Kobieta znikąd – pogoń za miłością

O czym jest ta książka?

Dotąd poukładane życie Quinn zmienia się, gdy odkrywa, że jej współlokatorka i najlepsza przyjaciółka zniknęła. Wszystko, co o niej wiedziała nagle przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie w świetle odkrywanych krok po kroku nowych faktów. Czy to Esther napisała te niepokojące listy? Czy jest w jakikolwiek sposób zamieszana w to, co przydarzyło się jej poprzedniej współlokatorce? Jednocześnie w jakiejś nieokreślonej mieścinie nad brzegiem jeziora Michigan pracujący w niewielkiej restauracji Alex poznaje dziewczynę, którą w myślach zaczyna nazywać Perłą. Ta młoda kobieta niepokojąco przypomina wyglądem zaginioną w Chicago Esther.

„Kobieta znikąd” to jedna z tych książek, które na początku wyglądają niepozornie, a później zaskakują czytelnika skrywaną w sobie opowieścią. Wydaje się, że nie powinno być żadnych trudności z przewidzeniem, jak potoczą się losy poszczególnych bohaterów i w ogóle to zagadka postawiona przed czytelnikiem jest jakaś mało zagadkowa. Zbyt prosta. I właśnie ta prostota powinna dać do myślenia. Że skoro jest tak łatwo, to może autorka celowo podsuwa nam wygodne wyjaśnienia. Tak jakby nie zależało jej na budowaniu napięcia. I w pewnym momencie książka daje niezłego prztyczka w nos tym, którzy są tak pewni siebie. Nagle okazuje się, że nie wszystko jest tak oczywiste, jakbyśmy tego chcieli. Zaczynamy więc od nowa budować teorie na temat różnych możliwości. I znów na koniec spotyka nas to samo rozczarowanie: autorka po raz kolejny zdołała wywieść nas w pole. Jak dla mnie to bardzo dobrze, gdyż dzięki temu nie jest to książka, którą można by określić mianem nudnej. Prowadzenie fabuły właśnie w taki sposób – niejednoznaczny – sprawia wrażenie swoistej gry z czytelnikiem i zdecydowanie przykuwa uwagę do czytanej książki.

Trzeba też przyznać, że jest to lektura dość specyficzna. Porusza tematy, jakich na ogół staramy się unikać. Atmosferę grozy tylko w niewielkiej części tworzą bieżące wydarzenia przedstawione w książce. Tak na prawdę główną osią tej historii są wydarzenia z przeszłości, których konsekwencje trzeba ponosić teraz dopiero, po wielu latach. Dwie pozornie niezwiązane ze sobą opowieści, tak jak dwie miejscowości po przeciwnych stronach jeziora Michigan. Fabuła książki „Kobieta znikąd” snuje się wokół nich jak półprzezroczysty dym, na zmianę to ukazując, to znów przesłaniając poszczególne elementy obrazu. Całość mamy okazję zobaczyć dopiero na sam koniec. Przez całą książkę doświadczamy fascynującej podróży poprzez czas i miejsca, powoli odkrywając co też jeszcze kryje się przed naszymi na tym niezwykłym słownym obrazie. Towarzyszące nam w niej postacie dokładają swoją cegiełkę do uatrakcyjniania jej. Narratorami tej historii jest dwoje ludzi, będących niejako nieco z boku: nie posiadają wglądu we wszystkie wydarzenia i ich główną przyczynę. Dzięki temu zabiegowi, także i czytelnik nie jest tego świadom. Niejako zmuszeni jesteśmy do oglądania świata ich oczami. Co za tym idzie, możemy się jedynie domyślać tego, co zostało przed nami ukryte. Bardzo pomysłowy sposób na budowanie napięcia, trzeba to przyznać.

Muszę powiedzieć, że mnie osobiście ta książka pozytywnie zaskoczyła. Rozpoczynając lekturę „Kobiety znikąd” nie sądziłam, że będę z takim zaangażowaniem śledziła rozwój wydarzeń. Tymczasem dostałam do ręki książkę, która faktycznie wywołała u mnie dreszczyk emocji i przykuła moją uwagę od pierwszej strony do ostatniej. Autorka bez zbędnych ozdobników opowiada nam ciekawą historię, której rysu tajemniczości dodaje jeszcze narracja prowadzona w dość niebezpośredni sposób. Myślę, że bez Quinn i Alexa „Kobieta znikąd” zdecydowanie nie byłaby tak fascynującą lekturą. Warto zwrócić na nich uwagę, nawet jeśli z początku ich historie mogą wydawać się nieciekawe czy niezwiązane z treścią książki. Tutaj liczy się każde słowo, każda postać i każda opowiedziana historia. Na prawdę zaskakujące jest to, jak wiele przedstawionych w tym świecie postaci odgrywa rolę w tej drugiej opowieści. Historii toczącej się jakby pod powierzchnią tego, co tworzą zapisane na kartce słowa. Tej, której istnienia możemy się tylko domyślać na podstawie tych strzępków informacji, które autorka uznała za stosowne nam podać. Warto zainteresować się tą książką, choćby po to, aby zobaczyć jak na naszych oczach zwykła niepozorna historia zmienia się w trzymający w napięciu thriller.

Dodaj komentarz