Homo bimbrownikus – polska fantastyka w najlepszym wydaniu

Dzisiaj książka z trochę innej półki niż te, o których pisałam dotychczas. Jednak blog książkowy bez książek pana Pilipiuka to blog stracony.

Kto uratował ludzkość przed wąglikiem? Kto doprowadził do obrad Okrągłego Stołu? Kto uratował św. Mikołaja przed komunistami? Odpowiedź jest prosta: Wędrowycz! Zaczynanie od przedostatniej części „sagi” w innym wypadku byłoby może złym pomysłem, ale nie tutaj. Książka „Homo bimbrownikus” to jedna dłuższa powieść i trzy krótkie opowiadania, w których każdy znajdzie coś dla siebie. Tutaj Jakub umiera i… wraca z powrotem na ziemię, wyprawia się wraz z Semenem po skalp z mamuta i wyrusza na podbój stolicy. Fantastyka w takim wydaniu to czysta przyjemność czytania. Dla czytelników nie obytych z Jakubem i Semenem postaram się przybliżyć te dwie, jakże barwne, postaci.

Ci dwaj to sąsiedzi, mieszkający z małej miejscowości gdzieś w Polsce o jakże wdzięcznej nazwie  Wojsławice. Obaj to zatwardziali alkoholicy, pędzący własny bimber, jednak, jak się okazuje, pozory mylą i to bardzo. Co prawda Semen nie posiada może jakichś nadzwyczajnych zdolności, jednak własne ufo pod ziemią to już coś, przyznacie sami. Za to Jakub pochwalić się może umiejętnościami wykraczającymi daleko poza możliwości przeciętnego wioskowego pijusa… Czegóż innego można się jednak było spodziewać po synu osławionego Pawła Wędrowycza, który ponoć otrzymał bimber z trocin?

Wydany w 2009 roku „Homo bimbrownikus” to już szósta część „sagi” o Jakubie Wędrowyczu. Jeżeli nie czytałeś poprzednich części, a zaciekawiło Cię to co napisałam tutaj nie wahaj się ani chwili i czytaj śmiało. Gwarantuję, że świat Wędrowyczów wciąga na tyle, że pozostałe części i tak zostaną przeczytane, a kolejność nie odgrywa tu większej roli.

Dodaj komentarz