Dzienniki gwiazdowe – nie tylko wśród gwiazd

Wbrew tytułowi „Dzienniki gwiazdowe” Stanisława Lema nie zawierają jedynie zapisków z podróży w kosmos. Co prawda stanowią dość obszerną część tej książki, lecz te, które opowiadają o wydarzeniach rozgrywających się na Ziemi nie są mniej interesujące. Każdy z tych dwóch rodzajów opowiadań Ijona Tichego zawiera w sobie coś, co fascynuje i wciąga czytelnika (jak to zresztą bywa zwykle u Lema). To, co odróżnia tę książkę od innych powieści Lema, które zdarzyło mi się czytać do tej pory, to swobodny ton wypowiedzi głównego bohatera. Nie to, żeby jakoś bardzo narracja różniła się od pozostałych, ale mimo wszystko daje się wyczuć lekką różnicę.

Pięknem tej książki jest jej różnorodność. Każda z podróży Tichego ma w sobie coś niezwykłego, coś czego dotąd nie było nam dane zobaczyć. Zwiedzając przeróżne zakątki Wszechświata główny bohater poznaje obyczaje i kultury tak wielu planet, że po prostu aż nieprawdopodobne jest, by wymyślić takie mnóstwo odrębnych kultur, z których każda zachowuje swoją odrębność i niepowtarzalność. Z kolei te wydarzenia, które rozgrywają się na naszej rodzimej planecie są wręcz fantastyczne. Niezwykłe wynalazki, szaleni ludzie, którzy je konstruują i wszędzie tam gdzieś kręci się Tichy, relacjonując nam wszystko z pierwszej ręki.

W „Dziennikach gwiazdowych” każdy tak na prawdę znajdzie coś dla siebie. Są opowiadania dłuższe i krótsze, takie o cywilizacjach zupełnie różnych od ziemskiej i całkiem do niej podobnych. A także osadzone w najdalszych częściach kosmosu jak i tuż pod naszym nosem. Tak więc wielką zaletą jest tu na pewno także wielka różnorodność wszystkiego.

Dodaj komentarz