Lodowa cytadela – wejście do krainy zimna

Przyznam się szczerze, że jest to moje pierwsze spotkanie z cyklem Przygranicze. Niemniej jednak nie miałam najmniejszych problemów z odnalezieniem się w tym świecie. Nawet jeśli były gdzieś jakieś odwołania do poprzednich części, to na tyle dyskretne i nie pozostawiające wpływu na odbiór „Lodowej cytadeli”, że właściwie nie przeszkadza to w czytaniu w najmniejszym stopniu. Co jest niewątpliwą zaletą biorąc pod uwagę, że niektórzy autorzy albo przytaczają drugi raz wszystkie wydarzenia z poprzednich części albo wspominają o nich zdawkowo w jakimś odniesieniu, które z kolei ma duże znaczenie dla fabuły. Niemniej jednak wracając do „Lodowej cytadeli” trzeba przyznać, że autor zna się na rzeczy i potrafi czytelnika przykuć do książki i to wcale nie za sprawą mrozu, który sprawia, że ręce kostnieją. Fabuła, początkowo zmierzająca zdawałoby się w jasno określonym kierunku nagle wykonuje gwałtowny skręt. I oto nagle znajdujemy się w samym środku paskudnej awantury, która w dodatku okazuje się być tylko wierzchołkiem góry lodowej kłopotów. A może bardziej odpowiednim określeniem byłby „piramidy lodowej”.

Ponieważ zdradzanie choćby małego skrawka tejże fabuły byłoby hańbą, przejdźmy do innych elementów książki. Warto tutaj wspomnieć o kreacji bohaterów, która moim zdaniem jest jedną z lepszych w kręgu fantastyki, tak rodzimej, jak i zagranicznej. Autor nie rozwodzi się nad niepotrzebnymi nikomu do szczęścia szczegółami, niemniej jednak rzucając od czasu do czasu niewielkie dawki informacji buduje nam powoli obraz poszczególnych postaci. Jednak ważniejsze od odmalowania ich fizycznego wyglądu jest to, w jaki sposób buduje ich zachowanie i charaktery. Jest to jedna z tych rzeczy, które sprawiają, że książkę czyta się jednym tchem. Tak skonstruowani bohaterzy mogliby siedzieć całą książkę przy stole i omawiać sytuację polityczną w kraju i też byłoby ciekawie. Na szczęście jednak autor wymyślił im ciekawsze rzeczy do roboty. I tutaj muszę wspomnieć o tym, że pomimo tego, że sceny walki także się zdarzają, to jednak nie są ani rozwleczone ani też idealizowane, co, niestety, bardzo często się zdarza. Kolejny plus na konto autora.

Jednak najlepsza fabuła i bohaterzy nie znaczą nic, kiedy książka jest napisana językiem, którego nie da się czytać. Jednak i na tym polu autor okazał się być ponad wszelkie przeciwności. Lekkości pióra z pewnością zazdrości mu wielu kolegów po fachu, bo właśnie to sprawia, że książkę czyta się z tak wielką przyjemnością. Właściwie w żadnym miejscu nie nudzi, nie sprawia, że mamy ochotę odłożyć książkę i pójść spać. Ciągle coś się dzieje, a wszystkie te wydarzenia opisywane są z dobrze dobraną dawką humoru. Wliczając w to także niezwykle ciekawe cytaty z piosenek zespołów o nazwach jeszcze ciekawszych. Wszystko to razem wzięte sprawia, że ma się ochotę nie opuszczać tego uniwersum. A kiedy już jesteśmy zmuszeni to zrobić, chce się tam wrócić jak najprędzej, żeby sprawdzić co też będzie dalej. Jak już mówiłam, jest to pierwsze moje spotkanie z Przygraniczem. Na pewno jednak nie ostatnie. Jeśli ktoś czytał poprzednie części, to myślę, że nie trzeba specjalnie zachęcać po tę pozycję. Pozostałych zaś miłośników fantastyki szczerze zachęcam do sięgnięcia po nią.

Dodaj komentarz