Moskal – źli ludzie nie istnieją….

Recenzja premierowa
O czym jest ta książka?

Artur Wiktorowicz to zwykły, przeciętny mężczyzna. Jest robotnikiem w bliżej nieokreślonej fabryce, ma żonę i dzieci. A także pecha, że urodził się w nie najlepszych czasach. Pewnego dnia pod wpływem impulsu kupuje od menela w bramie bazaru zabytkowe pióro. Choć jeszcze sam o tym nie wie, to z pozoru błahe zdarzenie, będzie miało kolosalny wpływ na całe jego życie. Ale wciąż jeszcze ma wybór. Bo w gruncie rzeczy nie ma złych ludzi. Są tylko złe decyzje, które podejmują.

Rzadko zdarza mi się czytać książkę, o której zupełnie nic nie wiem. Paradoksalnie, bardzo nie lubię czytać recenzji, bo to mi później za bardzo wpływa na odbiór powieści. Niemniej jednak opis na okładce lub podstawowe informacje na LC zazwyczaj czytam. W przypadku „Moskala” było inaczej. Zupełnie niespodziewanie znalazłam w swojej skrzynce pocztowej egzemplarz recenzencki z prośbą od wydawnictwa o przeczytanie i zrecenzowanie. Popatrzyłam na okładkę, na tytuł… Doświadczenie czytelnicze podpowiedziało mi, że pewnie będzie to jakaś książka w stylu „Demonów wojny”, więc już więcej nie było mi trzeba. A potem zaczęłam czytać. Nie, nie było trzęsienia ziemi, jeśli tego się spodziewacie. Zaczęło się w sumie dość niewinnie i jednocześnie kompletnie zaskakująco. A to, co działo się później to już była pisarka wirtuozeria w stworzeniu i poprowadzeniu takiego bohatera. Metaforycznie rzecz ujmując rzuciłam się głową w dół w przepaść. Z zamkniętymi oczami. I okazało się, że jednak potrafię latać.

Ta książka wciąga. Uzależnia. Przykuwa do siebie żelaznymi kajdanami. I niech was nie zwiedzie jej pozorna niewinność i przeciętność. To tylko zasłona dymna przed tym, co skrywa w sobie na prawdę. Można powiedzieć, że jej prawdziwa natura ujawnia się dopiero podczas lektury, kiedy już nie ma odwrotu i trzeba czytać dalej. A może po prostu ewoluuje, razem z bohaterem zmieniając się i dostosowując do tego co się z nim dzieje. A dzieje się wiele. Powoli, spokojnie, nieśpiesznie. Pod wpływem kolejnych wyborów nasz Artur Wiktorowicz dąży do tego, by stać się kimś innym. Już nie przeciętnym robotnikiem, skazanym na życie w biedzie popeerelowskiej Polski. Ale na razie jest dopiero na początku tej drogi. Jeszcze może z niej zawrócić, ale czy ktokolwiek chciałby zrezygnować? Z bogactwa, władzy, kontroli nad innymi. Z tego uczucia wszechmocy, kiedy wiesz, że inni nie tylko się ciebie boją. Oni ze strachu zrobią wszystko, byś tylko był zadowolony. To wszystko przyjdzie z czasem, na razie jest tylko chęć wyrwania się z życiowego impasu. Zgodnie z najbardziej idealistycznymi pobudkami: zapewnić rodzinie godne życie, pomóc przyjaciołom i znajomym.

Najbardziej niesamowite ze wszystkiego w tej książce, jest obserwowanie powolnych zmian zachodzących w głównym bohaterze. To niezwykłe, że wszystko to dzieje się na naszych oczach, ale jakoś tak niepostrzeżenie. Krok po kroku. Powoli. Postać Artura Wiktorowicza to na prawdę literacki majstersztyk. W tej powieści wszystko jest tak doskonale ze sobą zgrane jakby to był najwyższej jakości szwajcarski zegarek. Fabuła odzwierciedla doskonale to, co dzieje się we wnętrzu bohatera, który z kolei wydaje się być mimo wszystko obdarzony wolną wolą. Każda składowa jest tutaj dokładnie przemyślana i umieszczona precyzyjnie na swoim miejscu. Niczego nie pozostawiono przypadkowi, nawet najmniejszego szczegółu. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że za każdym razem, kiedy wydaje się, że już wiemy, co będzie dalej zdarza się coś, co zupełnie zmienia obraz sytuacji. Najlepszym przykładem jest moje jakże kiepskie przewidywanie, co też mogę znaleźć w tej książce. „Moskal” jest jak samo życie: nigdy nie wiesz, co będzie dalej, ale zawsze masz wolny wybór w podejmowaniu decyzji. I od nas tylko zależy, jaki da to wynik. Jednym słowem jestem książką zachwycona i ze szczerego serca polecam ją wszystkim, nawet tym, którzy nie lubią fantastyki jako takiej. „Moskal” zasługuje na uwagę bez względu na przekonania czytelnicze.

Dodaj komentarz