Nic do stracenia. Początek – odrobina miłości

O czym jest ta książka?

Szesnaste urodziny to ważny dzień w życiu każdej nastolatki. Anna i jej chłopak Jack postanawiają je uczcić pierwszym w swoim życiu wyjściem do klubu. Uroda Anny przyciąga jednak uwagę Cartera, groźnego przestępcy. To zdarzenie zapoczątkowuje prawdziwy koszmar w jaki zmienia się życie Anny. Kiedy po dwóch latach w końcu zostaje odnaleziona w domu swojego prześladowcy, nie jest już tą samą osobą. Ponadto jej kłopoty wcale się nie skończyły. Zeznania, które złożyła przeciwko Carterowi wystarczyły, aby zamknąć go w więzieniu, nie oznacza to jednak, że dziewczyna jest już bezpieczna. Do jej ochrony zostaje przydzielony Ashton Tyler, świeżo upieczony absolwent akademii SWAT. Mają udawać zakochaną parę tak, aby nikt nie zorientował się, że chłopak jest jej ochroniarzem. Powoli Ashton zyskuje zaufanie Anny, przedostając się przez skorupę jej zobojętnienia na wszystko. A to co miało istnieć tylko na papierze, nieśmiało staje się rzeczywistością.

Muszę przyznać, że zakochałam się w tej książce od pierwszego wejrzenia. Spodziewałam się bardziej „nastolatkowej” książki, a dostałam świetny romans, który na prawdę dobrze mi się czytało. Przede wszystkim ze względu na parę głównych bohaterów, którym trudno jest coś zarzucić. Choć nie taki był mój pierwotny plan, pochłonęłam książkę w jeden dzień i po zakończeniu lektury zaczęłam wołać o więcej. Na szczęście niedługo ma się ukazać kontynuacja, więc dowiem się co się stało dalej. Wracając jednak do powieści. Jest to pierwsze moje spotkanie z tą autorką, niemniej jednak na pewno nie ostatnie, nie tylko ze względu na drugą część „Nic do stracenia”. W tej książce odnalazłam magię, coś co sprawiło, że bez wysiłku właściwie zdobyła moje serce. Zawsze lubiłam romantyczne historie, w których bohaterowie zakochiwali się w sobie, ale z różnych względów nie mogli się przed sobą do tego przyznać. Tutaj dochodzi jeszcze to, co główna bohaterka wycierpiała z rąk przestępcy. Jest więc głęboko zraniona, przestraszona i niezdolna do zaufania komukolwiek. Znacznie komplikuje to sprawy, jednak jak widać wszystko można naprawić cierpliwością i prawdziwym uczuciem. Szczerze mówiąc, może i to jest naiwne. Może ta historia nie jest jakaś wyjątkowa. Ale za to jak napisana! To zmienia na prawdę wiele. Na tyle, że zupełnie odmienia postrzeganie tej książki i zawartej w niej historii miłosnej.

Oprócz tego, że jest dobrze napisana, ta książka ma jeszcze jedną bardzo ważną zaletę. Chociaż główną narratorką jest Anna, to od czasu do czasu mamy okazję spojrzeć na wszystko oczami Ashtona. I to jest zdecydowanie coś, co misie lubią najbardziej. Niczego mi tak nie brakuje zazwyczaj w romansach, jak właśnie tego spojrzenia z drugiej strony związku. Możliwości zajrzenia do głowy głównemu bohaterowi i dowiedzenia się, co też tak na prawdę się tutaj dzieje. Jest to więc niewątpliwa zaleta powieści „Nic do stracenia. Początek”, bynajmniej nie jedyna. Wspominałam już wyżej o kreacji pary głównych bohaterów, a tutaj chciałabym opowiedzieć o tym szerzej. Anna i Ashton spodobali mi się przede wszystkim dlatego, że są tacy autentyczni. Kiedy poznajemy szesnastoletnią Annę, cóż, zachowuje się jak typowa nastolatka. Kiedy zaś ma już te dziewiętnaście lat i horror, który zafundował jej Carter widać od razu, że to już zupełnie inna osoba. Pod względem mentalnym zaszła w niej niesamowita przemiana. Ashton zaś to taki typowy dobry chłopak o wielkim sercu i poczuciu misji. Zarówno jako uczeń w akademii, jak i później już ochroniarz Anny prezentuje się jako człowiek odpowiedzialny, który traktuje swoją pracę niezwykle poważnie i stara się jak najlepiej wywiązywać z obowiązków. Z drugiej strony jest młodym facetem, który lubi szybkie samochody i spotkania z kumplami, a w stosunku do swojej dziewczyny jest opiekuńczy i romantyczny. Taka kreacja postaci daje nam bohaterów, którzy od razu stają się bliscy sercu czytelnika. Zdobywają je po prostu tym, jacy są.

Zdecydowanie książka „Nic do stracenia. Początek” była dla mnie niespodzianką. I to bardzo miłą niespodzianką. Podobało mi się w niej właściwie wszystko. Mam świadomość tego, że nie jest to specjalnie wyrafinowana literatura, jednak nie oczekuję tego po gatunku jakim jest romans. Tutaj jednak odnalazłam wszystko to, co zawsze tego typu książkach ceniłam. Fabuła jest lekka i skrzy się humorem w odpowiednich miejscach. Bohaterowie potrafili zdobyć sobie moje serce od samego początku. Ich miłosna historia odpowiednio skomplikowana, żeby nie było zbyt pięknie i łatwo. Choć już od jakiegoś czasu nie jestem nastolatką, to ta młodzieżowa książka bardzo mi się spodobała. I myślę, że wiele pań mających więcej już niż te naście z pewnością także doceni tę historię. Na prawdę serdecznie zachęcam do zapoznania się z twórczością tej autorki. Ja na pewno nie ograniczę się do przeczytania tylko tych dwóch tomów, ale też nadrobię do tej pory wydane książki i z niecierpliwością będę czekać na kolejne historie, które wyjdą spod pióra Kirsty Moseley.

Dodaj komentarz