Ja, inkwizytor. Kościany Galeon – wyprawa na dalekie morza

O czym jest ta książka?

Inkwizytor Mordimer Madderdin otrzymuje kolejne lukratywne zlecenie od swojego przełożonego. Już wydaje się, że praca nie zajmie mu więcej niż kilka dni, włączając w to podróż, a wynagrodzenie jest na prawdę więcej niż przyzwoite. Na miejscu jednak okazuje się, że człowiek, który poprosił o pomoc ma wobec niego zupełnie inne plany, które niestety zakładają długą i żmudną podróż statkiem w odległe rejony. A tam czeka na nich coś, czego nawet sługa Inkwizycji nie był w stanie przewidzieć. Czy i tym razem uda mu się wyjść z tego bez szwanku?

Niewątpliwie dla wszystkich miłośników fantastyki, w szczególności w polskim wydaniu, jednym z najważniejszych wydarzeń ubiegłego roku było ukazanie się kolejnej części z cyklu „Ja, inkwizytor”. Długo wyczekiwany „Kościany Galeon” wzbudził wiele dyskusji wśród miłośników twórczości Jacka Piekary – od zachwytów po ciężką krytykę, z czego chyba tej drugiej niestety jednak było więcej. Najpoważniejszym i, w moim odczuciu, najpoważniejszym zarzutem było to, że autor właściwie nie rozwiną uniwersum, lecz jedynie opisał kolejną przygodę dobrze nam już znanego bohatera. Czy jednak książka na prawdę zasłużyła na takie przyjęcie i czy czytelnicy powinni czuć się zawiedzeni bądź rozczarowani? Patrząc z dystansem być może uda mi się odpowiedzieć na te pytania i bardziej obiektywnie ocenić samą książkę.

Zacznę może od tego, że jest to decydowanie najbardziej obszerna jak do tej pory część cyklu. Pomimo tego, lektura absolutnie nie męczy czytelnika, objętość jest po prostu adekwatna do wydarzeń rozgrywających się w książce. Razem z inkwizytorem wybieramy się w dość długą podróż, pełną niebezpieczeństw. Chyba najtrudniejszą z tych, które dotychczas przeżył. Po raz pierwszy też okoliczności zmuszają Mordimera do przyjęcia pomocy od kogoś znacznie potężniejszego niż on sam. Poza tym mam wrażenie, że fabuła najnowszej części nie odbiega zbytnio od wszystkich poprzednich. Mam tu na myśli, że w ogólnym zarysie wszystkie przygody Mordmimera przebiegały dość schematycznie i teraz to się zbytnio nie zmieniło. Z tego też względu nie bardzo rozumiem to oburzenie faktem, że nic w tym uniwersum nie posunęło się do przodu, nie mamy żadnych nowych informacji. Autor jak do tej pory pisał książki z cyklu w dość chaotyczny sposób przeskakując z jednego okresu czasu w inny bez żadnych problemów i tłumaczeń. Oczekiwanie jakieś nagłej i niespodziewanej zmiany, moim zdaniem, było co najmniej naiwne.

Mimo wszystko uważam, że takie prowadzenie cyklu o jakimś bohaterze nie jest wcale nudne ani w jakikolwiek sposób obrażające czytelników. Ostatecznie z każdą książką mamy szansę poznać coraz to nowe przygody spotykające ulubioną postać i każda z nich jest na swój sposób fascynująca. Nie każda seria musi być pisana przez autora chronologicznie w taki sposób, aby poszczególne tomy rozwijały jakąś większą całość opowieści. Nawet przyjemnie jest nie musieć pamiętać jakichś istotnych szczegółów z poprzednich powieści i móc czytać poszczególne części w dowolnej kolejności po to tylko, aby móc cieszyć się dobrą powieścią, osadzoną w ciekawie pomyślanym świecie. Moim zdaniem to miłe, że autor stara się aby w każdej z powieści o inkwizytorze umieścić jego na tyle charakterystyczne cechy, aby czytelnik mógł za każdym razem niejako od nowa poznać jego osobę i jak najbardziej plastycznie ją sobie wyobrazić. Ja tam to doceniam. Ci, którzy mają słabą pamięć z pewnością też. Należy także docenić, że w każdym tomie nasz bohater stawia czoło zupełnie innym wyzwaniom i rozwiązuje zagadki dotykające przeróżnych ciekawych zagadnień. Zupełnie jak Hercules Poirot albo Sherolck Holmes fantastyki. Tym bardziej powinniśmy docenić „Kościany Galeon”, w którym mamy szansę wybrać się w podróż życia!

Dodaj komentarz