Dziecię ognia – nawiedzone miasteczko

dziecieognia

Ray nie ma w obecnie zbyt wielu powodów do zadowolenia z życia. Nie dość, że jego szefową jest najgorsza z chodzących po ziemi kobiet, to jeszcze wisi nad nim groźba rychłej śmierci. Gdyby kogoś to nie przekonało, to na dodatek musiał zobaczyć na własne oczy płonące dziecko, które zamieniło się w srebrne robaki znikające w ziemi. A jego rodzice zapomnieli o tym już kilka sekund po całym zdarzeniu. I jak tu lubić swoją robotę? Tym bardziej, że bycie kukłą, jak się rychło okazuje, do najłatwiejszych zajęć nie należy. Pomimo tych wszystkich niedogodności Ray i jego szefowa mają do wykonania zadanie w małym i nierzucającym się w oczy miasteczku o wdzięcznej nazwie Hammer Bay. Po bliższym przyjrzeniu się mu odkrywają, że prawie nie ma w nim dzieci i, co więcej, niemal nikt o nich nie pamięta. Tak jakby w ogóle ich nie było, mimo, iż wokoło walają się pozostawione dziecięce ubrania i zabawki.

Jeszcze dziwniej wszystko zaczyna wyglądać po odwiedzinach w miejscowej fabryce zabawek, której właścicielem jest niejaki Charlie Trzeci. Mieszkańcy miasteczka, pytani o niego stają się wrogo nastawieni do przybyszów, a wręcz agresywni i stoją za nim murem, jakby był niemal bogiem. Tak samo niewytłumaczalny jest fakt, że ludzie na całym świecie zabijają się o produkowane przez niego zabawki, mimo że wedle wszelkich prawideł ekonomii nikt nie powinien tknąć ich palcem. Natomiast pracujące w biurze fabryki kobiety są gotowe bronić swego szefa z niezwykłym zapałem… Im dłużej Ray i Annalise przebywają w Hammer Bay, tym bardziej są pewni, że całe zło, jakie nawiedza miasteczko (a jest tego sporo) ma swoje źródło w okolicy, w której mieszka Charlie. Kto wie, może to nawet on sam jest jego źródłem?

Ta książka od samego początku wciąga czytelnika w siebie z niezwykłą siłą i oderwać się można dopiero skończywszy czytać. Zostajemy rzuceni niemalże w sam środek zamieszania i chwilę zajmuje nam połapanie się w sytuacji, lecz jest to raczej plus niż minus tej książki. Dzięki temu zabiegowi autor przykuwa uwagę czytelnika od pierwszej strony i tak już zostaje do samego końca. Tym bardziej, że dość szybko można się zorientować co się dzieje, jak i dlaczego. Oraz kto tu rządzi i posiada moc, zdolną wyrządzić na prawdę dużą krzywdę postronnym. Poza fabułą typowo rodem z fantasy, pisarz próbuje wpleść w to wszystko także rozważania bardziej nam bliższe, o ludzkiej naturze, a także o powodach kierujących naszym postępowaniem. Pokazuje, jak bliscy potrafią stać się sobie ludzie, którzy pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego, a wręcz się nienawidzą. Mówi o tym, że człowiek jest tylko człowiekiem, że potrafi wyrządzać zło, lecz gdzieś w głębi zawsze będzie odczuwał współczucie, zawsze będzie próbował pomóc innym. Nawet jeśli ta pomoc wydaje się być pozbawiona wszelkiej nadziei.

Dodaj komentarz