Grey – co myśli prezes?

Cóż, po przeczytaniu „Nowego oblicza Greya” myślałam sobie, że to już koniec jakże przewspaniałej twórczości E. L. James. Ogromne więc było moje zdziwienie, kiedy jedna z klientek księgarni, w której pracuję zapytała, czy jest już może nowy Grey. W taki oto sposób dowiedziałam się, że powstała kolejna książka, moim zdaniem niepoprawnie nazywana „czwartą częścią”. Tym razem mamy okazję zobaczyć jak rozwijał się romans Christiana i Any oczami wielkiego prezesa, prywatnie sadysty uwielbiającego wiązać i dominować kobiety. Zanim zabrałam się za czytanie tego „dzieła”, myślałam, że będzie to po prostu powielenie pierwszej części trylogii i dodatkiem jakichś myśli Christiana. Hm, jakby to powiedzieć. Moje przewidywania jednocześnie sprawdziły się i nie. W doskonałej większości książki przeżywamy jeszcze raz dokładnie te same sceny, z tym, że z punktu widzenia drugiego z bohaterów. A jednocześnie zostały tutaj wplecione wątki bardziej osobiste, takie, których nie mieliśmy szans poznać bez wchodzenia do głowy Greya. Myślę, że w porównaniu do trylogii, ta książka może nawet miałaby potencjał, ale niestety został on haniebnie zmarnowany.

Wydaje mi się, że po prostu autorka(bądź też jej ghostwriter)po prostu nie miała za bardzo pomysłu na dobrą historię Greya. Są jakieś przebłyski z jego dzieciństwa, na pewno też poznajemy dużo lepiej jego psychikę. Niemniej jednak o ciągłe spychanie nieprzyjemnych wspomnień wygląda raczej na brak pomysłu jak to wszystko miałoby wyglądać. Jeśli już o tym mowa, to myślę, że ta książka była dobrą okazją do wyjaśnienia kwestii, dlaczego Grey jest takim człowiekiem, jakim jest i w sypialni musi sprawować pełną kontrolę. Dla większości ludzi, jego „pokój zabaw” byłby może nie przerażający, co raczej odpychający. Grey jest w sumie postacią bez historii. Przynajmniej takim uczyniła go autorka. Co moim zdaniem jest ogromnym minusem. No chyba, że to miała być po prostu pornografia na papierze. Tam nie ma potrzeby wielkiego rozwodzenia się nad historią bohaterów. Wystarczy, że jest dużo seksu.

Tym co zdecydowanie zwróciło moją uwagę jest fakt, że poprawił się nieco grafomański styl, w jakim napisana była trylogia. Stąd moje podejrzenie, że autorka zatrudniła ghostwritera do napisania „Greya”. Ten, kto oglądał film z pewnością znajdzie kilka szczegółów, które znalazły swoje miejsce w ekranizacji, a zdecydowanie nie pojawiły się w pierwszej części. Jak chociażby „Witchcraft”. Wracając jednak do stylu, można o nim powiedzieć tyle, że nie jest tak toporny jak wcześniej. Jedynym co mi przeszkadzało były infantylne określenia intymnych części ciała, jakich używał Grey, trudno mi jednak stwierdzić, czy to ułomność języka, fantazja autorki czy też skutek tłumaczenia, spuśćmy więc na nie zasłonę milczenia. Przy okazji wspomnę o tym, że Grey nie myśli właściwie o niczym innym jak tylko o seksie. W kółko. Niezbyt często zdarza mu się jakaś niezwiązana z nim myśl, a jeśli już to najczęściej jest zazdrosny o kogoś bądź wkurzony na Anę. I tak w kółko.

Czas na podsumowanie wad i zalet tej książki, o którą czytelnicy jakoby prosili niemożebnie. Wbrew pozorom jakieś zalety posiada również. Chyba najważniejszą z nich jest to, że autorka chociaż spróbowała przedstawić nam historię Greya. Nie do końca jej to wyszło, ale brawa za to, że chociaż zrobiła cokolwiek w tym kierunku. Jest to jednocześnie minus książki: nie kończenie wątków. Przeszłość Greya nie jest tu wyjątkiem, ale ne zdradzę o jaki wątek chodzi, aby nie spojlerować fabułą. Jakby „50 twarzy Greya” nie było największym spojlerem tej książki. Mniejsza o to. Zdecydowanym minusem jest także zbyt dużo seksu, chyba nawet wspominałam o tym przed chwilą. W odniesieniu do literatury erotycznej może to brzmieć jak żart, ale, niestety, nim nie jest. Pozostaje nam cieszyć się, że autorka nie zaserwowała nam książki o tym, jak to Grey został szczęśliwym tatusiem piątki dzieci i zamknął swój „pokój zabaw” na trzy spusty. Chociaż to też stwarza możliwości. Teraz jednak pożegnajmy już pana prezesa i miejmy nadzieję, że jest po pożegnanie definitywne.

Dodaj komentarz