Kod Leonarda da Vinci i Anioły i demony – uratować świat

Teorii na temat końca świata słyszeliśmy już wiele. Każdy z nas przeżył ich już pewnie kilka albo i kilkanaście. Dużo jest też książek o mniej więcej takiej tematyce. Zmieniają się tytuły, autorzy, bohaterowie. Jednak schemat wciąż pozostaje niezmieniony: Dobro ściga się ze Złem w walce o ocalenie świata. Ja sama czytam teraz jedną z takich książek, nią zajmę się w innym poście.

Rozwiązywaniem takich starożytnych zagadek zajmują się zawsze ludzie wykształceni, błyskotliwi, o nieprzeciętnym umyśle. Zawsze też ścigają ich stróże prawa, którzy są po stronie tych złych. Nie inaczej jest w „Aniołach i demonach” oraz „Kodzie Leonarda da Vinci”. Są to pozycje, myślę, że wszystkim znane, może jednak warto jeszcze raz przypomnieć o nich, bowiem miłośnikom gatunku spodobają się na pewno.Niezwykłemu naukowcowi towarzyszy oczywiście piękna kobieta. Podróżując razem zbliżają się do siebie, łączy ich wspólne niebezpieczeństwo. Ponieważ wszystko dobrze się kończy, mamy wrażenie, że oglądamy jeden z filmów produkcji Disneya, brakuje tu tylko „…i żyli długo i szczęśliwie” w zakończeniu książki. Moim zdaniem raczej nie jest to wadą. Nawet wręcz przeciwnie, napawa pewnym optymizmem, że nawet największe zło jesteśmy w stanie pokonać. Poza tym wątki romansowe zazwyczaj są jakby na drugim planie, wspomina się o tym tylko mimochodem.

Książki Dana Browna stały się sławne, a właściwie sławna, gdyż „Kod Leonarda da Vinci” zna każdy, a „Anioły i demony” już niekoniecznie, nie dlatego, że autor popisał się w nich niespotykanym wcześniej kunsztem, lecz dlatego, że były hmmm… dość kontrowersyjne. Nikt z nas nie lubi, by mówiono o nas źle. Tym bardziej jeśli jest się instytucją taką jak Kościół. Wydawałoby się, że stworzenie historii od początku do końca wymyślonej nie powinno wpłynąć na postrzeganie przez ludzi pewnych osób, rzeczy czy instytucji. Jednak niebezpieczeństwo kryje się w tych, którzy nie potrafią oddzielić prawdy od fikcji. Dlatego też „Kod…” zyskał taki rozgłos. Który, notabene, nadał mu sam Kościół. Oburzając się przeciwko tezom, które zawarł w swojej książce Dan Brown, uczynił ją sławną na cały świat. Ludzie chcieli to przeczytać dlatego, że zostało to oficjalnie potępione. Nic tak przecież nie kusi jak zakazany owoc.

Mi osobiście bardziej podobały się „Anioły i demony”, jednak tym, którzy jeszcze nie mieli okazji, żeby przeczytać którąś z tych książek polecam obie. Choćby z czystej ciekawości ludzkiej, by przekonać się co też takiego strasznego kryją w sobie karty tej książki. : )

Dodaj komentarz