Druga runda – szansa na szczęście

O czym jest ta książka?

Gert po kilku latach udanego małżeństwa traci męża w wypadku samochodowym. Ponieważ wciąż jeszcze jest bardzo atrakcyjną dwudziestoparolatką jej przyjaciółki namawiają ją do zapolowania na nowego faceta. Powrót na rynek matrymonialny nie jest dla Gert zbyt łatwy. Choć o wypadku minęło już półtora roku, ona wciąż nie jest pewna tego, czy chce ani czy może już rozpocząć zwyczajne życie towarzyskie. Tym bardziej, że przyjaciółki przedstawiają jej to całe randkowanie w jak najciemniejszych barwach. Wszystkie te gierki, zasady i tak dalej – Gert wydaje się, że to już nie dla niej, niemniej stara się być wyrozumiała i chce wspierać kobiety, które uważa za swoje przyjaciółki. Już raz się od nich odcięła, a mimo to one wciąż są z nią. Czy trzem singielkom z Nowego Jorku uda się odnaleźć szczęście w tym wielkim mieście?

Strata ukochanej osoby to wielki cios. Szczególnie wtedy, gdy planujecie razem wspólną przyszłość i wydaje się, że macie jeszcze całe życie przed sobą. Tyle rzeczy jest do zrobienia, do zobaczenia, do przeżycia. Wszystko to razem, bo przecież jesteście wieczni, a wasza miłość będzie trwać niezmieniona. Aż nagle przychodzi dzień, że cały świat rozpada się w gruzy. Ten jedyny, wyśniony, najważniejszy na świecie ginie. Tak po prostu, w nieszczęśliwym wypadku. Pozostawia po sobie pustkę i żal. Nie do niego, do siebie, bo przecież mogłam temu zapobiec! I jak dalej żyć ze świadomością, że nigdy już go nie usłyszę, nie zobaczę, nie dotknę? Możemy mówić sobie, że my w takie sytuacji to byśmy się zachowali inaczej. Byli silniejsi, bardziej dojrzali. Ale tak na prawdę nikt z nas nie ma pojęcia, jak będzie się zachowywał, kiedy coś takiego spotka go osobiście. Kiedy będzie musiał zmierzyć się ze światem niosąc w sobie rozpacz i ból straty. Musi to być coś strasznego. Jednak my, szczęśliwi w bańce pozornego bezpieczeństwa, nie możemy nawet wyobrazić sobie jak to jest, przeżyć coś takiego. I powinniśmy być wdzięczni, że póki co nie musimy się z tym zmagać.

Dlatego właśnie podoba mi się historia Gert, którą autorka stworzyła na stornach powieści „Druga runda”. Nie ma w niej bowiem miejsca sytuacja, w której czytamy wciąż o pogrążaniu się w rozpaczy. O samotności i cierpieniu. Można powiedzieć, że autorka podeszła właśnie do tematu z drugiej strony. Pokazując nam kobietę, która choć nadal nie pogodziła się ze śmiercią męża, to próbuje dawać radę w codziennym życiu. Stara się, aby było ono jak najbardziej normalne. Stara się odnaleźć w nim radość. Na przekór wszystkiemu co zesłał jej los, ona chce iść dalej, niejako zmienić stan rzeczy, który został jej narzucony. Podziwiam ją za to, że przyznaje się do swoich słabości. Ma świadomość tego, że czasem po prostu nie daje rady. A mimo to zbiera w sobie siły, aby przeżyć kolejny dzień. Nie mam pojęcia, czy ja potrafiłabym zrobić to tak, jak ona. Dlaczego wdowa ma być skazana na samotność do końca życia? Czy to oznacza, że nie kochała swojego męża? Albo że była złą żoną? Ludzie niezwykle łatwo ferują wyroki nie zastanawiając się głębiej nad sednem problemu. Tak jakby mieli gotową receptę na każdy problem i każde pytanie. I fajne jest to, że Gert wyłamuje się spod tego stereotypowego myślenia. Że wychodzi trudnościom na przeciw i stara się żyć tak, by być po prostu szczęśliwą. Bez oglądania się na zdanie innych.

Jest to powieść ciekawa i, moim zdaniem, bardzo inspirująca. Właśnie głównie ze względu na tę niezwykłą w swej postawie bohaterkę. W ogóle sam temat jest dość niezwykły. Wiele już powstało książek o pogrążonych w bólu i rozpaczy, o smutku i braku sensu w życiu. A tutaj mamy sytuację dokładnie odwrotną. Ta powieść pokazuje, że nie warto się w życiu poddawać i że każdy z nas zasługuje na szczęście. Pomimo dość, zdawałoby się ciężkiego tematu, wcale nie jest to książka przygnębiająca. Wręcz przeciwnie. Jest lekka i zabawna, okraszona sporą dawką zdrowego poczucia humoru. Perypetie miłosne przyjaciółek Gert, a także jej samej, stanowią barwne tło dla przemyśleń snutych przez główną bohaterkę, na temat życia, śmierci, miłości i szczęścia. Wbrew pozorom nie jest to wcale banalna opowieść, po której nie spodziewamy się niczego więcej. To jest na prawdę coś, co warto przeczytać. Nawet jeśli aktualnie nie znajdujemy się na żadnym poważnym życiowym zakręcie, to ta książka jest tak optymistyczna, że jej lektura z miejsca poprawia nastrój i sprawia, że ze zdwojoną energią chce się chwytać chwilę dopóki trwa.

Dodaj komentarz