Miecz orientu – obóz schizofreników

mieczorientu

Niejaki Marek Brener, uciekając przez las przed obławą, natrafia na dość specyficzny obóz, którego prawie nikt nie pilnuje. Będąc już na skraju wyczerpania fizycznego i umysłowego postanawia przedostać się do rzeczonego obozu i tam przeczekać kilka dni by nabrać sił na dalszą wędrówkę. Więźniowie, którzy są przetrzymywani w tym przedziwnym budynku sami w sobie stanowią zagadkową zbiorowość. Do pewnego momentu zdawać by się nawet mogło, że jest to nie tyle sowiecki łagier, co szpital dla umysłowo chorych, tak niezwyczajne bowiem panują tam warunki. Po pierwsze więźniowie mają właściwie pełną swobodę ruchu, przed wyjściem na zewnątrz budynku powstrzymuje ich właściwie jedynie strach przed strażnikami i garnizonem, który jakoby ma być ukryty gdzieś w lesie. Po drugie strażników widuje się właściwie tylko w dwóch sytuacjach: kiedy idzie się akurat po kaszę do stodoły lub kiedy przychodzą oni by pobić Horynia za nielegalny handel żywnością. Swoją drogą ten człowiek jest sam w sobie zagadką, a otaczająca go aura jeszcze potęguje dziwne wrażenie wywołane jego zachowaniem. Być może właśnie w nim tkwi klucz do odgadnięcia, czy na prawdę jest ten obóz. Bo jedno jest pewne: nie jest to miejsce, jakim widzą je jego mieszkańcy.

Kiedy czytałam „Miecz orientu” w pewnym momencie myślałam, że sama popadam w jakąś schizofrenię. I uczucie to nasilało się z każdym odkrytym przez Brenera elementem tej piekielnie pokręconej układanki. Ta książka przedstawia coś więcej niż tylko zbiorowość ludzi, których pod przymusem zamknięto w jednym budynku i właściwie zostawiono na pastwę losu. To opowieść o tym, jak łatwo jest stworzyć sobie iluzję rzeczywistego świata, jeśli tylko chce się tego odpowiednio mocno. A i tak zadziwia fakt, że tylu ludzi jednocześnie potrafiło stworzyć tak sprawnie działający mechanizm ze szczątków, które dostarczono im na samym początku. „Miecz orientu”, to opowieść również o tym, co dzieje się z samym twórcą tego mechanizmu, który mieszka wewnątrz niego i musi poddawać się jego działaniu razem z tymi, których sam przemocą w nim umieścił. O tym, jak łatwo jest wpaść w pułapkę tego, czego pragniemy najbardziej, sami sobie tego nie uświadamiając nawet. O tym, że człowiek potrafi poświęcić to, co dla niego najcenniejsze, dla tego co jest najbardziej pożądane przez ogół.

2 komentarzy

  1. Czemu jeszcze nie dodałem tego bloga do listy stale odwiedzanych? Nie mam pojęcia, ale zamierzam nadrobić zaległości! 🙂

    1. Ojej. Miło mi to słyszeć. 🙂

Dodaj komentarz