Dziewczyny atomowe – miasto, którego nie było

dziewczynyatomowe

Wyobraź sobie, że masz całkiem dobrą pracę, do której chodzisz z chęcią i masz w niej przyzwoite zarobki. Nagle, pewnego dnia, twój szef mówi ci, że masz szansę wyjechać w inne miejsce w kraju, by tam pracować. Jako kto? Gdzie? Kiedy? I, przede wszystkim, o co w tym wszystkim chodzi? A jedyną odpowiedzią na te i wiele innych pytań jest jedynie zdawkowe: nie martw się, wszystkim się zajmiemy… W ten sposób, lub bardzo podobny, zwerbowanych zostało dziesiątki tysięcy ludzi pracujących przy Projekcie Manhattan. Przez kilka lat mieszkali oni w nowo powstałym mieście, wyrosłym wokół wielkich fabryk, w których otrzymali zatrudnienie. Mieszkali w sztampowych, na szybko wybudowanych blokach, w bursach i przyczepach kempingowych. W barakach bez okien, gdzie strażnicy pilnowali czarnoskórych robotników, aby ci nie przebywali w miejscu przeznaczonym dla płci przeciwnej, kiedy była już pora spoczynku. A wszyscy oni pracowali w wielkiej tajemnicy nad tym, co miało przyczynić się do szybszego zakończenia wojny.

Dziś mamy okazję przeczytać wspomnienia kobiet, które pracowały przy różnych częściach projektu i, większości, nie miały najmniejszego pojęcia o tym, co właściwie dzieje się w tych zakładach. Teraz kobiety te wspominają czasy, kiedy nawet z małżonkiem nie wolno było rozmawiać o tym, co robi się w pracy. Wszędzie bowiem mógł czaić się donosiciel, nawet w twoim własnym łóżku. Ci, którzy nie zastosowali się do nakazu milczenia, byli skutecznie uciszani i nikt ich więcej nie widział w zakładzie. Mieszkańcy Oak Ridge zostali tak na prawdę, po trosze przez przypadek, poddani społecznemu eksperymentowi: ostatecznie trudno jest nazwać czymś normalnym i codziennym mieszkanie przez tyle lat w całkowitej tajemnicy w mieście, które oficjalnie nie istniało, a składało się wyłącznie z przyjezdnych mieszkańców, bez żadnej przeszłości, bez korzeni. Po jakimś czasie jasnym stało się, że konieczne jest zapewnienie tym ludziom zarówno fachowej opieki psychologa, jak i zorganizowanego życia społecznego, choćby w niewielkim stopniu uniezależnionego od wszechobecnych wojskowych.

Denise Kiernan w swojej książce pokazuje zarówno codzienne życie kobiet pracujących na rzecz zbudowania bomby atomowej, jak i sam proces jej powstawania, począwszy od badań nad rozszczepieniem atomu, jakie prowadzili rozsiani po całym świecie naukowcy. Wyszła z tego całkiem zgrabnie napisana książka traktująca o ciężkich czasach wojny, choć nie tej toczącej się na froncie, lecz w laboratoriach. Jak okazało się w ostatecznym rozrachunku, to właśnie ta okazała się być decydującą.

Dodaj komentarz