Irańska historia miłosna – ocenzurowano!

… Wielokropek to niby nic takiego. Zwykły znak interpunkcyjny, którym posługujemy się od czasu do czasu. Jednak jakaż wielość interpretacji mieści się w tych trzech małych kropeczkach…! Autor używając tego sprytnego zabiegu pozostawia dalszą część domysłom czytelnika. To jest właśnie najpiękniejsze, że dzięki temu mamy nieograniczoną możliwość tworzenia tysięcy różnych alternatywnych zakończeń, możemy niemal poczuć się jakbyśmy sami właśnie pisali dzieło naszego życia.

Shahriar Mansanipour w swojej „Irańskiej historii miłosnej” we wspaniały sposób pokazuje właśnie jak z pomocą tego niewielkiego znaku obejść zakazy i nakazy cenzury. Jak za zasłoną słów, ich kombinacji i znaczeń opowiedzieć historię dwojga zakochanych żyjących w kraju wiecznego tabu. W Iranie dwoje młodych ludzi nie może tak po prostu spotkać się, żeby porozmawiać. Nie może wyjść na ulicę trzymając się za rękę. Wciąż muszą się ukrywać. Kiedy rozmawiają publicznie, na widok każdego przechodnia odwracają wzrok udając, że się nie znają… Aby móc uciec choć na chwilę od nakazów swojej religii udają, że za kilka dni biorą ślub i wstępują do salonu sukni ślubnych, gdzie po raz pierwszy odkąd się znają, mogą się w końcu dotknąć.

Autor w swojej powieści buduje nie tyle historię miłosną, która mimo wszystko jest głównym tematem jego dzieła. Jednak przy okazji prowadzenia swoich bohaterów przez zawiłości islamskiego romansu, pokazuje czytelnikowi sam proces tworzenia tej historii. Poza tym narzuca sobie autocenzurę, podczas pisania wykreślając pewne słowa, zdania czy nawet całe dialogi, po to, aby móc wydać książkę w swoim ojczystym kraju. A nie jest to łatwe, gdyż nad tym, aby literatura irańska nie zawierała żadnych niemoralnych treści czuwa pan Porfiry Pietrowicz… Ta książka to słowny majstersztyk. Autor łączy w niej piękną poezję, która opisuje fizyczną miłość pomiędzy kobietą i mężczyzną za pomocą kwietnych, owocowych i cukierkowych porównań (co dla nas, przyzwyczajonych do nagości na każdym kroku wydaje się być bardzo infantylne) z wulgarnym wręcz językiem, w którym porzuca obłudę i pisze bez cenzury to, o czym wszyscy doskonale wiedzą. Oprócz tego miesza się tu czas teraźniejszy z przeszłością i to dosłownie na każdym kroku.

Mnie osobiście „Irańska historia miłosna” zachwyciła. Być może dlatego, że bardzo interesuję się kulturą islamu. W każdym razie zachęcam gorąco do jej przeczytania, mimo kilku drobnych wad. Z drugiej zaś strony ostrzegam, że to książka nie dla każdego. Jeśli nie chce Wam się szukać i wgłębiać w to co widzicie napisane dosłownie, jeśli nie chcecie zabawić się w cenzora i doszukiwać się innych znaczeń, w końcu jeśli nuży Was czasem dziecinne bawienie się słowami – nie traćcie czasu na czytanie tej książki… 

Dodaj komentarz