Kuzynki – naginając rzeczywistość

Kiedy czyta się książki Andrzeja Pilipiuka to tak jakby wchodziło się do innego świata. Nie inaczej jest także w przypadku „Kuzynek”, pierwszej części trylogii o losach tytułowych kuzynek Kruszewskich. Więc opowiadanie o tej książce chyba wypadałoby zacząć od zaprezentowania tychże.

Najmłodszą z głównych bohaterek jest Katarzyna Kruszewska, była agentka CBŚ, informatyczka. Urodziła się i wychowała we współczesności (czasy mają w tej książce niebagatelne znaczenie), pracuje w szkole, gdzie poznaje drugą z kuzynek, Stanisławę. Ta z kuzynek Kruszewskich posiada kamień filozoficzny, więc ma więcej lat niż wygląda. Gdy spotyka Katarzynę poszukuje właśnie mistrza Michała Sędziwoja po to, aby uzyskać przepis na wytwarzanie kamienia filozoficznego. Ich uczennicą jest trzecia z bohaterek tej serii, wiekowa wampirzyca o ciele szesnastolatki, księżniczka Monika Stiepankowić. Drogi tych trzech nadobnych dam łączą się właśnie w szkole.  Nauczycielki zaprzyjaźniają się z nową uczennicą, która po krótkim pobycie w domu dziecka ucieka z niego do lasu, gdzie buduje sobie szałas. Kiedy zaś zostaje porwana i ciężko poraniona, dwie pozostałe kobiety odnajdują ją i oczywiście wszytko dobrze się kończy.

O fabule nie ma co się rozpisywać, inaczej wyjdzie streszczenie a nie recenzja. Książka nie jest w prawdzie bardzo krótka, lecz czyta się ją z lekkością i przyjemnością. Może nie zostaje w pamięci na długi czas (przynajmniej treść), niemniej jednak napisana jest z takim humorem, że niektóre kwestie zapamiętuje się na długo. Miłe jest na pewno to, że świat przedstawiony w tej książce jest taki… jak gdyby pozbawiony zła. Oczywiście, kobiety muszą walczyć ze złym uczniem mistrza Sędziwoja, jednak wszystko dobrze się kończy, nawet Monika, choć poraniona, wychodzi z całej tej ‚przygody’ bez większego uszczerbku.

Dodaj komentarz