Mroczny bies – fantastyka zza wschodniej granicy

Sięgając po książkę „Mroczny bies. Almanach rosyjskiej fantastyki” spodziewałam się czegoś zupełnie innego niż to, co otrzymałam. Może „almanachy” naszej rodzimej fantastyki nie są jakieś bardzo wyszukane czy zachwycające, lecz mimo to, jak dla mnie, są na lepszym poziomie, niż opowiadania, które dopiero co przeczytałam. Cały zbiór rozpoczyna się infantylnie napisaną opowieścią o dwóch takich, co w jakimś wymyślonym, innym niż nasz świecie, narobili sporo bałaganu. Kończy się też niewiele lepiej: opowiadaniem złożonym z SMS-ów,z którego za bardzo nic nie wynika.

Tym, co zasługuje na uwagę, są trzy króciutkie opowiadania Jewgienija Łukina, zatytułowane kolejno: „Wygłuszacz”, „Astralna historia” oraz „Pierwsze odstręczenie”. Z całego tego zbioru właśnie one jedynie spodobały mi się, tak ze względu na fabułę (czy raczej jej namiastkę), jak i na barwnie, choć niezwykle krótko, zaprezentowanych bohaterów.

Najgorszym opowiadaniem okazało się być to, w którym występuje nasz ulubiony… wiedźmin Geralt. Jak się dowiedziałam rosyjski pisarz wprowadził na karty swoich opowiadań naszego rodzimego zabójcę strzyg i innych upiorów za łaskawym przyzwoleniem Andrzeja Sapkowskiego. Ja na jego miejscu w życiu bym się nie zgodziła na takie „zapożyczanie”, tym bardziej biorąc pod uwagę co też on zrobił z tą postacią. Dosłownie wstyd i hańba, że tak powiem.

Ogólnie rzecz biorąc zbiór opowiadań rosyjskich pisarzy „Mroczny bies” nie przekonał mnie ani odrobinę do rosyjskiej fantastyki w ogóle. Jeśli już to sięgnę po konkretnego autora, żeby przekonać się, czy znajdę jeszcze jakieś ślady działalności specyficznego wiedźmaga i jego pomagiera o kryminalnej przeszłości i fizjonomii.

Dodaj komentarz