Imperium wilków – odzyskana tożsamość

„Imperium wilków” to jedna z tych książek, które od pierwszej strony pochłaniają czytelnika bez reszty i które czyta się z wypiekami na twarzy oczekując na ciąg dalszy. Niestety, jedynie do czasu. W pewnym momencie zaczyna się odnosić wrażenie, że autor nie wie co ma zrobić z wątkami poszczególnych bohaterów i kończy je w dość nieciekawy sposób. Mimo, że to dość poważne uchybienie, to jednak do innych aspektów decydujących o poziomie tej książki nie sposób jest się przyczepić. Bohaterowie „Imperium wilków” są bardzo dopracowani. Każda postać jest w pewien sposób charakterystyczna, każda czymś się wyróżnia. Lecz z drugiej strony nie wywołują emocji. Często jest tak, że niektóre postaci lubimy, innych nienawidzimy – i dzieje się to instynktownie. Tutaj tego zabraknie. Nie można powiedzieć, że są płaskie, po prostu brakuje im tej iskierki, która daje bohaterowi książki jego osobowość i za każdym razem, kiedy ktoś czyta jego historię pozwala żyć własnym życiem.

Chyba jedyną rzeczą, co do której nie mam żadnych zastrzeżeń, jest styl w jakim zostało napisane „Imperium wilków”. To w głównej mierze on jest przyczyną, dla której tak dobrze i lekko czyta się tę powieść. Jean-Christophe Grange jest pisarzem obdarzonym szczególnym talentem do tworzenia obrazów słowem. Jego opisy są po prostu zachwycające. I tu warto zwrócić uwagę, że wplótł je do fabuły na tyle umiejętnie, że w końcu stały się jej integralną częścią, nie przeszkadzając w najmniejszym stopniu w odbiorze książki jako całości.

Kolejną rzeczą, która bardzo mi się przypadła mi do gustu, była zmiana narracji pomiędzy poszczególnymi postaciami. To duży plus, bo zazwyczaj bardzo nie lubię takich zabiegów. Tu jednak taka zamiana ma sens i jest przeprowadzana na tyle umiejętnie, że to tylko zachęca do śledzenia przebiegu akcji. To pozwala nam poznawać kolejne tajemnice Semy vel Anny niezależnie od niej samej. A także zaglądać do myśli jej przeciwników. Jest to także sposób na przemycanie pewnych zaskakujących informacji, które choć niepozorne, nagle okazują się mieć pierwszorzędne znaczenie dla całej koncepcji powieści.

Jest to moje pierwsze spotkanie z tym pisarzem i chyba nie ostatnie. Chcę się przekonać na własnej skórze czy w innych jego książkach także powtórzy się ta sama historia z genialnym początkiem i zepsutym końcem książki. Lecz nie tylko dlatego. Pomijając ten brak pomysłu na zakończenie utworu jest to pisarz, do którego po prostu chce się wracać ze względu na ten niesamowity styl, który nie pozwala oderwać się od książki choćby na pięć sekund.

Dodaj komentarz