Królestwo spokoju – podróż w odmęty człowieczeństwa

Kiedy trafiłam w bibliotece na książkę „Królestwo spokoju” tak właściwie nie wiedziałam, co znajdę w środku. Zaintrygowała mnie jednak, więc postanowiłam przekonać się co też takiego tkwi w opowiadaniach tego człowieka, którego komplementuje nawet mój ulubiony twórca horrorów. Ponadto poznawanie nowych autorów ma tę zaletę, że podchodzi się do tego bez żadnych oczekiwań, po prostu z ekscytacją nowym nabytkiem. Nie ma tej potrzeby zastanawiania się, czy znów znajdziemy to, co nam się podobało czy też spotka nas rozczarowanie. Tak więc, zdawało się, że „Królestwo spokoju” to idealna książka dla mnie, uwielbiającej książki wzbudzające w czytelnikach lęk. A jak było? Przekonajmy się.

„Królestwo spokoju” oferuje dla każdego coś dobrego. Tak można to ująć w ogólności, bowiem znajdziemy tu nie tylko brutalność, przemoc, śmierć i krew, ale także inne rodzaje oddziaływania na wyobraźnię czytelników, bardziej wpływające na nasze postrzeganie pewnych rzeczy niż dosłownie rażące swoją bezwzględnością. W jednych opowiadaniach autor każe nam patrzeć na tortury, na śmierć i cierpienie. W innych z kolei jakby tylko bawi się swoim bohaterem, nie dopowiada pewnych rzeczy, jednocześnie pokazuje i ukrywa to co najważniejsze. Nie pozostawia jednak tego wrażenia niedosytu, który najczęściej odczuwa się w takich przypadkach. Wręcz przeciwnie, pomimo tego, że opowieść urywa się w decydującym momencie, a może właśnie dzięki temu?, czytelnik zdaje sobie doskonale sprawę z tego, co stanie się dalej. Skąd pewność, że właśnie o tym myślał autor pisząc to konkretne opowiadanie? Cóż, chyba musimy założyć, że tak właśnie było.

Zatytułowanie tego zbioru opowiadań „Królestwem spokoju” było ze strony autora krokiem tyleż przewrotnym, co sprytnym. Co ma bowiem wspólnego spokój z tym co znajdziemy w środku? Ciężko powiedzieć, aby taka proza była idealnym środkiem uspokajającym. I dlatego zaczynamy się zastanawiać, dlaczego? Dlaczego akurat „Królestwo spokoju”? Czy jest w tym szaleństwie jakaś metoda? I zanim się obejrzymy jesteśmy w samym centrum wydarzeń. Dziwnych, pokręconych, NIEPOKOJĄCYCH wydarzeń. Co gorsza, można też, tak, jak to było w moim przypadku, stwierdzić, że podoba mi się to. Nawet bardzo. I chcę więcej. Ta książka, jak każdy zbiór opowiadań, ma swoje lepsze i gorsze momenty. Jednak jako całość prezentuje się spójnie i można z przyjemnością stwierdzić, że wszystkie opowiadania są na mniej więcej równym, wysokim, poziomie. Podoba mi się nie tylko styl, jakim posługuje się Ketchum. Fascynująca jest także właśnie ta różnorodność, którą prezentuje w swoim dziele. Gorąco polecam wszystkim, którzy lubią takie opowieści, a nie mieli jeszcze szansy zetknąć się z tym pisarzem.

Dodaj komentarz