Italczyk albo Konfesjonał Czarnych Pokutników – groza nieco przestarzała

W sumie wypożyczając tę książkę byłam dość sceptycznie do niej nastawiona. I pomimo tego, że po przeczytaniu to uczucie nieco się zmniejszyło, to jednak nie mogę powiedzieć, żeby oceniała ją bardzo wysoko. Chęć jej przeczytania powodowana była raczej famą tudzież renomą jaką wyrobiła sobie pani Radclife. W sumie rzeczy nie mam jej nic wielkiego do zarzucenia. Chyba tylko tę niezwykłą rozwlekłość opisywania każdego zdarzenia, które mogłoby zabić najbardziej wartką akcję. Niemniej jednak biorę także pod uwagę fakt, że żyjemy obecnie w zupełnie innych czasach, przyzwyczajeni do innego typu lektur. Także i strachy, przed którymi uciekamy są zupełnie inne. Tak więc jest to bardziej powieść dla tych, którzy przekładają historię ponad życie codzienne.

Przyznam też szczerze, że nieco przeszkadzał mi w lekturze styl, w jakim została napisana. Także i w tym wypadku ma świadomość zmian, jakie zaszły w języku przez te wszystkie lata. Niemniej jednak nie zmienia to faktu, że jest on ciężki, a właściwie toporny i przeciętnemu współczesnemu czytelnikowi ciężko jest po prostu „wycinać sobie drogę maczetą” w tym gąszczu słów, który zastajemy po otwarciu kart tej książki. Sama historia może i byłaby ciekawa, gdyby było w niej więcej grozy, a mniej melodramatyzmu. Bo ja na powieść grozy jakoś była mało przerażająca. 😉

Dodaj komentarz