Dożywocie – nie taki anioł straszny

O czym jest ta książka?

Niespodziewany spadek po dalekim krewnym, którego nawet nie znał, spada na Konrada Romańczuka jak grom z jasnego nieba. Tak się jednak składa, że wyjazd do położonej w odludnym miejscu rezydencji jest mu nawet na rękę. W końcu gdzie lepiej będzie tworzyć dzieło życia i spełniać się jako wzięty pisarz? Na miejscu jednak świeżo upieczony spadkobierca zastaje coś, czego kompletnie się nie spodziewał: zrujnowany gotycki koszmarek w pakiecie z aniołem, widmem, które mówi wierszem oraz stworem z piekielnej otchłani robiącym za gospodynię domową. Zdecydowanie nie są to warunki wybitnie sprzyjające twórczej pracy. Tym bardziej, że bycie dożywotnikiem w Lichotce oznacza coś zupełnie innego niż się z początku mogłoby wydawać.

„Dożywocie” to książka, przy której będziecie się tarzać ze śmiechu po podłodze. Już dawno nie spotkałam się z powieścią, w której akcent humorystyczny w tak dużej ilości był zastosowany z takim wdziękiem i wyczuciem sytuacji. Już sami bohaterowie mogliby wywołać uśmiech na twarzy. A autorka w pakiecie dorzuca nam jeszcze zabawne dialogi i sytuacje niejednokrotnie tak absurdalne, że jedyną prawidłową reakcją na nie jest gromki śmiech. Lecz jeśli przedrzeć się przez tę wierzchnią żartobliwą warstwę, odnajdziemy w tej książce coś znacznie więcej niż tylko pustą, choć wciąż zajmującą, rozrywkę. Pod pozorem humorystycznej opowiastki kryje się bowiem historia znacznie głębsza, historia dojrzewania do tego, co dla każdego z nas powinno być w życiu ważne i potrzebne. Do brania odpowiedzialności za innych i opiekowania się tymi, którzy sami obronić się przed złym światem nie mogą. Im więcej się z tej powieści rozumie, tym bardziej niesamowita się staje. Śmiech i powaga są tutaj tak samo ważne i potrzebne. Jednakże do tej drugiej dokopać się trzeba własnoręcznie.

Bohaterowie „Dożywocia” są… co najmniej specyficzni. Poczynając od Konrada Romańczuka, poprzez anielskie Licho, a na samym Szymonie Kusym kończąc. Swoją drogą takiego połączenia świata ludzi, religii i postaci rodem ze słowiański wierzeń to jeszcze nie widziałam. Dla każdego znajdzie się coś dobrego: stwory ciemności, duchy drzew, utopce… Do wyboru do koloru. Aż ciężko sobie wyobrazić, że cała ta zgraja mieszka razem pod jednym dachem. I choć czasem bywa ciężko, to jakoś dają radę nie pozabijać się nawzajem. Ba! Kiedy wymaga tego sytuacja są nawet w stanie współpracować, a kiedy już to robią, są lepsi niż jakikolwiek kabaret. Razem są prześwietni, niemniej jednak każde z nich jest na tyle wyjątkowe, że samo w sobie stanowi niemałą ciekawostkę. Dużą rolę odgrywa tutaj także i sposób w jaki przedstawia ich wszystkich autorka. To jej niezwykły styl pisania sprawia, że to wszystko razem tak dobrze funkcjonuje i po prostu nie można się oderwać od czytania przygód tej niezwykłej i mocno zwariowanej rodzinki.

Ta powieść zdecydowanie kwalifikuje się na listę książek, które po prostu trzeba przeczytać. Jest w niej coś takiego, co sprawia, że już po kilku pierwszych stronach jesteśmy straceni dla świata. Nie sposób jest jej nie pokochać razem z całym dobrodziejstwem inwentarza. Dlatego też nie mogę się doczekać, kiedy dostanę w swoje ręce „Siłę niższą”, czyli kolejną część, żeby móc się w końcu przekonać co tam było dalej! To książka na prawdę świetnie dopracowana we wszelkich szczegółach. Świat, który autorka w niej wykreowała, fabuła, bohaterowie. Wszystko jest dopięte na ostatni guzik. To jedna z tych książek, które pomimo swojej pozornej lekkości odbioru zapadają nam w pamięć na długo, jeśli nie na zawsze. Między innymi z powodu tej podskórnej warstwy, dostępnej po głębszym wczytani się w treść powieści. Polecam wszystkim, zarówno tym, którzy po prostu chcą się pośmiać, jak i tym co szukają drugiego dna. Z pewnością nikt nie będzie tą książką zawiedziony.

1 komentarz

  1. Michał says: Odpowiedz

    Zgadzam się. Bardzo dobra książka.

Dodaj komentarz