List z przeszłości – zagmatwana historia

O czym jest ta książka?

Świat Lexy wali się w gruzy, kiedy w ciągu kilku dni traci dwie najbliższe jej sercu kobiety.
Matka i przybrana babcia to była jej jedyna rodzina. Do tego niedawno rozstała się ze swoim ukochanym, który jak się okazało spodziewa się dziecka innej kobiety. W celu uporządkowania rzeczy zmarłej Ursuli udaje się do Edynburga. Na miejscu odkrywa, że jej opiekunka zastępująca prawdziwą babcię skrywała o wiele więcej tajemnic,niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Najważniejszy wydaje się być list adresowany do Ursuli, z którego wynika, że Lexy ma więcej krewnych, niż kiedykolwiek sądziła. Pod wpływem impulsu postanawia odbyć wyprawę do Malawi, gdzie ma nadzieję dowiedzieć się więcej na temat swojej rodziny. Dużą pomocą okazują się być notatki Ursuli,lecz także opowieść jej bliskiej przyjaciółki Evy, która w końcu postanawia przerwać wieloletnie milczenie i wtajemniczyć Lexy w sprawy, które dawno zostały pokryte kurzem zapomnienia. Ktoś jednak bardzo nie chce, żeby dziewczyna odkryła prawdę i na każdym kroku stara się jej utrudnić odkrycie czegokolwiek.

Na początku chciałabym powiedzieć, że „List z przeszłości” to książka debiutancka. I uważam, że jak najbardziej należy ją zaliczyć do debiutów udanych. Autorka oddała w nasze ręce ciekawą powieść, z umiejętnie zarysowanym bohaterami i całkiem ciekawym rozwiązaniem fabuły. Podoba mi się w ogóle sam pomysł tego odkrywania tajemnic przeszłości. Może trochę ograny, ale jak najbardziej przedstawiony w fajny sposób. Zamiast zmarłego męża ukrywającego (nierzadko dosłownie) trupy w szafie, dostajemy matkę i przyszywaną babcię, których życie okazało się być dużo bardziej skomplikowane niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Smaczku temu wszystkiemu przydaje również fakt obecności jakiegoś nieznanego agresora, który z ukrycia śledzi poczynania naszej bohaterki i usiłuje za wszelką cenę nie dopuścić do odkrycia przez nią prawdy. A wszystko to, lub prawie wszystko, rozgrywa się pod palącym słońcem Malawi. Egzotyka i obcość zupełnie innej kultury sprawiają, że tym lepiej się tę książkę czyta. Powiem szczerze, że jak mało kiedy, nawet opisy bujnej miejscowej przyrody i przepięknych miejsc uznałam za fascynujące. Najczęściej traktuję je jako przykry, acz obowiązkowy dodatek do lektury. W „Liście z przeszłości” były one jednak tak przekonujące i pobudzające wyobraźnię, że ciężko było przejść obok nich obojętnie.

Tym, co zwróciło moją uwagę w tej książce i co odbieram zdecydowanie pozytywnie, to połączenie teraźniejszości z przeszłością. Wspomnienia, które snuje Eva w połączeniu z notatkami pozostawionymi przez Ursulę dają dość wyraźny obraz przeszłości, choć wciąż niepełny. Kilku rzeczy bowiem Lexy musi dowiedzieć się na własną rękę. Niemniej jednak te retrospekcyjne wyprawy do at czterdziestych są naprawdę fajnym zabiegiem. Dzięki temu mamy ogląd na pewne sprawy dużo pełniejszy, ale również barwniej przedstawiony. Szczerze, przyjemnie się to czyta. Poza tym, że i w przeszłości i w teraźniejszości mamy kilku ciekawych bohaterów. Wydarzenia prowadzące do tej sytuacji, jaką zastaje Lexy również są bardzo interesujące. Tajemnice, wypadki, obsesyjna kontrola. Każdy znajdzie coś dla siebie. A wszystko to zgrabnie powiązane ze sobą i tworzące ciekawą fabułę. W połączeniu z bohaterami, z których każdy wydaje się być obdarzony własnym życiem otrzymujemy debiutancką powieść, na którą na prawdę warto zwrócić uwagę. Mam nadzieję, że będę miała okazję przeczytać również inne książki tej autorki, ponieważ zaciekawiła mnie swoim stylem i liczę, że rozwinie się to wszystko w jakimś fajnym kierunku.

Niedawno wspominałam o książkach będących połączeniem różnych gatunków literackich. „List z przeszłości” w pewnym sensie również jest taką powieścią. Trudno odmówić tego, że zawiera kilka elementów właściwych thrillerowi, chociaż ogólnie oceniłabym go jako powieść obyczajową. To także, uważam, był ciekawy zabieg. Do zwykłej opowieści o stracie i poszukiwaniu swojego miejsca w świecie wkradło się coś więcej. Jakiś element zaskoczenia i zagrożenia, który nadaje całości świeżego posmaku tajemnicy. W ten oto sposób zamiast kolejnej ckliwej książki mamy okazję przeczytać coś, co do pewnego stopnia jest nieco bardziej ambitną literaturą niż wszelkiej maści powieścidła najczęściej spotykane na półce oznaczonej jako literatura obyczajowa. Tak jak już wspominałam, uważam „List z przeszłości” za bardzo udany debiut i czekam na możliwość odkrycia w jakim kierunku pójdzie autorka w rozwoju swojego warsztatu pisarskiego. Po cichu liczę na jakiś pełnokrwisty kryminał czy powieść sensacyjną, bo to może mieć fajny potencjał na dobre wykonanie. Na dzień dzisiejszy polecam zapoznanie się z „Listem z przeszłości” i pokuszenie się o próbę rozwiązania zagadki, jaką stało się życie Lexy Shaw bez jej udziału.

Dodaj komentarz