Finale – ostateczna rozgrywka

To już ostatnia część serii zapoczątkowanej przez „Szeptem”. Jak dla mnie była to najlepsza seria o istotach nadprzyrodzonych, z tych, które ukazały się w ostatnich kilku latach na fali popularności jaką cieszył się „Zmierzch”. Jednak ta ostatnia część nieco mnie rozczarowała. Spodziewałam się, że będzie… no cóż. Lepsza. Zdecydowanie. Jednak wygląda to tak, jakby autorka pisała ją na siłę, po to tylko, żeby dokończyć wątki rozpoczęte w poprzedniej części. Po trosze też dlatego, że ostatnio jakoś nie lubię tych wszystkich wielkich bitew, które są nieodłączną częścią tego typu literatury. Kiedy w końcu ktoś się pokusi o zrobienie czegoś oryginalnego? To już się robi nieco męczące: czytanie książek opierających się na wciąż tym samym schemacie. Dobrze, że chociaż wątki romantyczne są dość różne. Przynajmniej w tym wypadku się nie zawiodłam.

Wątek miłości pomiędzy Norą a Patchem był wystarczająco emocjonujący, jednak (na szczęście!) bez zbędnego przesadzania z ilością przeszkód, które muszą pokonać, by w końcu być razem. Podobało mi się to, w jaki sposób zostali przedstawieni. Nie będąc taką zwyczajną parą musieli też i być pokazani w niezwyczajny sposób. Najlepsze było chyba to, że nawet zejście do piekła nie mogło ich rozdzielić. Sposób, w jaki ich związek się rozwijał pokazuje, że jeszcze można dzisiaj odnaleźć w literaturze książki o tym, co jest w życiu ważne. Opowiedziane w sposób jednocześnie ciepły i zabawny. Śledząc losy tych dwojga nie sposób nie uśmiechać się do siebie, kiedy autorka opisuje całą tę miłość jaką dla siebie mają.

Jeszcze jednym bardzo ważnym elementem, na który trzeba zwrócić uwagę czytając tę książkę, jest przemiana głównej bohaterki. Na początku to słaba, wręcz egoistyczna dziewczyna, która nie radzi sobie z tym wszystkim, co spadło na nią po śmierci jej biologicznego ojca. Pod koniec zaś to pełna wiary w siebie i swoje siły młoda kobieta, dzielnie stawiająca czoła temu, co ma ją spotkać. Nawet świadomość, że musi rozstać się z ukochanym na zawsze nie przeszkodziła jej w tym, by wykonać powierzone jej zadanie. To sprawia, że staje się bliższa czytelnikowi. W końcu każdy z nas ma w sobie jakieś niedociągnięcia i każdy stara się je zwalczyć najlepiej jak potrafi.

Pomimo tych niedociągnięć w ostatniej części będę uparcie twierdzić, że „Szeptem” to bardzo dobra seria. Każdą z książek czyta się wprost jednym tchem – całość połyka się w jeden dzień. Może i są trochę krótkie, ale jakoś nie pozostawiają niedosytu, są akurat takie, jak potrzeba. Wszystkie wątki zostają rozwiązane, zło pokonane ostatecznie, a główni bohaterowie żyją długo i szczęśliwie. Udało się też pisarce wprowadzić kilka zupełnie niespodziewanych zwrotów akcji co jest dodatkowym plusem tak książki, jak i całości cyklu o Norze i Patchu. Myślę, że nie tylko nastolatki zakochają się w tej parze, którą połączyła wieczna miłość.

Dodaj komentarz