Moje śliczne – psychopata w ludzkiej skórze

O czym jest ta książka?

Rodzina Carollów przeżywa prawdziwy dramat, kiedy znika Julia, ukochana córka i siostra. Po tym wydarzeniu nic już nie jest takie samo, a każdy z bohaterów tej tragedii radzi sobie z problemem sam. Albo nie radzi w ogóle. Mija dwadzieścia lat, a Claire, siostra Julii, znów traci bliską jej osobę. Choć zrozpaczona i załamana po śmierci ukochanego męża, stara się jednak pozbierać swoje życie od nowa. Uporządkowanie rzeczy zmarłego ma być pierwszym krokiem do normalności. Jednak skrywane tam tajemnice sprawią, że nic już nie będzie normalne.

Cokolwiek by nie mówić, ludzie lubią się bać. Lubią czytać książki, w których psychopaci zabijają niewinnych ludzi stosując wymyślne tortury. Bo to tylko fikcja. Coś, co powstało w umyśle pisarza po to, abyśmy mogli przez chwilę poczuć dreszcz emocji wcielając się w postać ofiary, która próbuje umknąć swojemu prześladowcy. Patrząc na to, co media pokazują nam dzisiaj w wiadomościach, można byłoby się zastanawiać nad zasadnością tworzenia tego rodzaju sztuki. W końcu mamy na co dzień podawane na tacy informacje o katastrofach, wypadkach i zabójstwach. A mimo to, nadal szukamy czegoś więcej. Może ze względu na to, że media nie podają wszystkich krwawych szczegółów, jakkolwiek ciężko to brzmi. A może raczej dlatego, żeby oswoić się z tym, poznać i przejść w końcu do porządku dziennego. Myśląc, że nas i tak przecież to nigdy nie spotka, bo nie może się wydarzyć na prawdę. Jakbyśmy w tym momencie nie dostrzegali, że w rzeczywistości też dzieją się takie rzeczy. Albo nawet gorsze. Ale my wolimy o tym nie pamiętać.

Jakiś czas temu oglądałam pewien horror. „Martyrs” opowiada historię z pozoru prostą, czy wręcz banalną. Na początku widzowi wydaje się, że już wszystko wie i że wszystko jest jasne. Cóż, jak to często w życiu bywa, ocenianie książki po okładce kończy się wyjątkowo źle. Wspominam ten film dlatego, że w pewnym sensie kojarzy mi się on właśnie z książką „Moje śliczne”. Z uporządkowanego świata nagle zaczynają wyłazić demony, których nigdy nie spodziewalibyśmy się tam zobaczyć. Zarówno film, jak i książka pokazują jak bardzo ciemnymi ścieżkami może chodzić ludzki umysł, jak nieraz dziwne bądź przerażające rzeczy są w stanie stworzyć ludzie i jak wielką czerpią z tego przyjemność. Właśnie nie jest przerażająca krew na ścianie, czy nawet samo zabójstwo, choćby oglądane na własne oczy. Najstraszniejsze jest zawsze to, co wydostaje się z głowy człowieka. Myślę, że dobra książka kryminalna jest dopiero wtedy dobra, kiedy ukazuje psychologię działania mordercy, a nie tylko jego czyny.

I książka Karin Slaughter taka właśnie jest. Przeraża nie samym czynami, ale ich motywacją. Nie ukazuje nam człowieka o brzydkiej powierzchowności, lecz skrzywionym umyśle. Pod wieloma względami jest to na prawdę niesamowita książka. Autorka na początku snuje swoją opowieść powoli, pokazując nam zbliżenia na poszczególne postaci dramatu. Krok po kroku odkrywa opowieść o tragedii, jednocześnie wprowadzając wątki, które zaważą na teraźniejszości i przyszłości naszych bohaterów. Postaci są wyraźnie zarysowane, poznajemy je przez pryzmat tego co robią, kim są i kim byli w przeszłości. Jest to niezwykle istotne do zrozumienia istoty tej książki. Uważam, że to bardzo dobry pomysł, ponieważ dzięki temu postaci nie są jednowymiarowe i nijakie. Nabierają głębi, charakteru, który pozwala nam czuć się w fabule książki jak u siebie w domu. To z kolei sprawia, że jesteśmy jeszcze bardziej zaangażowani w śledzenie ich losów. „Moje śliczne” to zdecydowanie jedna z najciekawszych książek z tego gatunki, jakie zdarzyło mi się czytać. I chętnie polecam ją wszystkim tym, którzy lubią się bać.

Dodaj komentarz