Mansfield Park – austenowski Kopciuszek

Nieodwzajemniona miłość boli chyba najbardziej ze wszystkich miłości. Tym bardziej jeśli nie ma się żadnych widoków na jej odwzajemnienie w bliższej lub dalszej przyszłości i jest się powiernicą wszelkich porywów serca ukochanego. Tego wszystkiego doświadcza Fanny. Niewinna, skromna Fanny Price. Przez wszystkich traktowana jak uboga krewna, dla tego jednego jedynego zawsze była kimś więcej. Jego przyjaciółka i powiernica, do której zawsze szedł by przed nią otworzyć swe serce. Czy kiedyś to serce będzie jej niepodzielną własnością? Cóż. Czas pokaże.

Fanny Price to siostrzenica państwa Bertramów, która trafiła do Mansfield Park dzięki osobie, która później najbardziej jej dokuczała. Bowiem to właśnie swojej ciotce, pani Norris, zawdzięczała szczęśliwy traf, który sprawił, że to właśnie ją spośród licznego rodzeństwa sir Thomas uczynił swoją wychowanką. Ona, biedna dziewczyna o nienagannym usposobieniu, które zostało jeszcze bardziej ułagodzone przez otoczenie, w którym dane jej było przebywać, stanowiła wzór wszelkich cnót. Szkoda jedynie, że nikt tego nie dostrzegał. Jak bardzo jest potrzebna okazało się dopiero, gdy do sąsiadującej z Mansfield plebanii przybyło zepsute światowym życiem rodzeństwo Crawfordów. Wtedy to każdemu służyła pomocą i wsparciem, każdego wysłuchała i potrafiła pocieszyć w trudnych chwilach. Jednak nikt nie zastanawiał się ile Fanny musi wycierpieć patrząc na to wszystko, co się dookoła niej dzieje. Powrót pana domu wkrótce ukrócił przynajmniej część z niepokojów, jakie targały rodziną. Sprawca głównego zamieszania znikł, a jego siostra, choć pozostała na miejscu, wydawała się być lepszą od niego. Wydawać by się mogło, że wszystko wróciło do normy, jak się okazało – nie na długo. Niedoceniana przez rodzinę Fanny znalazła adoratora w najbardziej dla siebie nieodpowiednim człowieku. Pomijając oczywiście fakt, że kochała innego. Wszyscy oprócz niej uważali, że robi wielki błąd odrzucając oświadczyny, w rezultacie została wysłana w odwiedziny do rodzinnego domu, aby przez kontrast uświadomić sobie, ile może zyskać na tym małżeństwie. Kiedy tam przebywała wszystko w rodzinie zaczęło się sypać…

Jestem, jak wiadomo z poprzednich moich recenzji, wielką fanką powieści Jane Austen. Tym razem jednak trudno mi mówić, że całość mnie zachwyciła, bowiem zakończenie, no cóż, choć bardzo w stylu tej autorki, było o tyleż zaskakujące, co w ogóle nie pasujące do koncepcji całości. Jak zawsze wszystko dobrze się skończyło, ci źli otrzymali należną im karę, a do tych co powinien los się uśmiechnął. Mimo to, uważam, że „Mansfield Park” jest na prawdę dobrą książką. Ale jedynie dobrą, przez to właśnie dziwne zakończenie. Chyba to jest powodem, dla którego jest mniej znaną pozycją niż chociażby „Duma i uprzedzenie” czy nawet „Emma”. Co do stylu, to jak zawsze jest nienaganny i odnaleźć tu można wiele z tych tak charakterystycznych dla Austen rysów. Książka jest zajmująca i czyta się ją z przyjemnością. Polecam, ale nie na pierwsze spotkanie z tą autorką.

Jeśli ktoś chciałby posiadać tę konkretną pozycję w swojej kolekcji, zapraszam tutaj.

Dodaj komentarz