Jesienna republika – człowiek kontra bóg

O czym jest „Jesienna republika”?

Marszałek polny Tamas powrócił, mniej lub bardziej oficjalnie. Z każdej strony jednak czeka na niego fałsz i zdrada, tak, że sam w końcu nie wie, komu może zaufać. Nawet ci, których zna od lat okazują się pracować dla wroga. Sytuacji nie poprawia także wieść o zaginięciu jego jedynego syna. Marszałek musi podjąć wiele trudnych decyzji, które nie zawsze będą słuszne, lecz podejmując każdą z nich ma na celu jedno: obronę ukochanego kraju. W tym samym czasie Taniel Dwa Strzały próbuje obronić się przed ścigającym go adrańskim wojskiem, jego rodakami wysłanymi by znaleźć jego i Ka-poel przetrzymującą Kresimira w stanie śpiączki. W Adro natomiast szykują się pierwsze wolne wybory, w końcu po obaleniu króla państwo stało się republiką. Richard Tumblar staje w szranki z lordem Clermonte, a ich bronią ma być poparcie ludu. Pytanie tylko, czy przywódca związków na czas odkryje, kto tak na prawdę jest jego konkurentem.

Ten, kto czytał dwie poprzednie części trylogii magów prochowych, doskonale wie, jak wciągający jest ten świat. I trzeba to sobie od razu na wstępie powiedzieć, że część trzecia nazwana „Jesienną republiką” w niczym nie ustępuje pola swoim dwóm poprzedniczkom. Nie widziałam chyba jeszcze tak dobrej, tak równej trylogii. Żadnej historii nie śledziłam z równie wielką uwagą. Jestem na prawdę pełna podziwu dla autora, że stworzył dzieło tak dopracowane w najmniejszych szczegółach. Spójne i wymagające od czytelnika skupienia się na treści. Czytanie tej trylogii było niesamowitym przeżyciem, które z pewnością zapamiętam na długo i, jak rzadko mi się to zdarza!, z pewnością będę do tych książek wracać. Nie mam pojęcia jak wiele potrzeba talentu, by zbudować cały świat od podstaw. Szczególnie świat tak fascynujący jak realia, w których spotykamy prochowych magów. Niemniej jednak nie przeszkadza mi to giąć się w ukłonach przed wirtuozerią autora, który tego dokonał. Myślę, że z czym takim trzeba się urodzić, bo praca, choć ważna sama w sobie, nie była tutaj kluczem do osiągnięcia tak spektakularnego efektu. Moim zdaniem, ta trylogia zasługuje na to, aby umieścić ją w gronie najwybitniejszych dzieł fantastycznych.

Przejdźmy jednak do samej „Jesiennej republiki”, bo to o niej właśnie ma być dziś mowa. Najlepsze było chyba to, że książka podejmuje wątek właściwie dokładnie w tym samym miejscu, gdzie skończyła się poprzednia. Dzięki temu wpadamy od razu we właściwy rytm i książka wciąga nas na swoją orbitę niepostrzeżenie. A później to już tylko czytamy z wypiekami na twarzy, żeby jak najszybciej dowiedzieć się co było dalej. Ten tom jest zdecydowanie obszerniejszy od poprzednich, a to za sprawą tego, jak bardzo wielowątkowa staje się nasza opowieść. Fascynującym doświadczeniem jest zagłębienie się w sam środek wojenno-politycznej zawieruchy, w której samym centrum znajdują się wszyscy główni bohaterowie. Każdy z nich ma jednak swoją własną ścieżkę, która czasem przecina się z innymi, a niekiedy prowadzi ich w zupełnie przeciwną stronę. Nie ma to jednak wpływu na spójność dzieła „Jesienna republika”, ponieważ wszelkie wydarzenia trzymają się logicznego rozumowania i świetnie się z sobą splatają i wzajemnie uzupełniają. Mamy więc zaskakujące zwroty akcji, sceny rabunków i pościgów. A wszystko to okraszone solidną porcją prochu i magii. Gwarantuję, że przy tej lekturze nikt nie będzie się nudził czy też narzekał na nieciekawą akcję.

Przeogromnym atutem zarówno „Jesiennej republiki”, jak i ogólnie całej trylogii jako takiej są postaci w niej występujące. Momentami miałam wrażenie, że nie siedzę już sobie w moim ciepłym łóżku w książką i kubkiem herbaty, a dosłownie znajduję się na polu bitwy ubrana w adrański mundur bądź na jakimś spotkaniu na szczycie w Adro. To jest po prostu niesamowite, jak bardzo można w wsiąknąć w książkę taką jak „Jesienna republika”, czy nawet dosłownie wejść w nią z butami i na całe godziny zapomnieć o otaczającym nas świecie. Samo to powinno przekonać wszystkich niedowiarków, że książka jest na prawdę bardzo dobra i więcej niż warta przeczytania. Ją po prostu trzeba przeczytać, poczuć i wejść w ten świat. A kiedy trylogia już się kończy nie odczuwa się nawet tego niedosytu, czy poczucia niespełnienia. Wszystko, cała fabuła od pierwszego do ostatniego słowa jest tak skonstruowana i przemyślana, że rozpoczęcie i zakończenie są dwiema klamrami spinającymi tę opowieść w logiczną i uporządkowaną całość, która nie pozostawia nawet cienia wątpliwości co do tego, że „Jesienna republika” jest już zamkniętym etapem. Nie oznacza to jednak, że nie można by dopisać dalszych losów naszych bohaterów. Z pewnością byłyby one ciekawe i pełne przygód. Niemniej jednak to zakończenie pozostawia w nas poczucie, że te dalsze losy to już odrębna historia. Materiał na nową trylogię. I choć żal rozstawać się z tak świetnie wykreowanym światem, to jednak robię to z poczuciem pełnego zadowolenia z poświęconego mu czasu.

Dodaj komentarz