Mężczyźni objaśniają mi świat – dlaczego nie jestem feministką

Na początku chciałabym coś ustalić. Nie jestem feministką. I nie, nie uważam, że kobiety nie powinny mieć prawa głosu. Nie daję przyzwolenia przemocy, zabójstwom, gwałtom ani jakimkolwiek innym przejawom agresji człowieka przeciwko innemu człowiekowi. Nie, nie pozwalam nikomu nazywać siebie dziwką, idiotką, szmatą czy prostytutką. Uważam za to, że wszyscy ludzie powinni być równi. Bez względu na wyznanie, kolor skóry czy płeć. Tak więc nie jestem antyfeministką. Po prostu nie uważam, że feminizm jaki proponuje mi grupa głośno nawołujących do krucjaty kobiet ma sens. Historia uczy nas, że rewolucja nigdy nie kończy się dobrze. Zmiana jednej władzy na inną wcale nie jest zmianą. To jak wymiana dekoracji na scenie teatru. Ludzie pozostają ci sami.
„Mężczyźni objaśniają mi świat”
Kiedy byłam mała, moja mama powiedziała mi, że jeśli kiedykolwiek ktokolwiek będzie mnie atakował, nie ważne psychicznie czy fizycznie, mam się bronić. Nawet jeśli komuś ma się to nie spodobać. To dało mi siłę niezbędną do tego, żeby przetrwać czasy edukacji szkolnej. Nauczyło mnie również mówić to, co myślę. Nauczyło mnie, że jeśli ktoś chce mi zrobić krzywdę mam protestować, bronić się, a nie stać bezczynnie i czekać co się wydarzy. W eseju „Mężczyźni objaśniają mi świat” pani Solnit mówi o tym, że kobiety są słabe psychicznie. Przytaczając anegdotę o mężczyźnie opowiadającym jej o napisanej przez nią książce, wyraźnie zaznacza, że my kobiety nie potrafimy bronić swoich poglądów. Ona oczywiście jest inna. Bycie pisarką sprawiło, że się uodporniła. W jaki sposób więc możemy równać do mężczyzn, skoro nawet nie potrafimy być tak dobre jak niektóre z nas?
Najdłuższa wojna
Język polski ma tę właściwość, że każdy rzeczownik ma jakąś „płeć”. Bardzo nieszczęśliwie dla nas statystyka jest wobec tego kobietą. Ma to bardzo ironiczny wydźwięk w kontekście tego eseju. Autorka zmaltretowała ją tak samo, jak mężczyźni wykorzystujący kobiety w jej tekście. Wszelkiego rodzaju dane można obrabiać tak długo, aż zaczną przedstawiać dokładnie to, co pasuje do naszej wizji świata. Tak więc czytając ten tekst odkrywamy, że jesteśmy bite, gwałcone i mordowane z taką częstotliwością, że w zasadzie nie powinnyśmy istnieć. A jeśli już to nosząc na sobie oznaki przemocy. Dowiadujemy się również, że powinnyśmy się bać chodzić same wieczorami po ulicy. Bo za każdym rogiem czai się gwałciciel/morderca (do wyboru, co kto woli). Boli mnie to. Szczerze przyznaję, że taka indoktrynacja kobiet przez kobietę jest bardzo bolesna.
Zderzenie światów w luksusowym apartamencie
Model ubogiej dziewczyny spotykającej bogatego księcia jest dość mocno zakorzeniony w naszej świadomości. Począwszy od bajek dla dzieci, a na współczesnych romansach skończywszy. W prawdziwym świecie niestety nie jest tak różowo, co doskonale obrazuje sprawa, którą przytacza tutaj pani Solnit jako kolejny przykład przemocy i nierówności. Biedna dziewczyna, pracująca jako pokojówka zostaje wykorzystana przez bogatego i wpływowego dyplomatę. Reszty tej historii można się bez problemu domyślić. I o ile dla autorki tekstu jest to przykład na to, że głos kobiet maltretowanych nie jest należycie wysłuchiwany, o tyle dla mnie jest to historia, w której płeć nie ma aż tak wielkiego znaczenia. Ważniejsze tutaj jest co innego: pieniądze i wpływy. To właśnie dzięki nim możni tego świata są bezkarni. Ale lepiej to przecież brzmi, kiedy przedstawi się jako ucisk jednej płci przez drugą, prawda?
Pochwała zagrożenia
To było piękne. Władze nie chcą zalegalizować związków pomiędzy osobami tej samej płci, tylko dla tego, że to oznaczałoby zaakceptowanie równości małżonków. Także w związkach, nazwijmy to, tradycyjnych. Moje pytanie brzmi: czy na prawdę to władze danego kraju decydują o tym, jak wygląda nasz związek? Czy jednak my sami?
Babka pająk
Ja także uważam, że przez zbyt długi czas kobiety były uciszane. Zbyt długo nie miały dostępu do takiej nauki, jaka była udziałem mężczyzn. I to jest prawdziwa tragedia, a nie brak kobiet w sztuce czy wykluczenie ich z drzewa genealogicznego. Może brzmię tutaj niezbyt poprawnie politycznie, niemniej jednak uważam, że znacznie ważniejsza niż możliwość operowania pędzlem, jest możliwość kształcenia się. Ale czasem mam wrażenie, że jestem w tym poglądzie odosobniona. A już na pewno pani Solnit nie zgodziłaby się ze mną w tym punkcie.
Syndrom Kasandry
Odnoszę niemiłe wrażenie, że autorce tej książki bardzo się pomyliły pojęcia. W moim odczuciu bowiem nazywa ona zwykłe narzekanie na ciężki i okrutny los kobiecy walką z niesprawiedliwością. Ponadto chyba żyję w jakichś innych czasach niż pani Solnit. Kto dzisiaj nazywa kobiety histeryczkami? Może jeszcze za chwilę się dowiem, że są one zamykane w szpitalach psychiatrycznych i poddawane terapii wstrząsowej. Widzę tutaj ten sam problem, co w tekście „Zderzenie światów w luksusowym apartamencie”: wpływowy i bogaty mężczyzna kontra gorzej sytuowana kobieta. Naginanie rzeczywistości do własnych poglądów nie przekonało mnie tam i zdecydowanie nie przekonuje także i tutaj.
#YesAllWoman
Bardzo się cieszę, że kobiety mają odwagę mówić głośno o swoich problemach. Jednak autorka skupia się tutaj na czymś innym. Znów stara się zastraszyć kobiety, wmówić im, że wszyscy mężczyźni są źli, a one powinny się bać. Niemalże głupio się czułam, że nigdy nie padłam ofiarą molestowania. Skoro wszystkie to wszystkie, ja też. Uderzyła mnie tutaj jednak jeszcze jedna niekonsekwencja. Otóż, dla pani Solnit każdy przedstawiciel płci męskiej to wcielone zło. I tylko ona jest władna decydować o tym, którzy z nich stanowią chlubne wyjątki. Potępia natomiast tych, którzy mieli odwagę powiedzieć, że wcale nie gwałcą i nie mordują i w sumie to są całkiem sympatycznymi ludźmi…
Puszka Pandory i ochotnicze siły policyjne
Przepiękna opowieść o tym, jak to wszyscy dookoła chcą, żeby kobiety wróciły do swoich tradycyjnych ról żon i matek. Ha! Ale one się nie dają! Bo co wyszło z puszki, już nie może do niej wrócić… Szczerze mówiąc, bardzo współczuję takiego podejścia do życia. Walka ze wszystkimi dookoła musi być bardzo wyczerpująca. Najwidoczniej autorce zajmuje tak wiele czasu, że nie potrafi korzystać z tej wolności, którą wywalczyły wszystkie jej poprzedniczki.
————————–
Czytałam tę książkę i wprost nie wierzyłam, że ktoś to napisał. Że napisała to kobieta walcząca o prawo swobodnej wypowiedzi. O prawo bycia wolną. O prawo bycia wiarygodną jako osoba. Autorka bardzo chętnie posługiwała się sloganem „kultura gwałtu”. Ja natomiast z tyłu głowy miałam ciągle inne hasło: „mowa nienawiści”. Najbardziej ze wszystkiego boli mnie to, że czytają to inne kobiety. I, co gorsza, wierzą w każde słowo zawarte w tej książce. Nie przeczę, autorka potrafi być niezwykle przekonująca. Zupełnie jak ci wszyscy ludzie, którzy tworzą treści w mediach takich jak telewizja czy prasa. Dobro nigdy się nie sprzedaje. Trzeba sięgnąć po to co najgorsze, żeby wzbudzić sensację. We mnie jednak wzbudza to jedynie niesmak. Zamiast konstruktywnych rozwiązań, pani Solnit wytyka jedynie błędy, jednostronnie interpretuje fakty i przedstawia cały problem w takim świetle, że momentami zastanawiałam się, czy my w ogóle żyjemy na tym samym świecie.
Dość jednak krytyki, czas na wnioski płynące z lektury tej niezwykle pouczającej lektury. Wniosek pierwszy i najważniejszy jest taki, że ja nie chcę być taką feministką. Taką krzyczącą, że dzieje mi się krzywda, chociaż w rzeczywistości nic mi nie jest. Próbującą zmienić poglądy ludzi, którzy utwierdzali się w nich od dziesiątków lat. Taką, która dzieli ludzi. Podkreślanie różnic pomiędzy szlachetnymi, uciskanymi kobietami i stanowiącymi całe zło tego świata mężczyznami niczego nie zmieni. Chyba, że doprowadzi do zaostrzenia postaw tak z jednej, jak i drugiej strony. Wniosek drugi jest taki, że wystarczy wszystko przedstawić w odpowiednim świetle, aby uzyskać wiarygodność. I tutaj zwracam się z prośbą do wszystkich o to, aby posługiwali się własnym rozumem. Nawet prace naukowe nie są w 100% wiarygodne. Z dnia na dzień odkrywane są nowe rzeczy, czasem również badania prowadzone są niedokładnie lub w sposób skrajnie nieobiektywny. To, że ktoś mówi, że czarne jest białe i rzuca nam w twarz statystyki nie oznacza jeszcze, że to prawda.
Wnioskiem trzecim i ostatecznym jest to, że ja chcę być feministką zupełnie innego rodzaju niż ten, który jest obecnie forsowany. Jak dla mnie równość między kobietą i mężczyzną osiągniemy jedynie wtedy, kiedy wszyscy będziemy na nią pracować. Żyjemy w takich czasach, że mamy dostęp do wszystkiego. Jesteśmy kobietami wyzwolonymi spod jarzma kontrolujących nas mężów i ojców. Same decydujemy o tym, jak ułożyć sobie życie, możemy pójść na studia, wybrać mężczyznę, którego kochamy, a nie tego narzuconego odgórnie. Mamy także o wiele większy wpływ na to, jak wychowujemy nasze dzieci. Na to, w jaki sposób jesteśmy postrzegane. A więc po pierwsze mówmy naszym dzieciom, że są dobre, ale nie lepsze od innych. Niech od najmłodszych lat uczą się czym jest tolerancja i wzajemny szacunek. Nikt nie rodzi się mordercą czy gwałcicielem. Tak samo jak nikt nie rodzi się skrajnym konserwatystą zamykającym swoją żonę w domu. To samo tyczy się związków w jakie wchodzimy. Odpowiedź na pytanie czy lepiej jest mieć złamane serce czy złamane życie nie powinna wymagać specjalnego zastanowienia.
Nie budujmy w społeczeństwie obrazu kobiet słabych. Wcale takie nie jesteśmy. Dziś możemy o wiele więcej niż mogły nasze babcie, a nawet mamy. To my kreujemy rzeczywistość w jakiej żyjemy. I tylko od nas zależy w jaki sposób i czy w ogóle wykorzystamy dar, jaki otrzymałyśmy od naszych poprzedniczek. Nie chowajmy się za obrazem mężczyzny podłego i wykorzystującego kobiety. Świat nie jest niestety tak czarno-biały jak chce autorka książki „Mężczyźni objaśniają mi świat”. Ale w naszych rękach leży jego przyszłość. Niekiedy dosłownie. Postarajmy się więc ukształtować ją w taki sposób, aby była jak najlepsza.
Odnoszę wrażenie, że nawet tak obszerny tekst nie do końca oddaje moje wrażenia po lekturze tej książki. Wielu przemyśleń, które w związku z nią miałam tu nie zawarłam. Mam jednak nadzieję, że chociaż w niewielkim stopniu przybliżyłam ten jakże złożony problem. Za wszelkie błędy z góry przepraszam. Chętnych zapraszam do dyskusji.

Dodaj komentarz