Komornik – zagłada absolutna

O czym jest ta książka?

Chyba przede wszystkim o tym, że apokalipsa wcale nie wyszła Bogu tak dobrze, jakby chciał. Te wszystkie jego koszerne metody, wymyślone zbyt dawno, by mogły mieć zastosowanie we współczesności, wprowadziły więcej zamieszania niż to wszystko warte. Tak więc eksterminacja ludzkości rozciąga się w czasie coraz bardziej, a zamknięcie całego bajzlu na amen wydaje się być nieosiągalne. Wtedy Wysłannicy idą po rozum do głowy i postanawiają pokonać ludzi używając ich własnych podstępów. I tak właśnie rodzi się idea Komornika, którym jest również główny bohater. Jego pracą jest przede wszystkim rozdawanie tabliczek z wezwaniem oraz wykonywanie wyroków na zlecenie Góry. Jednak Ezekiel, oprócz wykonywania swoich podstawowych obowiązków, usiłuje także rozwiązać zagadkę szlaku spalonych wiosek. Kiedy wreszcie wpada na trop handlarzy relikwiami, nie ma pojęcia dokąd go to wszystko zaprowadzi.

Ostatnio przez moje ręce przewinęło się całkiem sporo książek opowiadających dzieje bohaterów żyjących już PO zagładzie świata. Ale co z powieściami przedstawiającymi co się działo W TRAKCIE apokalipsy? I tutaj odpowiedzią na to pytanie staje się „Komornik”. W książkach, które czytałam w tym temacie do tej pory autorzy ograniczali się do mówienia, że było wielkie BUM, nagle zrobiły się w sumie nie wiadomo skąd mutanty, a ludzie musieli przeistoczyć się w stalkerów, a najlepiej to zamknąć się w metrze i snuć pseudofilozoficzne opowieści. Wizja końca świata według pana Gołkowskiego pokazuje nam jednak, że zagłada ludzkości wcale nie musi być takim szybkim procesem. Wszyscy by chcieli, żeby to było jak ze zgaszeniem światła: że tylko jeden, mały „pstryk!” i koniec, gasimy światła i wychodzimy. Świat taki, jakim go znaliście nie istnieje, więc możecie się rozejść po swoich stacjach i zacząć strzelać do mutantów, zanim one zjedzą was. Niestety, tak dobrze to nie ma. Bóg przygotował dla nas coś specjalnego. Ba, wysłał nawet zaproszenie. Ale kto by się tam przejmował bełkotem jakichś świrów, w dodatku spisanym tak dawno temu, że nikt właściwie nie wie, czy cokolwiek z tego jest prawdą. Aż do dnia, w którym został wydany rozkaz, że przyjęcie czas już w końcu zacząć.

Jakoś wcześniej nie zetknęłam się z twórczością pana Gołkowskiego, toteż nie nastawiałam się w sumie jakoś szczególnie na nic konkretnego. Starałam się podejść do tematu neutralnie, jednak już po kilkunastu stronach zostałam wciągnięta w wir akcji i powieść pochłonęła mnie bez reszty. Po części dlatego, że dla mnie takie tematy jak ten tutaj są nowością, jednak przede wszystkim ze względu na kunszt wykonania. No bo naprawdę, jest coś w tej książce takiego, że jak już się zacznie ją czytać, to nie można przestać. Chce się jak najszybciej dowiedzieć, co będzie dalej. A jednocześnie czyta się „Komornika” z wielką przyjemnością, jako że, oprócz zaserwowania świetnej akcji, autor częstuje nas solidną dawką poczucia humoru. A jest to niewątpliwie coś, co sprawia, że każda lektura staje się przyjemniejsza. Następnym atutem, na który warto zwrócić uwagę jest wspaniale wykreowany świat przedstawiony. Umiejętnie przedstawione są nie tylko wydarzenia, ale także miejsca i ludzie, w których ich spotykamy, dzięki czemu możemy poczuć się, jakbyśmy wszędzie podróżowali z naszym bohaterem. Każde w zasadzie, z pozoru nieważne, wydarzenie prowadzi nas do kolejnego. Jakbyśmy układali wielką układankę, z ludzi miejsc i zdarzeń. Każda kolejna dobrze dopasowana część pozwala podejrzeć nam odrobinę więcej z całości.

Książka niewątpliwie jest oryginalna. Nawet bardzo. Po pierwsze ze względu na dobór tematu, po drugie ze względu na bohatera. Otóż Ezekiel, czyli tytułowy komornik różni się od innych postaci z takich książek, jak dzień od nocy. Przede wszystkim to on jest po tej drugiej stronie barykady. Czyli tak jakby dostajemy w ręce książkę o tym złym. Mnie w dzieciństwie straszyli cyganami. Myślę, że jak się gdzieś tam w tym świecie z książki ostały się jakieś dzieci, to je straszyli takimi komornikami. Każdy straszy, czym może. My jednak mamy okazję poznać Ezekiela od zupełnie innej strony. Jak ktoś chce, to może go nawet polubić. Myślę, że by się dało spokojnie. Jest w nim coś takiego, że w pewnym momencie przestaje być tylko postacią z kolejnej książki, którą czyta się dla rozrywki. Staje się realny, w takim sensie, że to czytelnik zaczyna wczuwać się coraz bardziej w sytuację bohatera. I jest w tym coś fascynującego. W pokazaniu ludziom, że nawet kat był kiedyś zwykłym człowiekiem. Dawno, bardzo dawno temu. W innym życiu. Ale był i to człowieczeństwo, choć czasem ukryte pod maską zawodowego cynizmu i okrucieństwa, daje znaki życia.

O czym jest ta książka?

Chyba przede wszystkim o tym, że apokalipsa wcale nie wyszła Bogu tak dobrze, jakby chciał. Te wszystkie jego koszerne metody, wymyślone zbyt dawno, by mogły mieć zastosowanie we współczesności, wprowadziły więcej zamieszania niż to wszystko warte. Tak więc eksterminacja ludzkości rozciąga się w czasie coraz bardziej, a zamknięcie całego bajzlu na amen wydaje się być nieosiągalne. Wtedy Wysłannicy idą po rozum do głowy i postanawiają pokonać ludzi używając ich własnych podstępów. I tak właśnie rodzi się idea Komornika, którym jest również główny bohater. Jego pracą jest przede wszystkim rozdawanie tabliczek z wezwaniem oraz wykonywanie wyroków na zlecenie Góry. Jednak Ezekiel, oprócz wykonywania swoich podstawowych obowiązków, usiłuje także rozwiązać zagadkę szlaku spalonych wiosek. Kiedy wreszcie wpada na trop handlarzy relikwiami, nie ma pojęcia dokąd go to wszystko zaprowadzi.

Dodaj komentarz