Dwadzieścia siedem snów – cykliczność życia

O czym jest ta książka?

To miał być zwykły wypad na łono natury w celu podładowania akumulatorów. Tych życiowych i tych pisarskich. Szybko jednak okazuje się, że życie na wsi, wbrew pozorom, może być niezwykle wciągające. Tym bardziej, kiedy mieszka się w jednym domu z trzema kobietami, z których każda skrywa jakiś sekret. No i jeszcze to owiane legendą wzgórze, które widać akurat z okien wynajmowanego pokoju. Książka pisze się sama, a opowiadane na jawie historie znajdują swoje nieoczekiwane odbicie w snach. Co jest prawdą? Co snem? I czy klątwę rzuconą na całe pokolenia można w jakikolwiek sposób odwrócić?

Kiedy ludzie zaczęli być zdolni do myślenia abstrakcyjnego i analizy otaczającej ich rzeczywistości, odkryli, że najdoskonalszą figurą jest koło. Wszystko ma swój początek i koniec, wszystko występuje w określonych porach z zegarmistrzowską precyzją. Kiedy słońce zachodzi wieczorem, możemy być pewni, że po nocnym odpoczynku wstanie nowy dzień. Przyroda daje nam wiele przykładów swojej cykliczności. A co jeśli nasze życie też wygląda w taki sposób? Co jeśli w każdym pokoleniu wydarza się dokładnie to samo? Jakbyśmy byli zaklęci: zmieniają się pokolenia, lecz wszystko inne pozostaje takie samo. Tak jakby wyczerpały się pomysły na różne scenariusze, jakie mogą nam się w życiu przydarzyć. Szara, kobieta, u której zatrzymuje się narratorka powieści „Dwadzieścia siedem snów”, opowiada niezwykłą historię. O swojej rodzinie, przeklętej przez diabła za niepodporządkowanie się jego rozkazom przyjęcia tego Nowego. Ich karą miało być odtwarzanie wciąż tych samych wydarzeń w kolejnych pokoleniach ich rodziny. W każdym z nich rodziło się tylko jedno dziecko, które spotykało swojego własnego diabła.

Jednak przepowiednie i klątwy mają to do siebie, że jeśli wierzymy w nie za bardzo, stajemy się ich więźniami. Niezależnie od tego, jak bardzo chcielibyśmy od nich uciec, na koniec okazuje się, że całe nasze zachowanie prowadziło prosto do tego, aby spełniło się co do słowa akurat to, czego za wszelką cenę pragnęliśmy uniknąć. Nie bez powodu określiłam postać pisarki z tej powieści narratorką. Odnoszę bowiem wrażenie, że mimo wszystko, jest ona tutaj jedynie obserwatorem-kronikarzem. Jest świadkiem historii, stojąc jednocześnie niejako z boku tego wszystkiego. Dlatego to do niej właśnie zwraca się najmłodsza przedstawicielka rodu o pomoc w przełamaniu klątwy. W sumie głównym bohaterem w tej książce jest nie konkretna osoba, a sama historia. Wydarzenia rozwijają się przed nami powoli, niczym czerwony dywan prowadzący do kryjącego się za zamkniętymi drzwiami zakończenia historii. To, czego dowiadujemy się na jawie, jest zaledwie jej ułamkiem. Z pomocą przychodzą jedna sny, które prowadzą zarówno nas, jak i pisarkę przez zakręty sekretów poszczególnych mieszkańców wsi zamieszanych w całą tę opowieść. Krok po kroku senne marzenia prowadzą nas coraz głębiej i głębiej, pokazując ukryte do tej pory przed naszym wzrokiem zdarzenia i motywy kierujące poszczególnymi postaciami.

Lektura tej książki to z pewnością ciekawe doświadczenie czytelnicze. Prowadzona dwupłaszczyznowo narracja, na jawie i we śnie, stwarza wiele nowych możliwości rozwoju czytanej historii. Widać wyraźnie, że autorka bawi się swoją twórczością i sprawia jej to przyjemność. Ma to duży wpływ na odbiór tej książki w bardzo konkretny sposób: jest napisana lekko, co skutkuje przyjemnością płynącą z możliwości jej przeczytania. To jak z rozmową przez telefon: nie widzimy naszego rozmówcy, ale po tonie głosu wiemy, czy się uśmiecha czy też jest smutny. Podoba mi się także to, że nie do końca wiadomo w sumie co jest realne, a co dzieje się w wyobraźni pisarki. A może ona sama jest tylko postacią w historii, którą ma napisać? Zostajemy zmuszeni do uruchomienia swojej wyobraźni, w której możemy tworzyć i niszczyć niezliczone warianty rozwiązań. Moim zdaniem takie właśnie powinny być książki: pozostawiać miejsce na przemyślenia własne czytelnika. Uruchamiać coś, co, niestety, często jest wielce niedoceniane i rzadko używane. Niedopowiedziane zakończenie nie musi przynosić niedosytu. Dla mnie to raczej nieoczekiwany prezent. Tym zaś, którzy preferują gotowe rozwiązania proponuję przerzucić się na oglądanie filmów. 😉

1 komentarz

  1. Mi totalnie książka nie przypadła do gustu. Lubie czasami przeczytać fantastykę, jednak to było dla mnie kompletnie niezrozumiałe. Sny były napisane w taki dziwny sposób, że nie mogłam ich zdzierżyć…. Wiem też, że książka ta spodobała się innym czytelnikom. Tyle co jest ludzi, tyle jest opinii na ten sam temat 🙂

Dodaj komentarz