Jessica Fellowes „Morderstwo w pociągu” – zagadka powojennego zabójstwa

Florence Nightingale Shore zostaje znaleziona martwa w przedziale pociągu, który miał ją zawieźć z Londynu na angielskie wybrzeże. Jej śmierć przeszłaby może bez echa, gdyby nie fakt, że ta starsza już kobieta była jedną z najbardziej znanych pielęgniarek wojennych. Powszechnie znana i szanowana kobieta, której życie ktoś zakończył w w brutalnym napadzie rabunkowym. Znalezione na miejscu przestępstwa ślady nie dają odpowiedzi na pytanie, kto był zabójcą, a potencjalne tropy szybko się urywają. Po dość krótkim śledztwie, policja porzuca dalsze dochodzenie ze względu na brak wyników. Niemniej jednak jeden z zaangażowanych w śledztwo policjantów kolejowych postanawia zbadać sprawę na własną rękę. Pomaga mu w tym poznana w dość nietypowych okolicznościach opiekunka dzieci arystokratycznej rodziny Mitfordów. Kiedy wydaje się, że moredrca Florence Shore pozostanie tajemnicą, w sprawie pojawiają się nowe fakty i nowi podejrzani. Odkrycie zabójcy Florence Nightingale Shore nie będzie jednak łatwym zadaniem.

Kiedy zaczęłam czytać tę książkę, pomyślałam sobie: „Nie, to nie możliwe, żeby Florence została zamordowana. Autorka poświęciła jej zbyt dużo miejsca i uwagi!”. Moją drugą myślą było, że ja właśnie w ten sposób bym postąpiła. Pisząc książkę o morderstwie poświęciła opisowi mającej za chwilę zginąć postaci dużo wysiłku, tak, aby choć na chwilę zmylić czytelnika. Powiem szczerze, że nawet mi się to spodobało. Zamiast otwierać powieść sceną śmierci, autorka pozwoliła czytelnikom poznać, choć przez chwilę Florence. Przyjrzeć się jej, dowiedzieć się o niej czegoś. Dostajemy więc dokładny opis jej wyglądu, szybki przegląd ostatnich kilku dni. Dowiadujemy się, że kobieta właśnie miała urodziny – poprzedniego dnia – i w ramach świętowania postanowiła kupić sobie luksusowe futro. Ot, prezent dla siebie, po to, by po latach niedostatków wojny odrobinę rozpieścić swoje ciało. Poznajmey również jej przyjaciółkę, pannę Mabel. Tutaj autorka wysyła nam dość sprzeczne sygnały. Wyraźnie bowiem daje znać, że Florence i Mabel z pewnością nie są przypadkowymi znajomymi. Niemniej jednak ostatnimi czasy coś w ich przyjaźni zdecydowanie się zepsuło. Można „zobaczyć” to w sposobie, w jaki Flo potraktowała Mabel, kiedy ta przyszła pożegnać się przed podróżą. Zapamiętajcie sobie dobrze obraz Florence w tym momencie podczas lektury. To będzie ostatni raz, kiedy zobaczycie ją żywą.

Przy okazji „Morderstwa w pociągu” trafiamy do Anglii z początków XX w. Wielka wojna właśnie się skończyła, a ci, którzy ją przeżyli starają się na nowo ułożyć sobie życie w nowym świecie. Nie jest to łatwe, jako że niemożliwy stał się powrót do czasów „sprzed”. Niektórzy jednak mają z tym znacznie większy problem niż pozostali. Autorka postarała się, aby dokładnie oddać realia tamtej epoki, ludzi, którzy wtedy żyli, ich emocje i problemy. Świetnie opisuje również systemy zależności, jakie wtedy panowały, przekonania – wszystko tak bardzo różne od naszej współczesnej codzienności. Robi to jednak w sposób bardzo przyjazny czytelnikowi. Nie wrzuca go siłą w inne realia. Raczej zaprasza do wspólnej, fasycnującej podróży w przeszłość. Dzięki temu książka nabiera bardzo specyficznego klimatu miejsca, do którego chce się wracać. Czyni to lekturę „Morderstwa w pociągu” niezwykle przyjemną. Jednak nie tylko powieściowe realia zostały zaczerpnięte z innej epoki. Wielbiciele kryminałów w starym stylu – żeby przypomnieć królową Aghatę Christie – z pewnością pokochają serę Mitrford Murders gorącą miłością. Autorka postarała się, aby jej powieść, choć z pewnością zaliczająca się do kryminału, nie koncentrowała się tylko i wyłącznie na zagadce morderstwa i jej rozwiązaniu. Jest to bardziej opowieść o tamtych czasach, o ludziach, którzy w splocie mniej lub bardziej przypadkowych zdarzeń zostali wciągnięci w śledztwo w sprawie śmierci Florence Shore, pielęgniarki wojennej. Taki sposób prowadzenia narracji ma wiele uroku i – muszę to przyznać – podbił moje serce.

„Morderstwo w pociągu” nie jest tym rodzajem książki, w którym na każdej stronie czeka na czytelnika nowy zwrot akcji, a krew leje się strumieniami. Niemniej jednak ten, można powiedzieć staromodny, sposób prowadzenia narracji składa się w spójną całość z postaciami i klimatem książki. Myślę, że dokładnie tego się oczekuje po powieści osadzonej w roku 1919 – ukazywania realiów tamtych czasów, mówienia o postaciach bardziej niż o wydarzeniach. Wytworne damy, a obok nich skromne pokojówki. Nanie wychowujące dzieci swoich pracodawców. Żołnierze, którzy powrócili z wojny odmienieni pod każdym względem. Autorka w bardzo umiejętny sposób połączyła to wszystko z historią morderstwa. Które, nawiasem mówiąc, wydarzyło się na prawdę. Florence Nightingdale Shore istniała i była zasłużoną pielęgniarką wojenną. Zginęła zamordowana w pociągu, a jej zabójcy nigdy nie odnaleziono. Książka jest więc połączeniem rzeczywistych zdarzeń i ludzi z bujną pisarską wyobraźnią. Nadaje to powieści pewnej autentyczności, która jedynie podkreśla, jak wspaniale zostało zobrazowane tło historyczne opisywanych zdarzeń. Książkę z całego serca polecam wszystkim tym, którzy lubią klasyczny kryminał. Tym, dla których ważniejsze jest tło, niż trzymająca w napięciu akcja. Mnie ta powieść skradła serce i z pewnością (i wielką przyjemnością) sięgnę po kolejne tomy z tej serii.

  • Fabuła
  • Kreacje postaci
  • Język
4

Podsumowując:

Świetna lektura, wciągająca od pierwszej strony.

1 Reply to “Jessica Fellowes „Morderstwo w pociągu” – zagadka powojennego zabójstwa”

  1. „Morderstwo w pociągu” jest jedną z tych książek, podczas których lektury ma się wrażenie, jakby oglądało się świetnie wyreżyserowany film. Autorka tak przedstawia rzeczywistość, że wyruszamy w tę podróż z największą przyjemnością, a dokładając do tego bohaterów i samą intrygę, otrzymujemy fantastyczny tytuł. Polecamy wraz z Tobą! Świetna recenzja! 🙂

Dodaj komentarz