Erica Spindler: Tamta dziewczyna – życie w cieniu przeszłości

O czym jest ta książka?

Nastoletnia Randi Rader nie jest wzorem uczciwości i prawdomówności. Wiecznie zbuntowana, wiecznie nie po drodze jej z prawem. Nic więc dziwnego, że kiedy zgłasza na policji porwanie i gwałt nikt jej nie wierzy. Tym bardziej, że kiedy wraz z komendantem wracają na miejsce zdarzenia, nie ma już po nim najmniejszego śladu. Nie ma również żadnego znaku, że kiedykolwiek była tu również ta druga, dla której Randi miała sprowadzić pomoc. Kilka lat później Miranda nie jest już tą samą osobą co kiedyś. Teraz pracuje w policji, jako detektyw w wydziale zabójstw. Najnowsza sprawa, którą prowadzi wraz ze swoim policyjnym partnerem, to zabójstwo młodego, powszechnie lubianego i szanowanego wykładowcy. Syna samego rektora uczelni. Nic więc dziwnego, że pojawiają się naciski sugerujące jak najszybsze i, przede wszystkim, najcichsze rozwiązanie sprawy. Im głębiej jednak detektywi „kopią” tym więcej niewygodnych faktów odkrywają. Okazuje się też, że na miejscu zbrodni znaleziono również odciski prowadzącej śledztwo Mirandy. A potem ginie kolejna osoba, która pozornie nie ma nic wspólnego z zabitym wykładowcą. Nie łączy ich nic, oprócz osoby Mirandy. Wtedy podejrzenia zaczynają skupiać się na niej i detektyw Rader znów czuje się jak nastolatka, której nikt nie wierzy.

Czasem traumatyczne wydarzenia z lat wczesnej młodości potrafią zaważyć na całym życiu człowieka. Jednak to wyłącznie od tej osoby zależy, czy będzie to zmiana na jej korzyść czy też wręcz przeciwnie. Miranda Rader zadecydowała, że jej trauma i związany z tym pobyt w poprawczaku stanowią drugą szansę. Okazję do tego, aby całkowicie zmienić swoje życie i zacząć raz jeszcze. Jej obecna praca i i to, jakim stała się człowiekiem wskazują wyraźnie, że daną jej możliwości wykorzystała najlepiej jak się dało. Niestety, niedokończone sprawy z przeszłości znów dają o sobie znać. I, tak jak wtedy, Miranda traci wiarygodność. A mimo to jest przekonana, że to właśnie ona ma rację. Musi tylko znaleźć tamtą dziewczynę. Tę drugą, którą wtedy porzuciła obiecując pomoc, byle tylko nie wpaść w łapy swego prześladowcy. Muszę przyznać, że chociaż podobał mi się ten nastrój niepokoju i swoistego zamykania się pułapki wokół głównej bohaterki, to jednak zabrakło mi w tym czegoś. Jakiejś głębi, która dodałaby całości autentyzmu. Jest pewien dysonans w zachowaniu głównej bohaterki, fabuła niestety również nie porywa zawiłością. Dość wcześnie można się domyśleć, jak poukładać tę układankę w całość. Te zgrzyty, choć może i drobne, wpływają dość niekorzystnie na jakość powieści jako całości. I choć „Tamtą dziewczynę” czytało mi się dobrze, to jednak pozostawiła mnie ona w poczuciem pewnego niedosytu.

Co do głównej bohaterki, to przede wszystkim miałam wrażenie, że nie jest ona do końca konsekwentna w swoim postępowaniu. Miała świadomość tego, że w trakcie śledztwa odkryto dowody świadczące przeciwko niej, jak chociażby odciski palców znalezione na miejscu zbrodni. Wiedziała doskonale, że nie powinno ich tam być i że sama ich nie pozostawiła. Mimo to postanowiła skłamać i powiedziała, że znalazły się tam w wyniku jej niedbalstwa. Nawet nie spytała, na czym konkretnie je znaleziono. Nie zadała w ogóle jakichkolwiek pytań, które w tej sytuacji nasuwają się niejako same. Podobna niekonsekwencja ujawnia się w momencie, kiedy jedzie do domu pierwszej ofiary i na miejscu zastaje usilnie czegoś poszukujących rodziców zamordowanego mężczyzny. Kierując się przeczuciem odkrywa dowody obciążające ofiarę w sprawie przestępstw seksualnych, których zaczynała się już wtedy domyślać. Zamiast w jakikolwiek sposób zabezpieczyć owe dowody albo chociaż wezwać ekipę techników i przełożonego telefonicznie, Miranda pozwala swojemu partnerowi przekonać się do tego, że powinni razem pojechać na posterunek i tam o wszystkim porozmawiać i przedstawić swoje racje. Przecież wcale nie jest to doskonała okazja do tego, aby ktoś zakradł się ponownie do domu i usunął znaleziony przez nią dowód… Było to trochę męczące i szczerze mówiąc denerwujące. Jestem w stanie zrozumieć, że autorka musiała w jakiś sposób poprowadzić fabułę, aby główna bohaterka straciła wiarygodność. Miejmy jednak jakieś granice przyzwoitości i szacunku do czytelnika. To wyglądało już po prostu zbyt oczywiście i nachalnie, żeby mogło być wiarygodne.

Ogólnie rzecz biorąc „Tamta dziewczyna” jest całkiem przyjemnym kryminałem. Ciężko jednak powiedzieć, żebym była zachwycona po jego lekturze lub chciała jeszcze kiedyś do niego wrócić. W pewnym sensie jest to dla mnie lekkie rozczarowanie, ponieważ miałam już wcześniej okazję czytać powieści pióra tej autorki i nie wspominam ich źle. Owszem, ta powieść też nie jest zła. Ale zdecydowanie jej czegoś brakuje, a tego się kompletnie nie spodziewałam. „Tamta dziewczyna” to raczej lektura dla niewymagających czytelników lub tych, którzy szukają po prostu dobrej rozrywki na chwilę. Zdecydowanym plusem jest styl autorki, który pozwala na spędzenie kilku miłych godzin w towarzystwie jej kryminału. Książkę czyta się bardzo szybko, akcja bowiem toczy się dość szybko, a główny wątek morderstwa uzupełnia romans jaki rodzi się dość nieoczekiwanie pomiędzy Mirandą i jej partnerem z pracy. Można się dość zdziwić, kiedy ni stąd ni zowąd zjawia się w jej domu i wyznaje miłość. Miałam w tym momencie wrażenie, że coś mnie ominęło, tak jakby „Tamta dziewczyna” była kolejną częścią jakiejś serii. Tak więc książkę polecam. Ale zdecydowanie wyłącznie jako odskocznię od codziennych problemów w postaci niezbyt wymagającej rozrywki.

Dodaj komentarz