Łańcuch pokarmowy – przychodzi stalker Pietrow…

O czym jest ta książka?

Książka jest o Zonie, do której trafia młodzik Tolik, stary wyjadacz Ślepy i dzieją się tam rzeczy, o których największym filozofom się nie śniło. Stalker miał wpaść tylko na chwilę, żeby przechować coś dla przyjaciela w potrzebie. Młodzik szuka przygód, a przy okazji budzi do życia, choć nieświadomie, owo straszne „coś”. I choć wydawać by się mogło, że nic ich nie łączy i pewnie nigdy się nie spotkają, to jednak wszystko wskazuje na to, że Zona ma jednak wobec nich swoje własne plany.

Myślałeś, że tak łatwo jest opuścić Zonę? Chciałeś po prostu wyjść za Kordon, na Dużą Ziemię i o wszystkim zapomnieć. Lecz Zona nie zapomina o nikim. Kto raz postawił nogę na jej terenie, ten jest już oznaczony do końca życia jako Jej własność. Ty możesz o Niej nie myśleć, wyrzucić ją z głowy. Jednak Ona zawsze będzie pamiętać o tobie. Cierpliwa jak dobra matka, kiedyś z pewnością się o ciebie upomni. Tego jednego możesz być pewien. Był raz sobie stalker, Ślepy go zwali. Wyszedł na Dużą Ziemię, chciał się żenić. Powiedział, że ze stalkerstwem to on skończył na dobre, że już nigdy do Zony nie pójdzie. Ale Zona i o nim nie zapomniała, wezwała go na ostatnią kawalerską przygodę. Chcąc nie chcąc głosu Jej usłuchać musiał, więc i poszedł.

Tak się właśnie ta książka zaczyna: od wezwania Ślepego na ostatnią misję w Zonie. I muszę przyznać, że wciąga niesamowicie od pierwszego wybuchu. A potem jest już tylko lepiej. Dzieje się dużo – strzelaniny, napady, pościgi. A w tym wszystkim nasz stalker z uśmiechem na ustach i nieodłącznymi żartami i anegdotami o wszystkim i wszystkich. W szczególności o stalkerze Pietrowie. Z nim po prostu nie można się nudzić. Niemniej jednak oprócz niego, mamy jeszcze okazję poznać niejakiego Tolika, a także Buddę oraz bandę, do której należą. Ze stalkerami raczej się nie lubią, w końcu to nie są prawilne ziomki z dzielni, tak jak bandyci. Do tego jest jeszcze Stwór. Dziwny sztucznie zmodyfikowany kłąb komórek nerwowych z zaprogramowanym algorytmem zakładającym dotarcie na sam szczyt łańcucha pokarmowego. Towarzystwo, można by rzec, zrobiło nam się doborowe, nic więc dziwnego, że przygód różnych mają bez liku, na początku samotnie, jednak wszystko zmierza ku temu, aby spotkali się wszyscy razem na wódzie w finalnym akcie naszego przedstawienia.

Skoro znamy już aktorów biorących udział w tym spektaklu, wypadałoby opowiedzieć co nieco o jego fabule. Zacznę może od tego, że bardzo podobał mi się podział na poszczególne narracje. To znaczy, że Ślepy opowiadał swoją historię osobno, Tolik osobno, a Stwór, choć sam nic nie mówił, miał bardzo pomocnego narratora, który szczegółowo opisywał nam procesy zachodzące w jego wciąż modyfikującym się ciele. Jest więc jasny podział ról, nikt się nie wyrywa przed szereg i wszystko jest jak należy. Co do samego pomysłu na tę książkę, to trzeba przyznać, że nie był szczególnie mocno skomplikowany. Co w cale nie przeszkadza w rozpływaniu się w zachwytach nad nim. Uważam, że fabuła w tej powieści jest absolutnie fantastyczna. Skomplikowana na tyle, aby przez cały czas lektury ciekawić i wciągać czytelnika, a jednocześnie nieprzekombinowana. Idealne połączenie, które sprawia, że książkę czyta się jednym tchem. Ciężko było mi przerwać choćby na chwilę potrzebną na zrobienie sobie kanapek i herbaty.

Żeby nie było, że wszystko jest takie wspaniałe, powiem teraz o tym, co mi się nie podobało. Znalazłam jeden, dość poważny mankament, mianowicie taki, że tłumacz niektóre z żartów odnosił moim zdaniem zbytnio do polskich realiów. Zdaję sobie doskonale sprawę z tego, że ciężko jest oddać w tłumaczeniu wszelkie smaczki obcego języka, więc i tak gnę się w ukłonach za wykonaną pracę. Niemniej jednak branie przykładu z wszelkiego rodzaju komedii czy nawet bajek animowanych, w których upraszcza się te żarty tak, aby zawierały odniesienia do polskich realiów jest w tego typu literaturze trochę nie na miejscu. Wydaje mi się, że wszyscy czytelnicy są na tyle inteligentni, żeby wiedzieć, co się dzieje na świecie, a mieszkamy też na tyle po sąsiedzku, by nie mieć problemów z odnalezieniem się w tej kulturze.

Ogólnie rzecz biorąc książka podobała mi się bardzo. Od warsztatu literackiego, przez kreację postaci, aż po fabułę – wszystko jest dopracowane w najdrobniejszych szczegółach. Nawet to tłumaczenie, pomimo kilku nieścisłości jest samo w sobie świetne, bo oddaje ducha tej książki i to doskonale widać. Tak więc polecam wszystkim fanom i nie-fanom, ponieważ to zdecydowanie książka warta zagłębienia się w niej.

Dodaj komentarz