Lolita – słów kilka o nietypowej miłości

Słowo „lolita” wszystkim kojarzy się w jeden konkretny sposób. Jednym mniej drugim bardziej, ale jednak w ten sam sposób. I jeśli ktoś chce z takim podejściem rozpocząć lekturę tej książki, to niech posłucha dobrej rady i nawet nie próbuje. Szkoda tracić czas i siły tylko po to, by się rozczarować. Bowiem „Lolita” Vladimira Nabokova nie jest książką przesyconą scenami erotycznymi, mającymi rozbudzić czytelnika. Wprost przeciwnie. Sam autor przyznaje, że wielu spośród tych, którzy rozpoczęli lekturę jego dzieła, nie dokończyli jej z tego właśnie powodu: bo nie było tam scen erotycznych. Bo, wbrew pozorom, jest to książka o miłości, chorej, pokręconej miłości, przedstawionej z punktu widzenia duchowego, nie – cielesnego.

Humbert Humbert, główny bohater, a zarazem narrator tej powieści, wydaje się być zupełnie zwyczajnym mężczyzną. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Skrywa on jednak pewną tajemnicę. Jest wielbicielem nimfetek, młodziutkich dziewczynek, które dopiero wkraczają w okres dojrzewania. Zachwycają go ich młode, nieskazitelne jeszcze ciałka. Do pewnego czasu liczył na to, że jego naganne zapędy uśmierzy małżeństwo z kobietą dojrzałą, jednak nawet to nie ugasiło, bo i nie mogło, żaru, który płoną w nim od wczesnego dzieciństwa, kiedy to nie pozwolono mu zasmakować pierwszy raz tego słodkiego, dziecięcego owocu. Z tego też powodu nieustannie szuka teraz swego zaspokojenia. Kiedy jednak w skutek dość dziwnego zbiegu okoliczności poznaje młodziutką Dolores Haze okazuje się, że oprócz pożądania pojawia się także inne uczucie. Czy jednak taka miłość ma jakieś szanse? Czy ten preferujący nietypowy rodzaj podniety mężczyzna i dziewczynka, którą swymi żądzami ukształtował mogą być w gruncie rzeczy szczęśliwi ze sobą? Odpowiedzi na te pytania nie są wcale takie oczywiste, co autor w pewnym momencie zaznacza w bardzo dobitny sposób.

Trudno jest mówić o „zrecenzowaniu” tego dzieła, które zostało już omówione, zanalizowane i prześwietlone na wszystkie możliwe strony. Teraz można je jedynie czytelnikowi przedstawić, wyrazić swoje o nim zdanie i zadumać się nad tym kobiercem utkanym ze słów o miłości, która niszczy zamiast tworzyć. Dla wielu ta książka jest dziełem kontrowersyjnym, jednak w mojej opinii wcale taką nie jest. Owszem, jest obarczona pewnym ładunkiem gatunkowym, jednak nie zmienia to faktu, że nadal jest to książka o dwójce ludzi połączonych dziwnym związkiem, którzy są jednocześnie blisko siebie i żyją w dwóch kompletnie różnych wszechświatach. Zawsze byłam przeciwniczką stawiania pytań typu „co autor miał na myśli pisząc to?” i w tym wypadku nie jest inaczej. Myślę, że to zupełnie niepotrzebne, w końcu kto powiedział, że każdy musi mieć określony cel robiąc cokolwiek? W tym przypadku stawianie takich pytań jest jeszcze bardziej nie na miejscu. To dzieło stworzone wyłącznie po to, by się nim delektować. Bez zbędnych pytań.

2 komentarzy

  1. Pazzak says: Odpowiedz

    A mnie to dzieło od zawsze obrzydza, kiedy je przeczytałem, miałem wrażenie „brudu”, jakoś tak było… bo ja wiem? Fuj!

  2. chloe says: Odpowiedz

    Natrafiłam kiedys przypadkiem na jakąś wypowiedź samego Nabokova, któremu po raz 10000 zarzucono,że ‚promuje zboczenie’ czy coś w tym stylu. A co on odpowiedział? Nie przytoczę dokładnie, bo nie pamiętam, ale sesn był taki, że on nie promuje, bo on głęboko potępia postępowanie Humberta. Tak, przedstawia świat z jego perspektywy, tak, stara się go zrozumieć, ale i tak go potępia. Przykłada przysłowiowe lustro i pozwala nam samym wyciągać wnioski. Ta książka ma nas obrzydzać, choć ‚niechętnie’. To jest książka o obsesji i o tym jak obsesja niszczy ludzi. O tym jak często mylimy pożądanie i destrukcjyną fascynację z miłością. Ale ta książka NIE JEST i nigdy nie była o miłości.
    Pozdrawiam serdecznie.

Dodaj komentarz