Linie krwi – stojąc naprzeciw przedwiecznego

Nie będę się tu jakoś specjalnie rozpisywać na temat tej książki, bo nie ma też i wielkiej potrzeby. Nie chcę zahaczać o fabułę, a o tej książce mogę powiedzieć tyle, co i o poprzednich, bo utrzymana jest na takim samym poziomie. Mogę tylko dodać, że jest minimalnie lepsza niż dwójka, bardziej podobna stylem do części pierwszej. Jedno, co nowe mi się nasunęło przy lekturze tej książki to jest to bardzo wyzwolone podejście do związków głównej bohaterki. Nie przeszkadza mi to oczywiście w żaden sposób, po prostu zauważyłam to chyba dopiero teraz, z lekkim rozbawieniem czytając sceny walczących ze sobą zazdrosnych mężczyzn, którzy tak dużą rolę odgrywają w życiu Vicki.

I w sumie to to by było na tyle, jeśli chodzi o to, co chciałabym o tej książce powiedzieć. Podsumowując tylko już całą serię dobrze byłoby wspomnieć o okładkach, które jak nigdy są świetnie zaprojektowane i dobrane do treści danej części. To mi się bardzo podobało. Niby nie powinno się oceniać książki po okładce, ale chyba wszyscy dobrze wiemy, że jeśli coś jest przyjemne dla oka, to łatwiej po to sięgniemy.

Dodaj komentarz