Katie Williams „Maszyna szczęścia” – być szczęśliwym za wszelką cenę

Można powiedzieć, że firma Aprocity sprzedaje przepisy na szczęście. Dla każdego, kto się odważy (i jest w stanie zapłacić odpowiednią cenę) niepozorna maszyna układa jego indywidualny plan osiągnięcia w życiu pełni szczęścia. Jej zalecenia bywają najróżniejsze. Jednym każe jeść miód, innym odciąć sobie fragment ciała, jeszcze innym – zwrócić się ku religii. Firma zapewnia, że u niemal każdego klienta zastosowanie się do poleceń maszyny podniesie poziom zadowolenia z życia. Jedni ślepo w to wierzą, inni podchodzą do całej sprawy z dystansem. Wszyscy jednak w głębi ducha ufają, że jeszcze mogą być na prawdę szczęśliwi. Inaczej pewnie nie przyszliby poddać się badaniu. Ani nie wykonywaliby zaleceń wygenerowanych przez metalowe pudełko pełne układów scalonych. Czy jednak można uszczęśliwić każdego?

Pearl zdaje się być jednym z wielu trybików w dobrze naoliwionej maszynie o nazwie Apricity. Być może warunkiem jej powodzenia w firmie jest fakt, że zawsze wydaje się być zadowolona ze swojego życia i miejsca, w którym aktualnie się znajduje. Pomimo tego, że jest i prawdopodobnie już zawsze będzie zwykłym pracownikiem technicznym, a do tego matką samotnie wychowującą dziecko nie uważa, żeby czegoś jej w życiu brakowało. No, może jednej jedynej rzeczy. Żeby jej syn, ukochane dziecko, był szczęśliwy i w końcu zaczął jeść. Choć matka gorliwie go do tego nakłania, nastolatek uparcie nie chce się zgodzić na wykonanie testu Apricity. Uważa, że i tak nie zmieni to niczego w jego życiu. Pearl postanawia więc wziąć sprawy w swoje ręce i bez wiedzy syna dotrzeć do tego, co sprawi w końcu, że odzyska swoje dziecko. Jednak odpowiedź, którą otrzymuje zdecydowanie nie jest tym, czego kiedykolwiek mogłaby się spodziewać.

Książka Katie Williams stanowi zlepek różnych opowieści. Jest w zasadzie czymś pośrednim pomiędzy prawdziwą, pełnokrwistą powieścią a zbiorem opowiadań. Poszczególne rozdziały ukazują historię różnych ludzi, poczynając od Pearl i przechodząc przez kolejne osoby, z którymi kobieta ma styczność: jej rodzinę, współpracownika, klientkę. Jest to dość osobliwy sposób prowadzenia narracji i z całą pewnością mało efektywny. Wątki się rwą, plączą i gubią, by już nigdy nie wrócić do czytelnika z jakimś sensownym wyjaśnieniem czy choćby zamknięciem. Tak na prawdę ciężko jest się w tej powieści odnaleźć. Pomimo pozornych powiązań pomiędzy poszczególnymi zdarzeniami nie ma jakiejś jednej, linearnej fabuły, która poprowadziłaby czytelnika z punktu A do B. Komuś o lepszym warsztacie literackim z pewnością by to uszło. Niemniej jednak tej autorce jeszcze trochę brakuje do tego, aby przeprowadzać takie eksperymenty.

Tym, co przeszkadzało mi najbardziej w tej rwanej narracji był brak napięcia. Wydarzenia, które nie prowadzą do żadnego punktu kulminacyjnego, nie dają odpowiedzi na postawione pytania pozostają czytelnika z pustymi rękami i zamętem w głowie. Całośc tej powieści bardzo na tym traci. Wygląda to bowiem w ten sposób, że autorka miała kilka dobrych pomysłów, chciała je wszystkie wykorzystać w tym samym momencie, lecz nie potrafiła doprowadzić swojego dzieła do końca. Tak, jakby w pewnym momencie traciła zapał do kontunuowania jakiejść części tej historii i po prostu zostawiała ją bez jakiegokolwiek sensownego wyjaśnienia. Parafrazując pewien znany wiersz: tego się nie robi czytelnikowi. Choć w tej książce tyle się mówi o szczęściu, jego poszukiwaniu i sposobach na osiągnięcie go – zdecydowanie powieść ta nie stanowi definicji jego spełnienia.

  • Fabuła
  • Kreacje postaci
  • Język
2.8

Podsumowując:

Lekka, przyjemna lektura, której niestety czegoś brakuje.

Dodaj komentarz