Ladies man – nieodpowiedni facet

O czym jest ta książka?

Tahoe Roth zdecydowanie nie jest facetem, u którego boku można spędzić życie. Jedną noc? Jak najbardziej. Nie miej jednak nadziei na to, że kiedykolwiek porzuci swoje życie mężczyzny wolnego i niezależnego. Gina w każdym razie nie ma co do tego złudzeń. A mimo to jej ciało ożywa za każdym razem, kiedy ma okazję go widzieć. Cóż, nikt nie mówił, że bycie przyjaciółką takiego ciacha będzie prostą sprawą. Odpowiedzią na jej rozterki ma być Trent – facet, z którym próbuje stworzyć związek, na jaki nie może liczyć z Tahoe. Czy jednak ma to jakieś szanse przerwania? I czy Trent jest w ogóle w stanie wyciągnąć Ginę z jej rozterek, jak to niewątpliwe czyni jej seksowny przyjaciel? Przeszłość nie daje o sobie zapomnieć, a przyszłość jest wciąż niepewna.

Tahoe to typ niebezpiecznego faceta. Jest bogaty, arogancki i bardzo przystojny. I nie kryje się z tym, że w związku z kobietą potrafi wytrzymać co najwyżej jedną noc. Gina natomiast jest pod tym względem jego przeciwieństwem. Po bolesnym rozstaniu z przeszłości nadal boi się otworzyć na nową osobę, żeby nie zostać ponownie zraniona. Swoją prawdziwą twarz, dosłownie i w przenośni, chowa za zasłoną perfekcyjnie wykonanego makijażu. Ich dotychczasowe relacje są dość napięte, postanawiają jednak zostać przyjaciółmi. I trzeba przyznać, że Tahoe w tej roli spełnia się znakomicie. Jest słodki i opiekuńczy, przy bliższym poznaniu okazuje się być zupełnie inną osobą, niż maska którą nosi na co dzień. To wcale nie ułatwia Ginie zastosowania się do własnego planu, aby nie zakochać się w tym, tak nieodpowiednim dla niej, mężczyźnie. Dlatego więc wybiera bezpieczną opcję – Trenta. Próbuje stworzyć z nim coś, co w innych okolicznościach mogłoby przypominać związek o jaki marzy każda kobieta. Jednak szybko okazuje się, że to nie jest mężczyzna, na jakim mogłoby jej zależeć. Rozdarta pomiędzy tym, co bezpieczne a tym, na co ma ochotę w końcu rozstaje się z Trentem licząc na to, że jej relacje z Tahoe w jakiś sposób ułożą się nieco lepiej niż dotychczas.

„Ladies man”, nieco wbrew tytułowi, to dość romantyczna historia. Głównie za sprawą dwójki głównych bohaterów, którzy jak w klasycznej komedii pomyłek po prostu jeszcze nie wiedzą, że są sobie przeznaczeni i robią wszystko, aby nie dopuścić tej drugiej osoby zbyt blisko. Bo to mogłoby zaboleć. Łatwiej jest zamknąć się w sobie, każde na swój sposób, i już nigdy nikomu nie pozwolić odnaleźć klucza do swojego serca. Muszę przyznać, że mimo wszystko Gina była odrobinę irytująca z tym swoim upartym trzymaniem się Trenta, który ewidentnie nie był zainteresowany tym, żeby zajrzeć pod maskę, którą zasłaniała swoją prawdziwą twarz. Zupełnie inaczej niż Tahoe – ten arogancki i zapatrzony w siebie mężczyzna, którego ponoć nikt i nic nie obchodziło. Kiedy w końcu się przed nim zdradziła ze swoimi uczuciami, natychmiast uciekła jak najdalej byle tylko nie dowiedzieć się, że on nie czuje do niej zupełnie nic. Cóż, niektórzy już tak mają, że nie widzą rzeczy, które mają tuż przed oczami. Niemniej jednak chcę powiedzieć, że to była nawet całkiem dobra historia. Nieco odbiegająca od schematu klasycznego erotyka (uwaga, spojler: uprawiają seks dopiero na samym końcu książki). Autorce wyraźnie zależało tutaj na pokazaniu, że tych dwoje najpierw potrzebowało się poznać, żeby uporać się z demonami przeszłości. A później dopiero mogła napisać „…i żyli długo i szczęśliwie”.

Tak jak mówiłam, fabuła książki „Ladies man” odbiega nieco od standardów, do jakich przyzwyczaiły nas autorki erotyków. Sceny erotyczne zostały skumulowane w samej końcówce powieści, jednak mi akurat jakoś szczególnie to nie przeszkadza. Nawet mi się podoba ten romantyczny rys, jakiego czasem w sumie brakuje w natłoku tych wszystkich łóżkowych rozrywek. Śledzenie rozwoju relacji pomiędzy Giną i Tahoe sprawiło mi dużą przyjemność, Tak jak już wcześniej wspominałam, nie podobały mi się niektóre decyzje podejmowane przez główną bohaterkę, niemniej jednak jestem w stanie zrozumieć jej dość ostrożne podejście do wiązania się z mężczyznami. Czasem może była po prostu zbyt asekuracyjna w tym względzie. Zbyt skryta za swoją maską z makijażu i niepewności, by dostrzec coś, co dla innych było zupełnie jasne. Podoba mi się, że historia głównych bohaterów ułożyła się taki a nie inny sposób. A także fakt, że nie potrzebowałam znać poprzednich dwóch tomów serii, aby wiedzieć co i dlaczego się tutaj działo, mimo kilku odniesień do jakichś wcześniejszych sytuacji. Ogólnie uważam, że „Ladies man” to przyjemna lektura, której warto poświęcić zimowy wieczór lub dwa pod kocykiem i z kubkiem gorącej herbaty w ręku.

Dodaj komentarz