnej sztuczności i wymyślania problemów, które na pozór wydają się nie do przezwyciężenia. Jeśli dla kogoś seks jest ważniejszy od prawdziwej bliskości między dwojgiem ludzi, to to jest dopiero prawdziwy problem. Zdecydowanie nie polecam.

Dodaj komentarz